Kaczyński: Tusk ufa władzy, która gotowa jest zabijać własnych obywateli

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że rząd Donalda Tuska zachowuje się "jak wystraszony piesek" w stosunku do Rosji, która - jak mówił - "niekoniecznie musi być zainteresowana pokazaniem prawdy" w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Premier Donald Tusk proszony o komentarz do tych słów szefa PiS, stwierdził, że Jarosław Kaczyński chce odwrócić uwagę od tego, co się dzieje w jego partii. - Nie mam zamiaru mu w tym pomagać ani przeszkadzać. Nie życzę nikomu takich problemów, jakie dzisiaj ma PiS, bo to dewastuje polską politykę jako taką - powiedział.

Reklama

- Bardzo lubię psy, więc pozwolę sobie przyjąć (te słowa) jako może niezbyt udolny, ale jako komplement. Nie wykluczam, że w dzisiejszej sytuacji liderów PiS nie stać na bardziej wyrafinowane komplementy pod adresem konkurencji. W ostatnich tygodniach zostałem awatarem, mogę być małym psem, nie ma problemu, w każdej roli jakoś wytrzymam - dodał szef rządu.

Kaczyński ocenił podczas konferencji prasowej, że formułowane przez rzecznika rządu Pawła Grasia zarzuty w sprawie wyjazdu przedstawicieli PiS do Stanów Zjednoczonych to "akt niebywałej wręcz bezczelności".

Zajmująca się w PiS sprawami zagranicznymi Anna Fotyga i szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz udali się rano do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamierzają zwrócić się do republikańskich kongresmanów o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Rzecznik rządu mówił w niedzielę, że ta inicjatywa to "absolutny skandal, ocierający się wręcz o zdradę". - Gdyby w każdych innych warunkach doszło do sytuacji, że mamy legalne państwo, legalny rząd, legalne władze, legalne instytucje i ktoś zwraca się do obcego mocarstwa mówiąc, że te instytucje są niewiarygodne, (...) to jest sytuacja absolutnie skandaliczna i niedopuszczalna - mówił Graś.

- Spośród różnych dziwnych rzeczy, które słyszymy w Polsce, ta jest może najdziwniejsza - w ten sposób prezes PiS odniósł się do wypowiedzi Grasia.

Jak mówił, to obecny rząd "powierzył sprawę śledztwa w sprawie śmierci polskiego prezydenta, wielu wybitnych polityków (...) obcemu mocarstwu, rzeczywiście obcemu, nie sojuszniczemu".

Kaczyński przekonywał, że rząd powierzył śledztwo mocarstwu, które ciągle jest traktowane "jako pewnego rodzaju zagrożenie, które nie przestrzega w swoich granicach żadnych cywilizowanych reguł, które jest gotowe zabijać, i to masowo, własnych obywateli". W tym kontekście szef PiS wspomniał sprawę Czeczenii oraz "ataku na teatr w Moskwie, gdzie zginęły setki niewinnych ludzi" i sprawę Biesłanu, "gdzie też zginęły setki niewinnych ludzi".

- To są przyczynki do charakterystyki władzy, która tam dzisiaj jest, tej władzy pan Donald Tusk z jakichś powodów - powinien je narodowi wyjaśnić - ufa - mówił Kaczyński.

- Rząd, który się dopuszcza takich rzeczy, który się zachowuje, jak taki wystraszony piesek w stosunku do państwa, które przecież niekoniecznie musi być zainteresowane pokazaniem prawdy, jednocześnie oskarża o zdradę tych, którzy chcą dojść do prawdy - powiedział prezes PiS.

Według niego, podobnie tę sprawę ocenia większość społeczeństwa i "tak to oceni historia".

Wypowiedź Grasia na temat wyjazdu Fotygi i Macierewicza do Stanów Zjednoczonych szef PiS nazwał "aktem niebywałej wręcz bezczelności, nieprawdopodobnej wręcz bezczelności".

Kaczyński mówił, że to Graś "nie wyjaśnił swoich związków z innym, też sojuszniczym państwem, ale jednak są to związki, które powinien wyjaśnić". Dodał, że rzecznik rządu w "sposób bardzo szczególny korzysta z usług pewnego niemieckiego obywatela".

W lipcu 2009 roku "Super Express" ujawnił, że Paweł Graś od 13 lat mieszkał w willi w Zabierzowie, należącej do niemieckiego biznesmena Paula Roglera, i nie płacił za to. Graś tłumaczył, że korzysta z domu nieodpłatnie na mocy "świadczeń wzajemnych".

Forum: Kto jest winny tragedii z 10 kwietnia?

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje