Waszczykowski: Arabski nie będzie wiarygodnym ambasadorem

Poza kompetencjami kwestionujemy polityczną wiarygodność Tomasza Arabskiego. On jest dla nas ikoną wojny z prezydentem - mówi poseł PiS Witold Waszczykowski. - Trudno nam sobie wyobrazić pracę ambasadora, który jest w kręgu zainteresowania prokuratury i będzie na pewno wzywany i przesłuchiwany. On nie będzie wiarygodny dla kraju przyjmującego - podkreśla.

Mariusz Piekarski: Komisja Spraw Zagranicznych pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Tomasza Arabskiego na ambasadora w Hiszpanii.

Reklama

Witold Waszczykowski, poseł PiS: - Precyzyjnie należy powiedzieć: to większość koalicyjna, taka trefna trzynastka zagłosowała na tego ambasadora.

Ale wy podczas posiedzenia, przepytując ministra Arabskiego, krzyczeliście, że to teatr absurdu, że to skandal. Dlaczego doświadczony urzędnik, kilka lat współpracujący z premierem Tuskiem, waszym zdaniem nie zasługuje na to, żeby zostać ambasadorem?

- Poza kompetencjami kwestionujemy polityczną wiarygodność tego kandydata. Pan Arabski jest dla nas ikoną wojny tego premierostwa z prezydentem. Przypomnę, już w 2008 roku odmawiał publicznie samolotu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. To była decyzją administracyjna, jednak motywowana politycznie. Do wyjaśnienia jest rola, jaką pełnił przed organizacją państwowej wizyty prezydenta w Katyniu i jego rola po katastrofie smoleńskiej w Moskwie, kiedy to zwodził i mataczył w śledztwie, zwodził rodziny smoleńskie.

Ale Tomasz Arabski mówi, że w tej sprawie nie ma nic do ukrycia. Wielokrotnie był przesłuchiwany i na każde wezwanie prokuratury w tej sprawie będzie się stawiał.

- Śledztwo jest niezamknięte. Co gorsza, następna część śledztwa jest wznowiona, jak się dowiedzieliśmy w środę. Trudno nam sobie wyobrazić pracę i planowanie tej pracy przez ambasadora, który jest w kręgu zainteresowania prokuratury i będzie na pewno wzywany i przesłuchiwany. To dezorganizuje pracę. Nie wiadomo jak długo będzie na tej placówce, czy będzie całą kadencje. To powoduje, że trudno będzie mu zorganizować pracę. Z tego powodu nie będzie wiarygodny również dla kraju przyjmującego.

Ale nie jest tak, że póki Tomasz Arabski nie jest podejrzany i oskarżony to trudno mu odmawiać, aby piastował stanowiska państwowe? Tym bardziej, że takie stanowisko przez 5 lat piastował.

- Piastował, ponieważ był pod ochroną premiera. Ta zasada, że dopóki ktoś jest nieskazany, jest niewinny nie powinna być stosowana w przypadku urzędnika państwowego szczególnej rangi, jakim jest ambasador, przedstawiciel i twarz Polski na świecie. Nie powinno być cienia wątpliwości. Tu jest ten cień olbrzymi, himalajski. Arabski powinien ten cień wyjaśnić w kraju, zanim wyjedzie na placówkę dyplomatyczną.

A co rzuca cień na postać Tomasza Arabskiego, jeśli chodzi o sprawę smoleńską?

- On był kluczową postacią, która prowadziła rozmowy z Rosjanami, jak również w Polsce, aby nie dopuścić do zorganizowania uroczystości katyńskich pod patronatem prezydenta. Wszystko wskazuje na to, że był jednym z tych, którzy doprowadzili do rozdzielenia tych uroczystości. Były uroczystości pod patronatem premiera, potem prezydenckim...

Podczas posiedzenia komisji mówił: "To nie ja rozdzielałem te wizyty, to nie była moja decyzja".

- Mamy notatki ujawnione w Białej Księdze, które świadczą o czymś innym. Jeśli jest w stanie udowodnić, że ta sytuacja nie miała miejsca, to chętnie zapoznamy się z takimi notatkami. Ponadto kwestionujemy jego rolę tuż po samej katastrofie. Jego wyjazd z panią minister Kopacz budzi wiele zastrzeżeń. Zgłaszano wiele zastrzeżeń ze strony rodzin smoleńskich. One informowały, że pan Arabski nie pozwalał otwierać trumien, nie pozwalał identyfikować w ostatecznej wersji ciał. No i mamy sytuację taką, że kilka ciał zostało zamienionych.

Tomasz Arabski mówił: "To nie ja rodzinom mówiłem, że nie wolno otwierać trumien". Twierdzi, że to też nie był jego błąd.

- Rodziny zeznają co innego. Próbowaliśmy doprowadzić do konfrontacji - odmawia. Mamy zeznania kilku rodzin, kilku wdów, które poświadczają to, że mówił co innego.

Wygląda na to, że klamka zapadła, Tomasz Arabski jedzie do Madrytu. To jest pana zdaniem nagroda czy forma ucieczki przed sprawą smoleńską?

- Będziemy jeszcze apelować do prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby tej nominacji jednak nie podpisywał. W dalszym ciągu toczy się śledztwo i pan Arabski może być obiektem zainteresowania śledczych. Po drugie, powiem zgryźliwie, że nie wiem, czy w dyplomacji ministra Sikorskiego bycie ambasadorem jest jakąś nagrodą.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje