10 historii, które poruszyły szlachetne serca

Szlachetna Paczka połączyła w ubiegłym roku ponad 800 tys. osób, a wartość pomocy przekazanej rodzinom w potrzebie w czasie XVII edycji projektu sięgnęła 54 mln zł. Ale Paczka to nie tylko liczby. To ludzie i ich historie, które mądra pomoc ma siłę zmieniać.

Dziś przypominamy 10 historii, którymi w grudniu, w czasie "weekendu cudów", gdy wolontariusze docierali z prezentami od darczyńców do ponad 20 tys. rodzin, żyła cała Polska.

Reklama

Przeczytaj, zanim zdecydujesz, komu przekazać 1% podatku

Lubelskie: Pachnąca babcia

- O takich marzyłam, dokładnie o takich! - wzruszyła się pani Danuta, gdy wyjęła z jednego z kartonów flakonik perfum "Pani Walewska". - I wiecie co? - z błyskiem w oku zwróciła się do wolontariuszy. - Teraz będą ładnie pachnącą babcią! 

Oprócz perfum, w kilkunastu paczkach przygotowanych dla niej przez darczyńcę przy udziale Allegro, znalazła również: odkurzacz, żelazko, pościel z świątecznym wzorem, ręczniki i produkty spożywcze.  

- Jakie to wszystko śliczne! 

Gdy skończyła rozpakowywać prezenty, głęboko westchnęła i usiadła. Zziajana, zdyszana, wyglądała, jakby całkiem odeszły ją siły. - Spokojnie, dziecko, nic się martw - powiedziała do wolontariuszki, która przestraszyła się, że pani Danuta zasłabła. - Tyle jest teraz we mnie szczęścia, że na chwilę zabrakło miejsca na powietrze. 

Kartuzy: Wśród nocnej ciszy

Pan Ludwik ma 72 lata. Potrzebującym pomaga od zawsze. Kiedyś gotował dla bezdomnych i grał dla dzieci z zespołem Downa, dziś przygotowuje posiłki i piecze ciasta dla zaprzyjaźnionej wielodzietnej rodziny.  

- Im jest trudniej niż mnie - uważa.  

Nie każdy by się z nim zgodził.  

Mężczyzna od 17 lat mieszka samotnie w prowizorycznym, nieszczelnym i zawilgoconym budynku postawionym na niewielkiej działce, na zgliszczach skromnego domu, który doszczętnie spłonął w 2000 r. Niegdyś wzięty muzyk i kucharz, choruje na nadciśnienie i miażdżycę i z trudem stać go na wykup leków. Utrzymuje się z renty w wysokości 720 zł. Po odliczeniu stałych kosztów na życie zostaje mu 50 zł miesięcznie. 

- Ostrożnie! - krzyknęła wolontariuszka. 

Wniesienie wkładu kominkowego po śliskich, omszałych schodach do wnętrza zamieszkanego przez pana Ludwika faktycznie wymagało nie lada umiejętności. Ale dzielna ekipa Paczki dała radę. Oprócz tego wolontariusze wtaszczyli też m.in. laptopa, specjalnie zabezpieczonego przed wilgocią, oraz coś, o czym pan Ludwik marzył najbardziej. Gdy otworzył paczkę, w jego oczach znów pojawił się dawny błysk. 

- Bo muzykiem nie przestaje się być nigdy, choćby nie wiem co! 

Przejęty, założył na ramię pachnący nowością akordeon i zaczął grać. W ciemności rozświetlonej przez telefonowe latarki wolontariuszy zabrzmiało "Wśród nocnej ciszy". 

A potem wszyscy zamilkli.  

- Nie wiem, co powiedzieć - wydusił w końcu z siebie pan Ludwik. - Nie wierzyłem, że są jeszcze tak piękni ludzie. Boję się tylko, czy to naprawdę. Czy zaraz się nie obudzę.  

Ale to nie był sen. To była Szlachetna Paczka.

Ruda Śląska: Cud

Pani Edyta sama wychowuje troje dzieci. Jej najmłodszy syn, Antek, ma 3,5 roku i nadal nie mówi. Mama podejrzewa, że cierpi na mutyzm. Tzn. podejrzewała. A on nie mówił. Bo to już czas przeszły! 

W weekend, gdy do pani Edyty i jej dzieci przyjechali wolontariusze, zaczął krzyczeć z radości! Śmiał się, rozmawiał z każdym i był najszczęśliwszym chłopcem na świecie. Gdy wolontariusze już wychodzili, oderwał się na chwilę od nowych kredek, plasteliny i klocków lego, żeby się do nich przytulić. 

Dzień później jego mama wysłała wiadomość: "Dziękuję. Od wczoraj buzia mu się nie zamyka".

Opolskie: One nie rozumieją

Gdy pani Krysia zaczęła otwierać podarowane jej paczki, łzy ciurkiem lały się jej po policzkach. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko dla niej, cieszyła się i dziękowała. Ale trzymała fason. "Rozkleiła" się zupełnie dopiero, gdy w jednym z pudeł znalazła karmę dla swoich psów.

- Nareszcie będę im mogła dać coś, co lubią, zamiast faszerować je margaryną z chlebem! - zawołała. - One nie rozumieją, że na co dzień nie mam dla nich nic innego. A tak bym chciała... 


Wesprzyj walkę z biedą w Polsce! Przekazując 1% na Szlachetną Paczkę, pomagasz mądrze. Pomagasz najbardziej potrzebującym. Pomagasz pięknie.

Kraków: Szlachetne skrzypce

Czteroosobowa rodzina, rodzice z dwójką dzieci, kobieta od siedmiu lat zmaga się z nowotworem. Na leczenie wydają mnóstwo pieniędzy, na życie zostaje im po 250 zł miesięcznie na osobę. Ich siedmioletni syn grał na skrzypcach, ale musieli zrezygnować z lekcji i sprzedać instrument. Tak było, dopóki nie wkroczyła Paczka. 

Darczyńcami zostali rodzice jednej z brytyjskich szkół (tak, Paczka ma globalny zasięg). Poznali historię, uznali, że ją zmienią. Wysłali trzy samochody, a w nich m.in. 1000 pieluch, łóżko piętrowe i - rzecz jasna - skrzypce. Z góry opłacili też nauczyciela, który będzie przychodził i dalej prowadził z chłopcem lekcje. 

Radzyń: Nie wiem, kim jesteście, ale was kocham

Usiadła na podłodze wśród paczek i zapytała: - Czy już mogę się rozpłakać? Na jej twarzy widoczne były cieniutkie zmarszczki. Tych od uśmiechania niewiele. Znacznie więcej tych od cierpienia i zmartwień. Gdy dostarczono do niej prezenty, nie miała odwagi ich rozpakować. Nie wierzyła, że wszystkie są tylko dla niej. Zachęcona przez wolontariuszy, zaczęła nieśmiało otwierać pierwszą paczkę. Z kolejnymi poszło już łatwiej. 

Zapytana, co chciałaby przekazać swoim darczyńcom, odpowiedziała: - Nie wiem, kim jesteście, ale was kocham. 

Wrocław: Opłatek

Pan Dariusz samotnie wychowuje dwóch bliźniaków. Żeby precyzyjnie opowiedzieć jego historię, należałoby się posiłkować kodeksami, tyle w niej zawiłości prawnych (na szczęście już niedługo - niebawem z odsieczą ruszy prawnik-wolontariusz znaleziony dzięki Paczce Prawników). Zamiast tego lepiej przywołać moment, w którym otrzymał paczkę. Czy raczej to, co stało się chwilę potem.  

- Czy jak poukładam swoje sprawy - zaczął, wyciągając do wolontariuszy opłatek, by się z nimi podzielić - mógłbym do Was w przyszłym roku dołączyć? 

Sztum: Będzie jasno

Wolontariuszka dostrzegła go, gdy wracał ze sklepu. Z dziurawej siatki wystawał bochenek chleba i świeczki. Podeszła. 

- Tylko na to mnie stać - wydusił z siebie. - Żebym nie umarł z głodu i miał odrobinę światła.

Po kilku tygodniach pan Mieczysław otrzymał paczkę. Chciał ukryć łzy, ale nie był w stanie. Polały się po strudzonych policzkach. Oprócz rzeczy pierwszej potrzeby darczyńcy przekazali coś jeszcze - obietnicę pomocy w zgromadzeniu dokumentów do emerytury i w podłączeniu prądu. 

Kraków: Dziewięć minut

Malutkie mieszkanie pewnej starszej pani, grudzień, brak ogrzewania. Lokatorka informuje wolontariuszy, że wewnątrz jest aż (!) 8 stopni. Całkiem dużo, bo bywały zimy, podczas których nawet łzy zamarzały jej na policzkach. 

Ile czasu zajęło wolontariuszom znalezienie nowego pieca? Tydzień? Dzień? Nie. Tyle, co Robertowi Lewandowskiemu (też robił paczkę!) strzelenie pięciu bramek w meczu Bundesligi. Dziewięć minut.

Podkarpackie: Przed Paczką - po Paczce

Dom, w którym żyła pani Aniela, od dawna bardziej przypominał zapadającą się altankę niż miejsce, w którym mogą mieszkać ludzie. Starsza kobieta, włączona do Szlachetnej Paczki, zadeklarowała, że potrzebuje co najwyżej środków czystości i może jeszcze jakichś mebli, najlepiej używanych. Wolontariusze jednak jej nie posłuchali. - Pokazaliśmy dom pani Anieli darczyńcom, pani Kindze i panu Krzysztofowi. Gdy go zobaczyli, stwierdzili po prostu, że go odbudują. Nie mogłam uwierzyć - opowiada Monika, wolontariuszka.

Pan Krzysztof założył na Facebooku stronę, na której opowiedział historię pani Anieli i zaczął organizować pomoc. Ruszyła lawina dobrych serc. Ludzie wysyłali paczki, ubrania, a przede wszystkim materiały budowlane. Bezinteresowną pomoc zaoferowało wiele firm budowlanych. To, co się działo na placu budowy, to był prawdziwy cud. Po niespełna tygodniu pani Aniela wprowadziła się do nowego domu, który wreszcie się nie zapadał, a jego ściany nie były przeżarte wilgocią.

- Pani Anieli, którą nazywamy "babcią", nie zostawiamy samej. Będziemy teraz podłączać prąd i wodę do nowego domu (w starym w ogóle ich nie miała), a potem zabieramy się za łazienkę - zapewnia Monika.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje