​Przez drobiazg przeżyła prawdziwe tornado

Od dziecka chciała zostać nauczycielką. Marzyła, by stojąc przy tablicy, opowiadać dzieciom o przygodach Tomka Sawyera i Dzieci z Bullerbyn. Jednak na 4. roku studiów zdała sobie sprawę, że nie ma żadnego doświadczenia zawodowego. Wtedy zrobiła mały krok, który wywołał w jej życiu tornado.

Na forum studenckim Ania zobaczyła ogłoszenie o nowym wolontariacie w Bydgoszczy. Przeczytała opis: "Całoroczna praca z dzieckiem nad poprawą jego wyników w nauce i rozwojem osobistym. Cotygodniowe spotkania w systemie jeden na jeden. Wolontariusz zostaje tutorem dziecka, który pomaga mu przejść od porażek w szkole do sukcesów w życiu". Wszystko pasowało jak ulał do doświadczenia przyszłego nauczyciela.

Reklama

- Moje podejście było wtedy bardzo praktycznie, nie chciałam pomagać, chciałam wpisu w CV - mówi Anna Tatarewicz, dziś menedżer ds. komunikacji w Fundacji "Teraz Polska".

Nigdy nie wiadomo, kiedy ci się to przyda

Nic nie zapowiadało, że jej plan mógłby się nie powieść. W styczniu wstąpiła do Akademii Przyszłości i zaczęła pracę z 13-letnim Beniaminem jako wolontariuszka-tutorka. W międzyczasie angażowała się w różnorodne wydarzenia, jakie odbywały się w ramach Akademii.

- Musiałam zorganizować Dzień Dziecka, znaleźć biuro dla zarządu Akademii w Bydgoszczy. Zaczęłam się włączać w tego typu inicjatywy i okazało się, że organizowanie wydarzeń całkiem nieźle mi wychodzi - opowiada Ania. - Traktowałam to tylko jako fajne wyzwanie, bo jednak cały czas chciałam być nauczycielem. Powtarzałam sobie: doświadczenie, doświadczenie, doświadczenie... Nigdy nie wiadomo, do czego ci się to przyda.

Ania miała przygotowany od wielu lat plan na życie. Po pięciu miesiącach spędzonych w Akademii wywróciła go jednak do góry nogami. - W maju dostałam propozycję, by zostać liderem i regionalnym koordynatorem ds. promocji w Akademii Przyszłości. Wzięłam udział w szkoleniu organizowanym przez Stowarzyszenie WIOSNA. Kiedy wróciłam do Bydgoszczy, poszłam z koleżankami na kawę i przez cały czas opowiadałam, kogo tam spotkałam, czego się nauczyłam i co chciałabym zrobić. Byłam pełna energii do działania - wspomina Ania.

Na sankach za motorem Tomasza Golloba

Na szkoleniu Ania usłyszała, że warto przekraczać swoje granice. "Nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma że się nie da". Zachęcano, by podjąć współpracę z gwiazdami. Tylko skąd w rejonie Bydgoszczy gwiazdy? I wtedy ktoś rzucił - "Bydgoszcz? Tomasz Gollob. Dlaczego on nie może podczepić sanek do motoru i przewieźć dzieciaków dookoła stadionu?".

- Nie wzięłam tego pomysłu na serio, ale on sprawił, że sama zaczęłam kombinować - wspomina Ania. - Kręcono wtedy w Toruniu serial "Lekarze" z Pawłem Małaszyńskim i Magdą Różczką. Zdobyłam numer do Pawła, dodzwoniłam się do niego - co wcale nie było łatwe - i namówiłam go na spotkanie. Pozyskałam partnerów do tego przedsięwzięcia i zupełnie za darmo udało mi się zorganizować wyjazd naszych dzieciaków na plan serialu - dodaje.

Po przełamaniu pierwszych lodów Ania ruszyła pełną parą jako PR-owiec bydgoskiej Akademii. Okazało się, że na spektakl do Bydgoszczy przyjeżdża Daria Widawska znana z takich seriali jak "Magda M.", "39 i pół" czy "Prawo Agaty". Ania namówiła Darię na spotkanie z dziećmi, na które aktorka zabrała ze sobą kolegów - Bartka Kasprzykowskiego, Piotra Grabowskiego i Tamarę Arciuch. Potem do indeksów wpisał się dzieciom Grzegorz Turnau, który koncertował w Bydgoszczy. - Dla każdego dziecka przygotował specjalną dedykację, na przykład: "Oskar - życzę Ci Oskara!" - opowiada Ania.

- Wtedy właśnie przekonałam się na własnej skórze o tym, o czym mówili nam na szkoleniu - nie ma, że się nie da! Wypracowałam sobie więc stały schemat - sprawdzałam, kto znany przyjeżdża do Bydgoszczy, zdobywałam do niego numer i po kolei odhaczałam spotkania. Dzieci były szczęśliwe, a lokalne media chętnie o nas pisały - dodaje.

Zostań Liderem Szlachetnej Paczki lub Akademii Przyszłości

To nie jest tylko wpis do CV

Dzięki doświadczeniu zdobytemu w Akademii, Ania po skończeniu studiów wkroczyła na rynek pracy bez kompleksów i obaw.

- Wysłałam dosłownie kilka CV i dostałam pracę w agencji PR-owej. Warsztat pisania informacji prasowych czy tekstów na stronę internetową, jaki wyniosłam z Akademii, pozwolił mi bez problemu odnaleźć się w profesjonalnej pracy i praktycznie nie poczuć różnicy w doświadczeniu między mną, a innymi pracownikami. Czasami nawet miałam wrażenie, że to ja mogłam ich czegoś nauczyć - opowiada z dumą Ania.

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytano Anię, czym zajmowała się w Akademii. Zaczęła wymieniać jednym tchem: organizowanie dużych wydarzeń przy praktycznie zerowym budżecie, angażowanie mediów w projekty, o których wcześniej nawet nie słyszały, łączenie ludzi z różnych światów i środowisk wokół jednej idei.

- Będąc liderem w Akademii, doznaje się więcej niż zwykły wolontariusz. Oprócz świata dziecka, otwiera się na nas także świat dorosłych. Bo Akademia to nie jest tylko praca z dzieckiem, ale współtworzenie naprawdę dużego, ogólnopolskiego projektu - wymienia Ania. - Tutaj buduje się sieć kontaktów z ludźmi z całej Polski, odkrywa się talenty, o których wcześniej nie miało się pojęcia.

- A z drugiej strony, to nie jest tylko wpis do CV, od którego ja chciałam zacząć. Tutaj można w niesamowity sposób pomagać. Na własne oczy zobaczyć, jak dzięki nam zakompleksione dziecko zmienia się nie do poznania. Mnie nauczył tego Maciek - jedno z dzieci w szkole, gdzie byłam liderem.

Najlepszy dzień w życiu

Maciek trafił do Akademii w szóstej klasie. Nauczyciele mówili wtedy o nim: "zdolny, ale leniwy", groziło mu powtarzanie klasy. Pochodził z niepełnej rodziny, mama dużo pracowała i nie miała dla niego czasu. Wszyscy już spisali go na straty.

Po roku spędzonym w Akademii Maciek zdał egzamin szóstoklasisty jako jeden z najlepszych uczniów w szkole. W gimnazjum wstąpił do szkolnego kabaretu, zaczął organizować małe wydarzenia, a pod koniec pierwszej klasy zorganizował "Dzień przytulania" na ulicach Bydgoszczy, w którym wzięło udział ponad 100 osób.

Ania pamięta też historię Justynki. Dziewczynka nie miała w domu komputera, wielkiej liczby zabawek. Z wielką radością angażowała się we wszystkie wydarzenia, jakie wolontariusze przygotowywali dla dzieci w Bydgoszczy. Wszystkiego była bardzo ciekawa. - Pamiętam jak w Dzień Dziecka Justynka przyszła na uczelnię, a tam zajęcia z mechatroniki - roboty, komputery... Totalnie inny świat. Kiedy po spotkaniu odprowadzałam ją do szkoły, Edytka chwyciła mnie za rękę i powiedziała: "Proszę pani, to jest najlepszy dzień w moim życiu!" - opowiada Ania.

Motyl, który wywołał tornado

- Akademii Przyszłości zawdzięczam rozbudzenie poczucia misji i chęci pomagania, której wcześniej we mnie nie było. Była jak trzepot skrzydeł motyla, które wywołało w moim życiu tornado. Pamiętam taką kampanię, w której gwiazdy dziękowały komuś, kto zmienił ich życie. I gdyby ta kampania odbywała się dziś, to z dumą nosiłabym koszulkę z napisem "Akademia zmieniła moje życie".

Trwa rekrutacja Liderów do XVI edycji Szlachetnej Paczki i XIV edycji Akademii Przyszłości. Na kandydatów czekają ostatnie wolne miejsca. Zgłoś się TUTAJ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje