Klich: Tam było jak w kawiarni. Pisałem, że nie należy kończyć śledztwa

Szczegóły rozmów z kokpitu samolotu Tu-154M, ujawnione przez RMF FM, są szokujące - komentował pułkownik Edmund Klich i podkreślił, że nie została zachowana tzw. sterylność kokpitu. - Dowódca załogi kilkukrotnie prosił o ciszę w kabinie, a tam było jak w kawiarni – przyznał były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Były akredytowany przy komisji MAK przypomniał, że wiele razy mówił, że rosyjskie dochodzenie zostało zakończone przedwcześnie.

Reklama

- Wielokrotnie pisałem do pani Anodiny, że nie należy kończyć śledztwa MAK-u, bo nie ma odczytów około 30 procent głosów w kabinie - dodał Edmund Klich.

Zdaniem zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M ws. ujawnionych nagrań, które przedstawił poseł Bartosz Kownacki: "stenogramy są pisane cyrylicą, na zlecenie Putina i wpisują się w tę narrację, którą wcześniej zapisała nam pani Anodina (przewodnicząca Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego MAK - red.)".

Radio RMF FM opublikowało we wtorek rano fragmenty z najnowszej opinii biegłych, którzy odczytali zapis rejestratora rozmów w kokpicie prezydenckiego tupolewa. Już wcześniej prokuratura informowała, że opinia zawiera analizę ponownych kopii nagrań z kokpitu Tu-154M i że udało się odczytać więcej niż w dotychczasowych stenogramach. Według rozgłośni, na podstawie stenogramu obraz tego, co działo się w kabinie pilotów tupolewa, znacząco odbiega od wcześniejszych ustaleń zespołów ekspertów.

RMF FM podało, że wynika z nich, iż w kabinie pilotów do samego końca przebywała osoba opisana przez biegłych jako dowódca Sił Powietrznych. Osoba ta nie opuszczała kokpitu mimo wezwania stewardessy do zajęcia swoich miejsc, wydawała polecenia członkom załogi, zachęcała do lądowania.

Sugestie o konieczności lądowania miały też padać z ust dyrektora protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany. Radio podkreśla, że najnowsza opinia uznaje za wadliwe wszystkie wcześniejsze ekspertyzy nagrania - zarówno prowadzone przez MAK, jak przez tzw. Komisję Millera, Instytut im. Sehna, czy Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Polscy biegli ponownie skopiowali zapisy "czarnej skrzynki" w lutym 2014 r. w Moskwie.




PAP/x-news
Dowiedz się więcej na temat: Smoleńsk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy