Katarzyna Szamotulska: Opieka okołoporodowa w Polsce nie jest perfekcyjnej jakości

- Polska opieka okołoporodowa radykalnie nie odbiega od poziomu w innych zachodnich krajach Unii - przyznaje w rozmowie z Interią dr hab. Katarzyna Szamotulska z Zakładu Epidemiologii i Biostatystyki Instytutu Matki i Dziecka. Ogromny postęp widoczny jest m.in. w spadku wskaźników umieralności okołoporodowej noworodków i matek. - Nie oznacza to jednak, że opieka jest perfekcyjnej jakości - zaznacza ekspertka.

W Europie pod względem jakości opieki okołoporodowej przodują kraje skandynawskie. - Wskaźniki opieki okołoporodowej są właśnie w tych rejonach od lat najlepsze. Jest też pewną ciekawostką, że rodzą się tu dzieci ogólnie silniejsze. Istnieje taki gradient: im dalej na północ, tym wyższa masa urodzeniowa dziecka - mówi dr hab. Katarzyna Szamotulska z Instytutu Matki i Dziecka.

Najlepszy sprzęt na pomoc przyszłym matkom

Reklama

Jeszcze kilkanaście lat temu do polskiej opieki okołoporodowej można mieć było wiele zastrzeżeń. Raport Euro-Peristat z 2004 roku wykazał, że całkowita umieralność noworodków i niemowląt w Polsce była wyższa niż w najbardziej rozwiniętych krajach europejskich. W ostatnich latach sytuacja uległa jednak znacznej poprawie, głównie dzięki wprowadzeniu i rozpowszechnieniu w Polsce systemu trójstopniowej opieki nad nowo narodzonymi dziećmi.

- Zasady tego systemu zakładają, żeby kobiety w ciąży ryzyka rodziły dzieci w ośrodkach akademickich z najlepszym, najbardziej doświadczonym personelem i z najlepszym sprzętem. Wtedy zarówno one, jak i noworodki, mają szanse na szczęśliwe zakończenie - mówi dr hab. Szamotulska.

Jak dodaje, dzięki systemowi trójstopniowej opieki powszechne stało się wprowadzenie na oddziały noworodkowe nowoczesnych technologii. - Sądząc po wskaźnikach stosowanych w opiece okołoporodowej, Polska radykalnie nie odbiega od poziomu w zachodnich krajach Unii. Dziś mamy już stosunkowo porównywalną umieralność noworodków i niemowląt  - mówi ekspertka z Instytutu Matki i Dziecka.

Dobrą wiadomością dla całej Europy jest fakt, że śmiertelność noworodków z roku na rok spada. Według danych z 2015 r., najmniejszą umieralność nowo narodzonych dzieci  odnotowuje się na Islandii i w Luksemburgu (w obu przypadkach współczynnik wynosi 0,9 na 1000 żywych urodzeń). Bardzo niską liczbą zgonów noworodków mogą pochwalić się też: Finlandia (1,3), Norwegia (1,5) i Szwecja (1,6). W czołówce pod tym względem znajduje się również Estonia i Cypr.

W Polsce na 1000 żywych urodzeń umierają średnio trzy noworodki. Niepokojące dane płyną z takich krajów jak: Łotwa, Ukraina, Bułgaria, Albania czy Rumunia gdzie na 1000 żywych urodzeń umiera od pięciu do sześciu nowo narodzonych dzieci. Niechlubną rekordzistką jest Mołdawia - umiera tam około 12 noworodków na 1000 żywych urodzeń.

Z kolei w zestawieniu dotyczącym zgonów matek objętych opieką okołoporodową w Europie, dane z 2015 r. są dla Polski bardzo pozytywne. Wraz z Finlandią, Grecją i Islandią jesteśmy państwem, gdzie w czasie porodu lub w następstwie powikłań związanych z ciążą umiera najmniej matek (trzy na 1000 żywych urodzeń). Najgorsza sytuacja jest w Rumunii i Albanii. Odnotowuje się tam około 30 zgonów matek na 1000 żywych urodzeń.

Dr hab. Szamotulska pozostaje jednak ostrożna w optymizmie dotyczącym polskiej opieki okołoporodowej na tle innych krajów europejskich. Jak podkreśla, osiągnięty w ostatnich latach ogromny postęp wcale nie oznacza, że jest ona "perfekcyjnej jakości". Kilka tendencji w Polsce wciąż wymaga pogłębionej analizy, m.in. bardzo wysoki odsetek cięć cesarskich, coraz krótszy czas trwania ciąży, czy komunikacja na linii środowisko lekarskie-pacjent. 

Alarm w sprawie "cesarek"

Odsetek wykonywania cięcia cesarskiego jest w całej Europie dość zróżnicowany, ale jedno jest pewne: w ciągu kilkunastu ostatnich lat liczba ich wykonywania znacząco wzrosła.

W statystykach WHO/Europe za 2014 r. na pierwsze miejsce wśród krajów europejskich wysuwa się Bułgaria gdzie "cesarki" dokonuje się w 391 przypadkach na 1000 żywych urodzeń. Bardzo wysoko w tym zestawieniu są też Włochy i Węgry. W tych krajach ponad 360 dzieci na 1000 żywych przychodzi na świat przez cesarskie cięcie.

Niewiele mniej, bo 357 na 1000 żywych urodzeń, to "cesarki" wykonywane w naszym kraju. - Cięć cesarskich w Polsce jest naprawdę bardzo dużo. W niektórych województwach  około 50 procent urodzeń przebiega w wyniku cięć cesarskich - mówi dr Szamotulska. W ubiegłym roku w sprawie wzrastającej liczby "cesarek" w Polsce alarmowała m.in. Naczelna Izba Kontroli.

Najmniej cięć cesarskich wykonuje się w krajach skandynawskich: Finlandii (158 na 1000 żywych urodzeń), Norwegii (165) i Szwecji (169). "Cesarki" nie są aż tak bardzo popularne również na Łotwie, Estonii czy na Litwie.

Światowa Organizacja Zdrowia bije na alarm twierdząc, że nie ma żadnego uzasadnienia dla jakiegokolwiek regionu na świecie, by cięcie cesarskie przekraczało 10-15 procent wszystkich urodzeń.

Nie ma wskazań dla cięć

Jak zaznacza dr hab. Szamotulska, największy odsetek cięć cesarskich w Europie i w krajach rozwiniętych występuje zawsze w szpitalach prywatnych, które są nastawione na szybkie porody. W wielu przypadkach kobiety prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy z ryzyka takiej praktyki.

Naczelna Izba Kontroli zwraca z kolei uwagę, że liczba cięć cesarskich wykonywanych w ramach NFZ ma również finansowy wpływ na poszczególne oddziały położnicze. Koszt porodu rozwiązanego w ten sposób jest dla szpitala dużo wyższy od kosztu porodu siłami natury, choć wysokość refundacji z NFZ przy obu sposobach jest identyczna. Mimo że "cesarki" są dla oddziałów praktyką droższą, z roku na rok wykonuje się ich coraz więcej.

Według ekspertki z Instytutu Matki i Dziecka, główny problem zwiększanie liczby cięć cesarskich tkwi w interpretacji wskazań do wykonywania ich podczas porodu. - Są listy podstawowych wskazań do cięcia cesarskiego, ale oczywiście ostateczna decyzja zawsze należy do lekarza - przyznaje w rozmowie z Interią dr hab. Szamotulska.

Klasyfikację wskazań do cięcia cesarskiego od 20 lat próbuje stworzyć dr Michael Robson z Wielkiej Brytanii, ale do tej pory nie powstała.

- Polega ona na wyeliminowaniu w rozważaniach tych wskazań, które są ewidentne: trudne położenia płodu przed porodem, ciąża mnoga, cięcie po cięciu cesarskim - dodaje dr hab. Szamotulska. - Obecnie odsetek cięć cesarskich jest tak wysoki, że młodzi doktorzy - dla zapewnienia bezpieczeństwa sobie i pacjentce - wybierają tę drogę w przypadku, kiedy mają jakieś wątpliwości, bo to wydaje się optymalne - przyznaje ekspertka.

Więcej wcześniaków

Z dostępnych danych wynika również, że zarówno w Polsce, jak i w większości krajów europejskich skrócił się czas trwania ciąży.

- Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że medycyna perinatalna w ostatnich dziesięcioleciach jest skupiona właściwie wyłącznie na zapewnieniu większych szans przeżycia noworodkom coraz wcześniej urodzonym - podkreśla dr hab. Szamotulska.

Jak wyjaśnia, krótszy czas trwania ciąży jest zarówno konsekwencją postępu technologicznego w opiece nad noworodkami, jak i coraz częstszą skłonnością lekarzy do wykonywania cesarskich cięć.

Neonatolodzy potrafią dziś zapewnić bezpieczne warunki rozwoju dla coraz wcześniej urodzonych dzieci. Z tego też powodu - w przypadku powikłań czy zagrożenia ciąży - częściej i wcześniej podejmują decyzję o "cesarce". Wiedzą bowiem, że dzięki nowoczesnym sprzętom wcześniaki będą mogły przeżyć poza łonem matki.

W przypadku ciąż pojedynczych ich czas skraca się przeciętnie o około pół tygodnia, zaś przy ciążach mnogich o około tydzień. Podobne zależności widoczne są nie tylko w Polsce, ale też m.in. w Wielkiej Brytanii.

Uleczyć relację lekarz-pacjent

Według zaleceń WHO kobieta w okresie ciąży powinna odbyć od czterech do ośmiu wizyt kontrolnych. Zwiększona częstotliwość kontaktów kobiet i dorastających dziewcząt z lekarzem prowadzącym zmniejsza prawdopodobieństwo poronienia.

Z najnowszych danych Euro-Peristat wynika, że większość kobiet mieszkających w Europie zostaje objętych opieką okołoporodową prawidłowo - w pierwszym trymestrze. W Polsce wciąż 2 proc. ciężarnych stanowczo za późno rozpoczyna konsultacje, bo dopiero w drugim lub trzecim trymestrze ciąży. Dla porównania - w podobnej sytuacji m.in. na Malcie jest aż 33 proc. kobiet. 

Ekspertka z Instytutu Matki i Dziecka zaznacza, że w naszym kraju nie ma współpracy różnych grup w zakresie opieki okołoporodowej. - Środowisko medyczne trzyma się razem i nie jest skłonne do dyskusji z pacjentkami. W tej sprawie nie pośredniczą też w takim stopniu, jak byśmy chcieli, przedstawiciele polityki zdrowotnej. Te kwestie powinny być dyskutowane razem i wszystkie strony powinny znać argumenty współdyskutantów - ocenia.

Jak podkreśla dr hab. Szamotulska, wypracowane w Polsce przez lata standardy bardzo dużo zmieniły w jakości i w stylu opieki okołoporodowej.

- Trzeba ten model kontynuować. On został wypracowany, na pewno nie można go przerywać. Należy również prowadzić do wzajemnego zrozumienia środowisk. Nie chodzi tylko o to, czy standardy mają być prawnie regulowane, czy nie. W innych krajach istnieją tylko rekomendacje towarzystw naukowych. To kwestia tego, żebyśmy mieli większe zaufanie do autorytetów i żebyśmy mogli wspólnie dyskutować - zaznacza.

***

Od środy do piątku - w ramach akcji "Kto zadba o rodzące kobiety" - będziemy publikować materiały na temat zmian w opiece okołoporodowej. Czytaj więcej na ten temat w Interii i słuchaj na antenie radia RMF FM.

Tu możesz zaprotestować przeciwko likwidacji przepisów określających medyczne standardy opieki okołoporodowej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje