O. Kowalczyk: Papież Franciszek może namieszać

Jezus nie chciał święceń kapłańskich dla kobiet, więc kapłaństwo kobiet nie wchodzi w grę. Ale kobiety w Kolegium Kardynalskim podczas wyboru papieża - to już możliwe. To byłyby takie "kardynałki". To musiałyby być kobiety takie, jak kiedyś Matka Teresa z Kalkuty - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM o. Dariusz Kowalczyk, wykładowca Akademii Papieskiej w Rzymie.

- Z wrażenia aż wcisnęło mnie w siedzenie - wspomina wiadomość o wyborze jezuity na nowego papieża. - On może zamieszać. W sensie ewangelicznym oczywiście - dodaje.

Reklama

Konrad Piasecki: Jezuici wciąż świętują wybór papieża-jezuity?

O. Dariusz Kowalczyk: - To nie było tak, że kiedy usłyszeliśmy "habemus papam Bergoglio", poderwaliśmy się z podniesionymi rękami. Raczej wcisnęło nas w siedzenia, dominowało zaskoczenie, zdziwienie. Ale muszę powiedzieć, że z każdą godziną ja i wielu moich współbraci cieszymy się coraz bardziej z tego wyboru i widzimy, że Duch jednak powiał, jak chciał.

Są tacy, którzy znają Bergoglio osobiście?

- Tak, w mojej wspólnocie na Gregorianie, gdzie mieszkam, jest dwóch jezuitów z Argentyny. Znają dobrze Bergoglio, ponieważ był ich przełożonym - jako jezuita pełnił funkcję prowincjała, rektora, także ważne funkcje w prowincji argentyńskiej.

Co oni mówią? Jaki to człowiek, jaka postać?

- To jest ciekawe. Mówią, że kiedy pokazał się na balkonie, zaprezentował się jako taki dobrotliwy, starszy kapłan, który się uśmiecha. Pokorny. I to jest prawda, taki jest. Ale mówią też z drugiej strony, że jeśli jest do czegoś przekonany, jeśli coś chce zrobić, to potrafi być bardzo konsekwentny, twardy, bezkompromisowy. Tak, że rzeczywiście pomimo swoich 76 lat, jest to człowiek, który może - w takim duchowym, ewangelicznym sensie - zamieszać.

Pokora - pokorą, a twardość - twardością.

- Oczywiście, jak św. Ignacy.

Z tych okruchów i przecieków, które dobiegają nas zza Spiżowej Bramy, tworzy się jakiś scenariusz tego, co mogło się rozegrać w Kaplicy Sykstyńskiej? Na ile było tak, że Bergoglio od początku był faworytem dla wielu?

- To, że został wybrany już drugiego dnia, pokazuje, że to nie jest kandydat przypadkowy czy wzięty z drugiej linii, bo ci główni kandydaci się zablokowali.

Nie jest kandydatem kompromisu, po którego trzeba było sięgnąć, bo była taka potrzeba.

- Dokładnie. To pokazuje, że wielu kardynałów miało go już od początku w głowach i prawdopodobnie podczas pierwszego głosowania nazwisko Bergoglio się pojawiało i to potem było kwestią czasu. 



Triumf Franciszka, czyli kardynała Bergoglio, ocenia ojciec jako triumf jakiej wizji Kościoła? Jakiej przyszłości Kościoła?

- Przed konklawe mówiono, że nowy papież powinien być dobrym duszpasterzem i świetnym administratorem. Rzeczywiście, bo papież jest ad extra - ma głosić ewangelię - i ad intra - to znaczy, że ma zarządzać. Ważnym elementem pracy papieża są np. nominacje, bo nominacje owocują długofalowo - jeśli są dobre, to owocują dobrem, jeśli są złe, to owocują słabością Kościołów lokalnych.

Ale ojciec mówił też, że trzeba Kościołowi młodego papieża. Cokolwiek by nie powiedzieć o Franciszku, on nadto młody nie jest.

- Mówiono o tym, że trzeba młodego papieża. Ja też to powtarzałem, ale bardziej miałem w głowie papieża, który będzie miał siły, żeby coś tutaj zmienić, zrobić.

Nie tyle młodego, ile energicznego?

- Właśnie. Starszy - to się rozumiało, że nie będzie miał sił, może będzie zmęczony, tak jak Benedykt XVI. Natomiast tutaj mówią, że "dobrze, papież ma 76 lat, ale jeszcze tak z pięć lat może mocno porządzić".

Z perspektywy rzymskiej, bo o tym można przeczytać wiele w świeckich mediach, naprawdę jest tak, że Kuria Rzymska potrzebuje tak mocnej, tak zdecydowanej, tak głębokiej reformy?

-  Oczywiście. Problem nie zawsze leży pośrodku, ale w tym przypadku leży pośrodku. Nie mają racji ci, którzy mówią, że wszystko jest świetnie i Kuria wspaniale pracuje, nie mają też racji ci, którzy kreślą jakieś czarne scenariusze, jakoby kardynałowie gryźli się nawzajem. To jest duża instytucja, to jest wielowiekowa instytucja, to jest oczywiste, że są różne opinie i są czasem jakieś zablokowania. Ta instytucja stała się trochę "ciężka". To jest Kuria Rzymska - ona ma służyć papieżowi i ma pomagać Kościołom lokalnym na całym świecie. Żeby to robić - musi być "lekka", ten przepływ informacji musi być szybki.

Tymczasem stała się strukturą biurokratyczną?

- Każda struktura ma to do siebie, że z czasem taka się właśnie staje i trzeba ją odnawiać regularnie.

Jest podległa takim prawom, jak podlegają wszelkie inne instytucje?

- Oczywiście, bo Kościół jest bosko-ludzki.

Czy Kościołowi potrzebny byłby, zdaniem ojca, na przykład sobór zwołany przez nowo wybranego papieża?

- To pytanie zadano papieżowi, obecnie emerytowi, Benedyktowi i on odpowiedział - ja się zgadzam z tą odpowiedzią, to jest też moja opinia - że chyba jeszcze nie, nie w tych latach, nie za pięć lat. Dlaczego? Dlatego że Sobór Watykański II powołał do życia coś, co się nazywa synodami. Mogą to być synody kontynentalne czy synody na jakieś tematy. Myślę, że wiele spraw w Kościele, również takich palących, można załatwić synodami, a niekoniecznie soborem.

Ale kilku kwestii się nie załatwi, np. stosunku do kobiet, kapłaństwa kobiet czy uczestnictwa kobiet w konklawe, bo o tym też się tu sporo mówiło. Nie załatwi się kwestii celibatu synodami, nie załatwi się kwestii bioetycznych synodami...

- To nie jest tak, że jest potrzebny sobór, żeby np. zmienić trochę praktykę w kwestii celibatu, prawo kościelne. To oczywiście mogłoby być zmienione, bo celibat nie jest dogmatem. Wyobrażam sobie, że można by to załatwić na zasadzie rozmów z biskupami i potem decyzją papieża.

A ojciec wyobraża sobie np. kobiety na konklawe?

- Ja napisałem nawet taki artykuł "Kardynałki?". Jestem jako teolog oczywiście przeciwnikiem święcenia kobiet, bo uważam, że tego nie chciał po prostu pan Jezus i to nie z powodów ówczesnej mentalności, ale z głębszych. Natomiast kardynałki, nie kapłanki, ale kardynałki, które mają prawo wyborcze, czynne - nie bierne, mogłyby być częścią Kolegium Kardynalskiego, np. taka matka Teresa z Kalkuty.

A co, zdaniem ojca, papież Franciszek oznacza czy może oznaczać dla kanonizacji Jana Pawła II? Przyspieszenie czy zwolnienie?

- Nie sądzę, żeby tutaj były jakieś gry wokół kanonizacji...

...trochę się tutaj o tym czyta, ale...

- No są tacy, którzy chcieliby to trochę przyspieszyć, że to już, już. Ja się zgadzam z tym, że nie trzeba za długo czekać, ale niech ta procedura idzie swoim tokiem, idzie swoim trybem. Jest możliwe, że będzie to jesienią, ale tego nie wiem.



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy