Franciszek rok po wyborze: Proboszcz całego świata i rewolucjonista

Proboszcz całego świata, papież ludzi, rewolucjonista, Superman i Robin Hood, a także marksista i populista, który przesadza z gestami i niepotrzebnie obala majestat papiestwa - takie opinie wyrażane są na temat Franciszka w pierwszą rocznicę jego wyboru.

Rok pontyfikatu Jorge Mario Bergoglio, wybranego 13 marca 2013 roku, minął w Kościele pod znakiem ogromnych zmian, które w nieznany dotąd sposób wpłynęły na wizerunek Watykanu oraz nastawienie milionów katolików na całym świecie. Franciszek wywołuje silne emocje; od podziwu, entuzjazmu wiernych czy wręcz uwielbienia po konsternację części duchowieństwa niegotowego na taką rewolucję i otwartą krytykę ze strony konserwatywnych środowisk.

Reklama

Jego krytycy posługują się czasem marketingowym określeniem "PR", mówiąc, że są nim gesty skromności, słynna już "alergia" na luksus i bogactwo i wywracanie obowiązujących dotąd zasad. Ich zdaniem są to fasadowe czy wręcz populistyczne działania, mające ma celu pozyskanie zwolenników, także wśród ludzi dotychczas dalekich od Kościoła.

To papież, który się nie zatrzymuje i zadziwia niemal każdego dnia wypowiedziami i zachowaniem - podkreślają włoskie media, które od roku poświęcają mu wyjątkowo dużo miejsca. Zainteresowanie we Włoszech jest tak ogromne, że przed rocznicą wyboru koncern byłego premiera Silvio Berlusconiego zaczął wydawać pierwszy na świecie wielonakładowy kolorowy tygodnik "Mój papież", poświęcony w całości Franciszkowi. Redakcja wyjaśniła: "nie chodzi nam o to, by celebrować papieża, ale by mu pomagać".

Kilkanaście milionów osób obserwuje profil papieża na Twitterze, a watykańscy specjaliści od mediów i technologii szacują, że jego komunikaty docierają faktycznie do liczby ludzi kilka razy większej.

Socjolodzy analizują tzw. efekt Franciszka, odnotowując we Włoszech znaczny wzrost liczby uczestników mszy i osób przystępujących do spowiedzi, a także zjawisko powrotu do Kościoła tych, którzy od niego odeszli z powodów doktrynalnych i w poczuciu zepchnięcia na margines. Wśród nich są rozwodnicy będący w nowych związkach.

Dla papieża z Argentyny wyzwaniem jest każda trudna sytuacja życiowa czy osoba reprezentująca inne poglądy.

Powtarza, że to właśnie z takimi ludźmi Kościół musi rozmawiać. Nie sztuka, zauważył, rozmawiać z tymi, którzy tylko przytakują. Franciszek nie lubi "hołdów" składanych mu przez dostojników i atmosfery "dworu". W przeciwieństwie do swych poprzedników unika rozpoczynania homilii i przemówień od słów pozdrowień dla kardynałów i biskupów. Wysokie wymagania stawia całemu duchowieństwu, oczekując wyrzeczenia i prostoty, a także zwalczenia pokus bogactwa i władzy. Kościół to otwarty dom, a nie kancelaria, przepisy, zasady i cennik - przypomina.

Podczas spotkania z rzymskimi proboszczami papież przyznał: "Niektórzy pytają mnie, czemu czepiam się księży".

Metropolita poznański arcybiskup Stanisław Gądecki, który przez tydzień miał okazję obserwować Franciszka, mieszkając tam, gdzie on, czyli w Domu Świętej Marty, powiedział: "Ojciec Święty zdaje się mieć większą słabość do świeckich niż do kapłanów. Nie żeby lekceważył kapłanów, ale widzę, że to w jego podejściu do ludzi świeckich jest bardzo dużo serdeczności".

Właśnie Dom Świętej Marty, czyli dawny lazaret dla chorych na cholerę przebudowany na polecenie Jana Pawła II dla uczestników konklawe i dostojników przybywających z wizytą do Stolicy Apostolskiej, watykaniści uznali za symbol rewolucji Franciszka, który po wyborze odmówił przeniesienia się do papieskiego apartamentu. W opinii komentatorów gdyby teraz zdecydował się tam jednak zamieszkać, oznaczałoby to porażkę wielkich zmian, które chce przeprowadzić w Watykanie, zapoczątkowanych właśnie zadziwiającą decyzją o pozostaniu w Domu Świętej Marty, wśród ludzi.

Również w środowisku polskich księży w Rzymie można usłyszeć, że Franciszek "przesadza", nie chcąc zamieszkać w Pałacu Apostolskim, czyli tak, jak ich zdaniem papież mieszkać powinien. Ponadto według nich nie jest prawdą to, że apartament Benedykta XVI, Jana Pawła II i ich poprzedników pełen był przepychu i że to miało zniechęcić obecnego papieża.

To jest nasz papież - mówią bezdomni po tym, gdy kilku z nich Franciszek zaprosił na śniadanie w dniu swych urodzin, a także imigranci, ubodzy, wreszcie młodzież, zachęcana przez niego do tego, by robiła "raban" w Kościele.

Ogromne nadzieje na przełamanie stereotypów i uprzedzeń wiążą z nim środowiska homoseksualne. "Człowiekiem roku" okrzyknął go amerykański miesięcznik "The Advocate", reprezentujący mniejszości seksualne LGBT. Metropolita Nowego Jorku kardynał Timothy Dolan powiedział w wywiadzie, że papież chce, aby Kościół przeanalizował sprawę związków homoseksualnych. Trzeba zdaniem Franciszka poznać powody, dla których takie związki są zawierane. Wypowiedź dostojnika z USA uznano za kolejny etap rewolucji.

Symboliczne znaczenie miało i to, że w styczniu w Kaplicy Sykstyńskiej papież ochrzcił dziecko pary, która nie ma ślubu kościelnego. Było to nie do pomyślenia za pontyfikatów poprzednich papieży. Chrzcili oni głównie dzieci pracowników Watykanu, od których wymagano zawsze ślubu kościelnego.

Lecz nie brakuje i tych, którzy nieprzychylnym okiem patrzą na Franciszka. Przeciwników ma nie tylko w samych bardziej konserwatywnych kręgach hierarchii kościelnej, ale także w ultraprawicowych środowiskach świeckich. Te drugie, na przykład w USA, zarzucają mu, że jest "marksistą", gdyż sprzeciwia się bałwochwalczemu kultowi pieniądza i krytykuje wiele elementów współczesnego kapitalizmu. Franciszek już kilkakrotnie tłumaczył, że nie jest marksistą, ale zastrzegł, że znał wielu przyzwoitych ludzi, którzy nimi byli.

Przed rokiem wątpliwości nie brakowało nawet wśród korpusu dyplomatycznego przy Stolicy Apostolskiej. I w tym gronie można było usłyszeć - tuż po konklawe - że nowy papież "przesadza". Zdumienie wzbudziło wtedy to, że Franciszek postanowił odprawić mszę Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek w zakładzie karnym dla nieletnich w Rzymie. "A gdzie ma się modlić korpus dyplomatyczny?" - pytali niektórzy ambasadorowie, przyzwyczajeni do podniosłych mszy w rzymskich bazylikach.

Z sondażu przeprowadzonego przez katolicki włoski tygodnik "Famiglia Cristiana" wynika, że 70 procent ankietowanych przyznało, że słowa Franciszka miały wpływ na ich życie. Jedna piąta porównuje go do Robin Hooda. Tyle samo chciałoby, aby papież był premierem Włoch.

- Papież to człowiek, który się śmieje, płacze, śpi spokojnie i ma przyjaciół, jak wszyscy. To osoba normalna - powiedział Franciszek w wywiadzie dla "Corriere della Sera". I poprosił, by nie robić z niego Supermana.

Dowiedz się więcej na temat: papież Franciszek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy