Mularczyk w RMF: Pogodzić emocje rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej z oczekiwaniami prokuratorów

"Temat Smoleńska to delikatna i trudna materia dla osób, które straciły bliskich, ale musimy pamiętać, że już od sześciu lat toczy się śledztwo" - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Arkadiusz Mularczyk. Poseł Prawa i Sprawiedliwości dodał, że jeśli prokuratura chce ekshumować wszystkie ofiary, to to działanie powinno być zrealizowane.

Mularczyk odniósł się w ten sposób do słów Izabeli Sariusz-Skąpskiej, która powiedziała RMF FM, że ekshumacja to okrucieństwo i zamach na grób przodków. "Z jak największą delikatnością trzeba pogodzić emocje części rodzin ofiar katastrofy z oczekiwaniami prokuratorów. Mamy konflikt dwóch wartości" - stwierdził Mularczyk.

Reklama

Marcin Zaborski poruszył też z posłem PiS kwestię pomocy frankowiczom i wykształceniu Bartłomieja Misiewicza.

Marcin Zaborski: Trudny temat na początek. Jak słyszeliśmy w Faktach: "okrucieństwo i zamach na grób przodków" - tak Izabela Sariusz-Skąpska mówi nam o planach prokuratury, która chce ekshumować ciała wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Co by pan odpowiedział Izabeli Sariusz-Skąpskiej?

Arkadiusz Mularczyk: - To rzeczywiście jest bardzo delikatna i trudna materia dla osób, które straciły bliskich w katastrofie smoleńskiej, ale musimy jednak pamiętać, że toczy się śledztwo, od 6 już lat, cały czas badane są różne wątki, możliwości katastrofy, tego, co się wydarzyło w Smoleńsku. Jeśli prokuratura uznaje, że jest to konieczne dla wyjaśnienia tej sprawy, to mimo tego, że to jest sprawa niezwykle trudna i bolesna dla osób, które utraciły bliskich, to uważam, że powinna być zrealizowana.

Jeśli do ekshumacji dojdzie, to będzie zbezczeszczenie zwłok - tak mówi Izabela Sariusz-Skąpska. Czy jest sposób na to, by pogodzić emocje części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej z jednej strony, a z drugiej strony oczekiwania prokuratorów?

- Należy zrobić to z jak największą delikatnością, bo to jest rzeczywiście niezwykle bolesna sprawa dla bliskich.

Ale mamy informacje, że pisma dotyczące tych ekshumacji dostarczane są przez Żandarmerię Wojskową do rodzin ofiar. To jest ta delikatność?

- Skoro śledztwo prowadzi Prokuratura Wojskowa, chcemy uniknąć rozumiem sytuacji, żeby przesyłka leżała na poczcie czy też była awizowana czy też takiej sytuacji, że ktoś nie wie, że dojdzie do ekshumacji ofiar, rodziny. W tej sprawie mamy konflikt dwóch wartości, ale myślę, że wartością nadrzędną jednak jest dobro śledztwa i konieczność wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej sprawy.

To spoglądamy na Sejm. Panie pośle, cytat tak oto brzmiący: "Co zrobił rząd i sama pani premier dla poszkodowanych frankowiczów?" - tak jakiś czas temu Beata Szydło pytała premier Ewę Kopacz, a dziś sama jest premierem, więc na to samo pytanie może musieć za chwilę odpowiedzieć, bo debata sejmowa o frankowiczach. Co zrobił rząd i sama pani premier dla poszkodowanych frankowiczów?

- Panie redaktorze, to jest pytanie oczywiście do rządu. Temat cały czas jest na agendzie Sejmu. Jest projekt pana prezydenta, który jest procedowany przez komisję, on był opiniowany przez komisję ustawodawczą, przyjęliśmy opinię pozytywną. Przecież wszyscy mamy świadomość, jak olbrzymie skutki dla budżetu państwa ma określona procedura przyjęta przez Sejm. Ta sprawa jest procedowana w parlamencie.

W parlamencie, ale pytanie, co zrobił rząd. Bo Beata Szydło mówiła w styczniu 2015 roku, że rząd jest konstytucyjnie zobowiązany do pomocy tzw. frankowiczom i wskazywała na artykuł 71 konstytucji. Cytowała: "Państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny. Rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej - zwłaszcza wielodzietne i niepełne - mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych". Czy ta pomoc ze strony władz publicznych w ostatnim roku do frankowiczów dotarła?

- Jest procedowana ustawa pana prezydenta w parlamencie i...

To przed nami. A co do tej pory się wydarzyło, panie pośle?

- Ja rozumiem, ale trudno, żeby w tej samej sprawie były 2 projekty 2 urzędów publicznych czy państwowych.

Beata Szydło przed wyborami zapowiadała, że najpierw projekt złoży prezydent Andrzej Duda, a chwilę później Prawo i Sprawiedliwość drugi projekt. Mówiła o tym w lipcu 2015 roku.

- Jest projekt tak jak powiedziałem, pana prezydenta. On jest procedowany. Myślę, że w ciągu najbliższych miesięcy zostanie przyjęty. Ale on oczywiście musi być dokładnie przeanalizowany, przeszacowany, bo będzie miał olbrzymie skutki dla budżetu państwa. Proszę pamiętać, że te deklaracje, które padły w okresie kampanii wyborczej, one mają skutki dla budżetu państwa. Nie było powiedziane, że będą zrealizowane w ciągu pierwszego pół roku, pierwszego miesiąca czy pierwszego roku.

Panie pośle, Andrzej Duda w kampanii wyborczej mówił tak - proszę pozwolić, że zacytuję...

- Wszystkie będą zrealizowane, panie redaktorze.

Andrzej Duda w kampanii wyborczej spotykając się z frankowiczami mówił tak: "Trzeba znaleźć rozwiązanie i to bardzo pilne, dlatego, że jest wiele osób, które dzisiaj są w rozpaczliwej sytuacji". Ma pan poczucie, że udało się pilne znaleźć rozwiązanie, i że te osoby, które są w rozpaczliwej sytuacji tę pomoc otrzymały?

- Panie redaktorze, proszę przyjąć do wiadomości, że Prawo i Sprawiedliwość rozwiązuje wszystkie problemy jak szybko się da. Ale tych problemów zostawiła nam poprzednia koalicja co niemiara. Robimy wszystko, co w naszej mocy. Projekt jest złożony w parlamencie, procedujemy go i tak jak powiedziałem, myślę, że w ciągu najbliższych miesięcy zostanie uchwalony. Myślę, że projekt pana prezydenta wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przynajmniej części środowisk frankowiczów.

Tyle, że Andrzej Duda co innego im mówił w czasie kampanii wyborczej, panie pośle, bo mówił tak: "Ja uważam, że te kredyty mogłyby być przewalutowane według kursu, po jakim były brane, według kursu z tamtego momentu". W prezydenckim projekcie nie ma tego rozwiązania.

- Panie redaktorze, z całą odpowiedzialnością staramy się każdy z tych problemów rozwiązywać. Tutaj pan mnie odpytuje i za pana prezydenta, i za panią premier. Chcę powiedzieć jako skromny parlamentarzysta...

To jeśli pan tak to traktuje, odpytam parlamentarzystę...

- Jako skromny parlamentarzysta chcę powiedzieć, że do wszystkich problemów podchodzimy poważnie. Traktujemy ten problem jako jeden z ważny, istotnych problemów. Projekt jest procedowany i tak jak powiedziałem: spodziewam się, że w ciągu najbliższych miesięcy zostanie uchwalony.

To pytanie do parlamentarzysty, panie pośle. Czy kiedy Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji, tworzyło dobre projekty ustaw?

- No nie było takich możliwości, bo w ciągu 8 lat...

Były te projekty, przecież Prawo i Sprawiedliwość zgłaszało projekty.

- W ciągu 8 lat panie redaktorze zgłaszaliśmy kilkaset projektów - żaden z nich nie został nigdy uchwalony. Platforma wszystkie odrzucała...

Pytanie, co się z nimi stało teraz.

- Podobnie, jak projekty obywatelskie...

W 2011 roku klub parlamentarny PiS zgłaszał swoje propozycje ustawowego rozwiązania problemu kredytów frankowych. Na stronie klubu parlamentarnego można przeczytać taką informację: "PiS przygotował projekt nowelizacji prawa bankowego w kompleksowy sposób, normujący sytuację na rynku kredytów walutowych". Tam była mowa m.in. o kredycie z korytarzem walutowym, o możliwości przewalutowywania kredytu zaciągniętego we frankach. Pytanie, co się stało z tym projektem, kiedy PiS doszedł do władzy i przez ostatni rok nim się nie zajął?

- Ale wie pan, ja panu po raz 5 odpowiadam, że jest projekt pana prezydenta, który dotyczy tej materii. Po raz kolejny panu odpowiadam...

Z innymi rozwiązaniami, musi pan to przyznać.

- Dotyczącymi problemów frankowiczów. Trudno, żeby w tej samej materii był kolejny projekt rządu, bo zakładam, czy też spodziewam się i przypuszczam, że jednak pan prezydent konsultował propozycje w projekcie, który złożył kilka miesięcy temu, z rządem. Zakładam, że to były propozycje uzgodnione.

Panie pośle, czy Bartłomiej Misiewicz skończył już studia? Uśmiecha się pan.

- Problem pana Misiewicza zajmuje już opinię publiczną. To jest decyzja pana ministra Antoniego Macierewicza. Skoro ma zaufanie do pana Misiewicza, którego ja też jakby znam i cenię, no to ma prawo zatrudnić go w ministerstwie obrony.

Bartłomiej Misiewicz wrócił do pracy w ministerstwie, a jeszcze kilka dni temu Antoni Macierewicz mówił w wywiadzie dla tygodnika "wSieci" tak: "Uważam, że blokowanie jego powrotu do pracy byłoby niewłaściwe. Oczywiście musi jak najszybciej dokończyć studia". Dokończył?

- Nie mam pojęcia. Proszę o to pytać pana Misiewicza.

W kilka dni chyba się nie da.

- Nie wszyscy urzędnicy w ministerstwach mają wyższe wykształcenie.

Ale w poprzedniej kadencji sejmu posłowie PiS, posłowie prawicy, także pan, wytykali rządowi Tuska, że zatrudniają w swoich gabinetach młodych ludzi bez wykształcenia.

- Z tego, co wiem, pan Misiewicz... To jest oczywiście decyzja pana Macierewicza, ale od lat był zaangażowany w pomoc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej, w sprawy obrony narodowej, wielokrotnie...

Ale wykształcenia wyższego nie ma, panie pośle.

- Pamiętam jego udział w pracach komisji obrony związanych z wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej. No i tyle. Pan minister Antoni Macierewicz ma do niego zaufanie i na tym ten temat zakończmy.

Poseł Maks Kraczkowski, PiS, w poprzedniej kadencji Sejmu pisał interpelację do premiera Tuska, a w niej wytykał rządowi, że z jednej strony oferuje bezpłatne staże dla studentów, a z drugiej strony zatrudnia innych studentów i płaci im, choć nie mają wykształcenia. Konsekwentne to jest wszystko?

- Ja myślę, że oczywiście, o tyle ma pan rację, że w ministerstwach powinny pracować osoby o najwyższych kwalifikacjach, ale oczywiście czasami jest tak, że ministrowie mają prawo zatrudnienia osób, co do których mają zaufanie.

Ale co innego mówił pan wtedy, kiedy Joanna Mucha zatrudniała swojego byłego fryzjera. Oburzał się pan tym i mówił pan, że to wygląda kompromitująco, że w ważnych instytucjach publicznych zatrudniani powinni być fachowcy i ludzie z doświadczeniem, a nie, cytat, "znajomi królika".

- I potwierdzam to, panie redaktorze, potwierdzam, że powinni być zatrudnieni fachowcy.

Patrząc na Bartłomieja Misiewicza? Jest fachowcem?

- Wie pan, jeśli ktoś X lat pracuje w danej działce, załóżmy, nie wiem, tak jak pan jest dziennikarzem, to czasami, wie pan, nie musi mieć tego wyższego wykształcenia, wystarczy licencjat, żeby się na jakiejś działce świetnie znać.

A Bartłomiej Misiewicz ma licencjat?

- Ale wie pan, ja nie jestem pracodawcą pana Misiewicza...

Ale jest pan posłem PiS, odpowiedzialność polityczna też zobowiązuje posłów.

- Za decyzje kadrowe odpowiada każdy minister.

***

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marcin Zaborski z Arkadiuszem Mularczykiem rozmawiał m.in. opiekunach niepełnosprawnych. 21 października minie drugi rok od ogłoszenia przez Trybunał Konstytucyjny wyroku nakazującego zwiększenie świadczeń pielęgnacyjnych dla opiekunów dorosłych niepełnosprawnych. W poprzedniej kadencji Sejmu jednym z największych orędowników nowelizacji ustaw w tej kwestii był gość Marcina Zaborskiego. Pytany o działania PiS w tej kadencji, Arkadiusz Mularczyk stwierdził, że "zrobi wszystko, by ten problem został uregulowany". Dodał, że przygotowaniem ustawy powinna zająć się minister rodziny. Po stronie pozytywnych zmian poseł wymienił podwyższenie świadczeń. "Jestem dumny z tego, że 100 tys. matek je otrzymało" - mówił Mularczyk.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje