Brudna wojna wciąż kładzie się cieniem na argentyńskim Kościele

Wybór Argentyńczyka na nowego papieża ożywia pytania o rolę argentyńskiego Kościoła w czasach reżimu wojskowego z okresu 1976-1983 i wywołuje debatę na temat postawy samego Jorge Maria Bergoglia w tych latach. Sprawa pojawia się w wielu publikacjach medialnych.

Według korespondenta "Los Angeles Times" w Buenos Aires radość z wyboru rodaka na tron Piotrowy mieszała się z publiczną debatą na temat "działań Bergoglia albo ich braku" w czasie tzw. brudnej wojny, czyli wojskowej dyktatury, która pochłonęła ok. 30 tys. ofiar śmiertelnych, w tym ok. 150 duchownych. Taka reakcja świadczy o tym, że choć junta już od 30 lat nie jest u władzy, to zadane przez nią rany jeszcze się nie zagoiły - dodaje dziennik.

Reklama

Brudna wojna, której celem było sterroryzowanie przeciwników politycznych, "wciąż kładzie się cieniem na Argentynie i wszystkich, którzy ją przeżyli, w tym na Bergogliu" - podkreśla "Washington Post". Nowy papież będzie musiał zmierzyć się z pytaniami, ile wiedział o łamaniu praw człowieka przez juntę i co robił, by temu zapobiec - dodaje "International Herald Tribune".

Hiszpański "El Mundo" podkreśla, że na razie nie można jednoznacznie określić, czy nowy biskup Rzymu był powiązany z władzami wojskowymi.

Według "El Pais" pewne jest to, że Bergoglio "nie należał do niewielkiej grupy biskupów i księży, którzy otwarcie walczyli z łamaniem praw człowieka" w latach 1976-1983. Gazeta pisze, że "domniemana współpraca z dyktaturą w Argentynie to najciemniejszy rozdział w życiu" nowego papieża.

Junta z generałem Jorge Videlą na czele doszła do władzy w wyniku puczu z 24 marca 1976 roku, podczas którego obalona została prezydent Isabel Peron. Rządy wojskowych charakteryzował terror: komunistyczni przeciwnicy junty byli aresztowani i wysyłani do ośrodków tortur. Wiele dzieci, urodzonych w więzieniach przez zabijane następnie dysydentki, było przekazywanych na wychowanie funkcjonariuszom reżimu. Argentyńczycy nadal szukają swoich potomków, a także ciał ofiar dyktatury, zwanych "desaparecidos", czyli zaginieni. Częstą praktyką było wyrzucanie dysydentów z samolotów do La Platy i Atlantyku.

Jak pisze "Washington Post", podczas brudnej wojny argentyński Kościół Katolicki nie przyjął jednolitej postawy. Niektórzy księża aktywnie pomagali wojskowym, podczas gdy inni sprzeciwiali się im, często płacąc za to najwyższą cenę.

W zeszłym roku argentyńscy biskupi przeprosili za to, że Kościół nie był w stanie ochronić wiernych przed juntą. Obrońcy praw człowieka skrytykowali jednak przeprosiny, w których winą za przemoc obarczono w równym stopniu wojskowych jak i lewicowych działaczy.

Jak pisze "IHT", przeprosiny były częściowo odpowiedzią na zeznania Videli, który podczas swojego procesu stwierdził, że w czasach brudnej wojny Kościół współpracował z reżimem. Videla chwalił się "doskonałymi, szczerymi i otwartymi" stosunkami z przywódcami lokalnego Kościoła.

"Kościół na pewno nie był w Argentynie bohaterski. Nigdy publicznie nie skrytykował zniknięć" opozycjonistów - powiedział cytowany przez "Los Angeles Times" Iain Guest, członek amerykańskiej organizacji Advocacy Project i autor książki o łamaniu praw człowieka przez argentyńskich wojskowych.

O biernej postawie wielu biskupów wspominał też w rozmowie z BBC argentyński laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 1980 roku Adolfo Perez Esquival. "Gdyby episkopat zjednoczył się i przemówił jednym głosem, zyskałby siłę, dzięki której można by ocalić wiele istnień ludzkich. Tak się jednak w Argentynie nie stało" - mówił Perez Esquivel, uhonorowany Noblem za pracę na rzecz obrony praw człowieka w Ameryce Łacińskiej. Przypomniał jednak, że wielu duchownych "podejmowało ciche starania na rzecz uwolnienia więźniów".

Głęboko wierzący - jak zauważa "El Mundo" - Perez Esquivel należy do obrońców nowego papieża. "Niektórzy biskupi byli wspólnikami junty, ale Bergoglia wśród nich nie było" - zaznaczył.

Oskarżenia wobec Bergoglia nasiliły się w 2010 roku, gdy argentyński dziennik "Pagina 12" zarzucił kardynałowi współpracę z wojskowym reżimem. Dziennikarz Horacio Verbitsky zebrał zeznania osób, które twierdziły, że Bergoglio wydał dwóch jezuitów w ręce junty, gdy był prowincjałem argentyńskich jezuitów. Zakonnicy, którzy pracowali w dzielnicy biedy - nieżyjący już Orlando Yorio i Francisco Jalics - zostali zatrzymani w maju 1976 roku. Byli przetrzymywani i torturowani w Szkole Mechaników Marynarki Wojennej (ESMA) pod Buenos Aires, która zyskała ponura sławę jako najstraszniejszy argentyński obóz śmierci. Po pięciu miesiącach wypuszczono ich.

"Mówi się, że nie zrobił wszystkiego, by uwolnić obu księży, gdy stał na czele jezuitów. Z tego co mi wiadomo, wielu biskupów prosiło juntę o uwolnienie więźniów, w tym duchownych, ale nie udawało im się to" - mówił Perez Esquivel. Przyznał jednocześnie, że być może Bergogliowi "brakowało odwagi, by przyłączyć się do walki o prawa człowieka w najtrudniejszych momentach" w historii kraju.

"Jako konserwatysta Bergoglio mógł na początku wierzyć obietnicom junty o przywróceniu porządku w kraju i tradycyjnej moralności. Jednak zarzuty, że współpracował z wojskowymi są zbyt daleko posunięte" - zaznaczyła w rozmowie z "Washington Post" profesor historii religii w Ameryce Łacińskiej z University of Texas w Austin, Virginia Garrard-Burnett.

Jej zdaniem "te kwestie w tamtych czasach były bardziej skomplikowane niż może się teraz wydawać", a przeciwstawienie się juncie "wymagało wielkiej odwagi" i groziło śmiercią.

"Nie mam dowodów, wskazujących na powiązania Bergoglia z dyktaturą" - podkreśla była argentyńska kongresmenka, która stała na czele krajowej komisji ds. desaparecidos, Graciela Fernandez Meijide.

Zarzuty o współpracę Bergoglio odpierał w wydanej w 2010 r. autoryzowanej biografii "El jesuita" (Jezuita) autorstwa dziennikarzy Francesci Ambrogetti i Sergia Rubiny. Przyszły papież zapewniał w niej, że walczył o życie dwóch porwanych jezuitów oraz ukrywał i pomagał uciec z kraju osobom prześladowanym przez reżim. Twierdzi też, że to dzięki jego spotkaniom z generałem Videlą i numerem dwa junty Emilio Masserą obu duchownych wypuszczono.

"Mając tyle lat, ile miałem i posiadając niewiele kontaktów, robiłem to, co w mojej mocy, by bronić porwane osoby" - bronił się Bergoglio.

Zagraniczne media piszą, że nie jest jasne, czy Bergoglio był świadom praktyki odbierania dzieci opozycjonistom. Rodzina jednej z desaparecidos Eleny de la Cuadra, która została porwana, gdy była w cięży, utrzymuje, że kilkakrotnie bezskutecznie zwracała się do Bergoglia z prośbą o interwencję u władz.

We Francji nowy papież był wzywany na świadka w sprawie porwania i zamordowania w 1976 roku mającego francuskie korzenie duchownego Gabriela Longueville'a.

Julia Potocka

Dowiedz się więcej na temat: Argentyna | junta wojskowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje