Opieka okołoporodowa. "Słyszałam w kółko: To musi boleć"

Medyczne standardy opieki okołoporodowej wypracowywano latami. Udało się w 2012 roku. Ale - jak się okazuje - nie na długo. Dzisiejsze rozporządzenia stracą swą moc najdalej z końcem przyszłego roku. Kto wówczas zadba o rodzące kobiety? Co o tym sądzą zainteresowane? Zebraliśmy wasze opnie.

Wpływ na plan porodu, możliwość skorzystania z wanny lub prysznica, szklanka wody, nieprzerwany kontakt z dzieckiem po porodzie czy pomoc w laktacji - m.in. takie prawa udało się wywalczyć dla rodzących kobiet przez ćwierć wieku wolnej Polski.

Reklama

Zapisane w ministerialnym rozporządzeniu prawa przysługiwać będą Polkom tylko do końca 2018 r. Po tej dacie medyczne standardy opieki okołoporodowej zaczną określać towarzystwa naukowe.

Ich wytyczne nie będą miały charakteru przepisu powszechnie obowiązującego, co pozbawi kobiety ciężarne i rodzące domagania się realizacji swoich praw w opiece okołoporodowej. To od konkretnego lekarza w konkretnym szpitalu zależeć będzie, jak ma przebiegać poród. Ministrowi zdrowia pozostaną do określenia standardy organizacyjne opieki okołoporodowej.

Czy kobiety obawiają się zmian? Jakie mają doświadczenia z porodówek sprzed obowiązywania medycznych standardów i kiedy zostały one już wprowadzone? Na naszym forum oraz w komentarzach pod artykułami pojawiło się wiele opinii. Wybraliśmy kilka wpisów, oto one (pisownia oryginalna):

nick: Buba

Rodziłam parę miesięcy temu. Cesarka na życzenie, poród 20 min przy miłym towarzystwie personelu, potem 10 godzin leżenia z maluszkiem na sobie. Sala 2 osobowa, ale leżałam sama. Najpiękniejsze chwile. Wstałam tego samego dnia, a do domu wyszliśmy już po 2 dobach. Szpital państwowy zaznaczam. Opieka super. Tylko ze ja wszystko zaplanowawszy i wiedziałam czego chce. Każdy jest kowalem swojego losu. Miałam szczęście i trafiłam na cudownego lekarza, który powiedział, że to moja ciąża, mój poród i moja decyzja, jak chcę rodzić, bo mam prawo do takich decyzji! Bez bólu, bez niepotrzebnego stresu i bez pretensji.

nick: Prawda...

Mogłabym powiedzieć wiele, mieszkam w dużym mieście Poznaniu słynącym z " mądrego położnictwa". Przy pierwszym dziecku, kiedy to całą noc prosiłam pielęgniarkę o lekarza, to słyszałam w kółko: to musi boleć, nie pani jedna tu rodzi.... A o 4 nad ranem miałam taki obrzęk w miejscu szycia, podobno napuchłam jak baleron i szwy zaczęły puszczać, byłam sina! Koleżanka z łóżka obok to zobaczyła i wezwała pielęgniarkę. Pamiętam, że w końcu pielęgniarka krzyknęła lekarza szybko! Drugim razem poroniłam niestety i chodziłam miesiąc z martwą ciążą, bo mój lekarz wyjechał na urlop, a podobno inny nie może tego usunąć. Tak mi bynajmniej tłumaczono w szpitalu, do którego zgłaszałam się trzy razy. Przypłaciłam to ogólnym zakażeniem organizmu i jak mi lekarz powiedział byłam minutę od sepsy. W efekcie brałam 9 kroplówek dziennie, wysiadły mi nerki, serce, wzrok mi strasznie osłabł, o włosach już nie wspomnę. Do dzisiaj mam problemy ze zdrowiem. Ale i tak utrata dziecka boli najbardziej...

nick: Gwiazdka

Nie wyobrażam sobie porodu w Polsce. Moja córka przyszła na świat w Niemczech... naturalnie, bez bólu, w 5 gwiazdkowych warunkach szpitalnych z mężem przy boku. Pomagały nam położne i lekarz. Zaznaczam, że byłam normalnie ubezpieczona państwowo. Chcę tylko zaznaczyć, że standardy są ważne i należy o nie walczyć. Dzięki temu, że wiedziałam, że będę traktowana podczas porodu, jak człowiek nie bałam się tej chwili jak inne moje koleżanki rodzące w Polsce. Trzeba jednak zaznaczyć, że w Polsce są również położne, które podchodzą z sercem do swojej pracy... i oby było ich jak najwięcej.

nick: Młoda mama

A ja rodziłam dwa razy: w 2015 i w 2016 we Wrocławiu na Brochowie. Oba porody wspominam całkiem dobrze, mimo że pierwsze dziecko po porodzie dostało zapalenie płuc, walczyło o życie i spędziliśmy w szpitalu 2 tyg. Położne to anioły, które doglądały, monitorowały i pomogły urodzić. Dzieci spore bo 3950 g i 3900g. Pierwszy poród ze znieczuleniem - trwał dłużej przez to, drugi bez - szybko, 1,5 godziny po przyjęciu na izbie. Oba w nocy i nikt nie "olewał" mnie i męża. Jedynie młody anestezjolog był niemiły i miał mnie gdzieś, później zmiana dyżuru i starszy miły pan. Ogólnie nie jest źle, ból się zapomina a dzieci cieszą. Standardy? To wszystko są tylko papiery, jeśli położnych będzie więcej, to będzie czas na wszystko. A one mimo ze zabiegane odwalają niezłą robotę.

nick: Gość

Rodziłam 2 dziecko w czerwcu 2016r. w szpitalu państwowym w Krasnymstawie woj. Lubelskie Opieka bardzo dobra położna cały czas była przy mnie i rozmawiała ze mną, o wszystkich możliwościach zostałam poinformowana nawet zapytano mnie o nacięcie krocza gdyby była taka potrzeba (oczywiście była). Pomimo że dziecko nie było duże zostało wypchnięte delikatnie przez położną i lekarza, uniknęłam tym cesarki i dłuższego dochodzenia do siebie. Jestem zadowolona z opieki po porodzie jeśli rodzić to tylko tam.

nick: warszawianka

Rodziłam w szpitalu, który uchodzi za najlepszy w Warszawie. Leżałam 3 doby i na 3 różnych salach. Po cesarskim cięciu przyszła położna i powiedziała, że "trzeba iść pod prysznic"- nikt nie zaoferował pomocy, więc próbowałam wstać sama ale ból był tak duży, że nie dałam rady. Po chwili do sali znów zajrzała położna i znowu wydała polecenie pójścia pod prysznic - więc po chwili z ogromnym bólem wstałam i poszłam, żeby nikt nie powiedział, że jakiś brudas jestem. Ile mnie to kosztowało, wiem tylko ja. Jak już przewieziono mnie do zwykłej sali, długo nie przywożono mojego dziecka aż inne ciężarne pytały, dlaczego nie ma przy mnie dziecka. Ubrano mnie w koszulę, która się nie zapinała, więc trzymałam ją drugą ręką. Po jakimś czasie jakaś położna z litości mi ją wymieniła. Wypisano mnie po 3 dobach i dodano w prezencie gronkowca szpitalnego. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, ale po kilku dniach w domu byłam w takim stanie, że położna która przyszła do dziecka kontrolnie po obejrzeniu mojej rany, powiedziała do mojego męża, żeby wrócił natychmiast ze mną do szpitala i nie dał się spławić, bo jest źle ze mną. Okazało się, że to gronkowiec zaatakował mój brzuch i tylko krok dzielił mnie od sepsy. Przez 2 tyg. jeździłam na zmianę sączków (z brzucha), z których ciekła ropa. Tak wypuszczono mnie z najlepszego szpitala w Warszawie. Ale na oddziale były też miłe położne, które pomagały. Po 7 latach dopiero teraz rozmawiam na ten temat, wcześniej nie wypominałam swojego porodu. Nie chciałam o tym pamiętać. Ale i tak warto było :) Mam cudownego syna!

nick: Lekarz

Standardy, mimo różnych oporów na początku, przyjęły się i nie widzę powodów, aby je zmieniać. Nie znam nikogo w swym otoczeniu medycznym, kto by tego oczekiwał. Jestem za utrzymaniem standardów, chociaż czasami stosowanie ichnie jest to w pełni możliwe (np. opór anestezjologów dotyczący znieczuleń, brak sal zapewniających pełną intymność).

nick: E

Ja rodziłam dwa razy w Polsce i raz w Niemczech. Mogę śmiało porównywać. W Polsce dobrze nie jest i jeszcze wiele trzeba by zmienić na lepsze. Każdy ma swoje racje i kobiety i personel. Długo jeszcze nie będzie idealnie i ja to rozumiałam i na to byłam przygotowana podczas dwóch porodów. Ale drodzy lekarze i pielęgniarki w Polsce! Zwyczajna sympatia i mile słowo a także szacunek dla pacjenta nie zajmie Wam dużo czasu i nic nie kosztuje. A z takim Waszym podejściem do kobiet będzie im łatwiej i milej.

nick: TG

Miałam cesarskie cięcie w tym samym dniu, w którym przyszłam ze skierowaniem, bo miałam już rozwarcie i dzięki Bogu bo inaczej musiałabym leżeć tydzień na sali 8-osobowej! To jest żałosne, żeby człowiek się musiał męczyć obecnością 7 obcych kobiet, chyba nawet w więzieniach nie ma tyle osób w celach... Sam zabieg odbył się sprawnie, bardzo miły pan anestezjolog informował mnie o postępach w zabiegu i o tym, co mogę odczuwać w danej chwili, a po zabiegu przez pierwszą dobę jeszcze się mną interesowali... potem już wcale, na obchodzie jak miałam nie wyraźną minę z bólu brzucha ordynator tylko zapytał dlaczego? jak odp. że boli to tylko spojrzał na oddziałową, ona odparła, że to pewnie oksytocyna i poszli do drugiego łózka... zero badań pod tym kątem, a gdybym miała jakieś powikłania? ech...

nick: bet

Ja rodziłam 5 lat temu w szpitalu Bielańskim w Warszawie i bardzo dobrze wspominam i polecam ten szpital. Próbowałam rodzić naturalnie, dostępna piłka, prysznic, na życzenie dostałam znieczulenie, położna przychodziła często, fakt że mąż był ze mną. Niestety skończyło się cesarką ale i tak dostałam córeczkę na chwilę bym mogła się przywitać, mąż też mógł ją przytulić. Cały czas miałam wspaniałą opiekę, w nocy pielęgniarka przychodziła do mnie kilka razy i pytała, czy czegoś nie potrzebuję, wszystko zależy na kogo się trafi i jaki szpital.

nick: Szogunka

Jak czytam niektóre wpisy w artykule, to nie chce mi się wierzyć że tak się dzieje. Ja rodziłam 4m-ce temu, porodów w ten dzień było naprawdę mnóstwo. Położna odbierająca mi poród mimo zmęczenia miała jeszcze siłę się uśmiechnąć, dodać otuchy. Dodam, że szpital w Mikołowie.

nick: Aga

Napiszę tylko tyle, że zachowanie lekarzy, położnych czy innego personelu szpitala zależy tylko i wyłącznie od charakteru człowieka. Opiszę Wam mój przypadek. Pierwszy raz rodziłam w 2007 roku. Było nie ciekawie. Brak położnej czy lekarza. Byłam sama. Raz na godzinę, ktoś zaglądnął do mnie czy "jeszcze żyję" i wyszedł. Poród skończył się cięciem cesarskim zaplanowanym w ciągu kilku minut, gdyż dziecko prawie nie oddychało. Tego porodu nie wspominam dobrze. Córkę urodziłam 2 lata później w tym samym szpitalu. W szpitalu znalazłam się już 1 kwietnia, a urodziłam 2 kwietnia o 7 rano. Lekarze i położne mieli naprawdę urwanie głowy. Nawet jak leżałam już na porodówce to śmialiśmy się z położną, że w tym dniu to taśmowo porody przyjmowali. Na początku lekarz nawet na mnie nie patrząc i nie badając powiedział, że będzie poród naturalny. Ja się nie zgadzałam, bo nie miałam zrobionego nawet USG blizny po poprzednim porodzie. W tym przypadku lekarz po kilku godzinach przyszedł z porodówki, żeby mnie zbadać. Młody, miły choć miał dalej brudny kitel. Zapewnił mnie, że jak nie dam rady to zrobi cięcie cesarskie. Przez cały poród, żeby tak nie bolało spacerowałam po porodówce (od 1 do 6 rano). Po tym czasie położyłam się na łóżko i zaczął się poród. Położna nie odstępowała mnie na krok. Podawała mi picie, ocierała czoło. Lekarz odbierał poród kobiety leżącej obok i rozmawiał ze mną cały czas. Jak przyszedł do mnie był miły, podnosił na duchu pomimo , że dyżur jego był prawie 18 godzinny i ciągle był na porodówce. Także ten poród wspominam bardzo miło. Lekarz nie dostał ode mnie żadnej koperty ani położna. Pracowali ze mną za uśmiech i dziękuję za pomoc z mojej strony. Po porodzie jak już byłam na sali poszłam do mojego lekarza i położnej i podziękowałam im za ich starania i życzliwość. Może tak też trzeba drogie Panie. Ja wiem , że boli mnie też bolało ale starałam się jak mogłam , żeby nie wyżywać się na innych zwłaszcza jak się oczekuje od nich pomocy i miłego nastawienia. Także standardy czy będą czy nie wszystko zależy od charakterów innych osób. Pozdrawiam i życzę szczęścia :)


nick: dardardar

Hej to nie służba zdrowia jest winna, tylko konkretni ludzie pracujący w tej instytucji, pan Kowalski, pani Kowalska, pan Nowak - znani z imienia i nazwiska. Jeśli Ci ludzie się nie zmienią, to żadne zmiany w służbie zdrowia nie pomogą!!!


nick: Anna

Rodziłam w styczniu 2016 r. w państwowym szpitalu. Ciążą prowadzona prywatnie u lekarza- dobrego kolegi ordynatora. Już na początku zaznaczyłam, że albo będzie cesarka albo wybieram prywatną klinikę i ich lekarza. Nie było problemów. Mój ginekolog od razu zaznaczył, że w jego opinii kobiety powinny mieć prawo decydowania w jaki sposób chcą rodzić (oczywiście jeżeli nie kłóci się to z zaleceniami lekarskimi), a wskazaniem do cc także powinien być paniczny strach odczuwany przed porodem naturalnym. Załatwiłam zaświadczenie od psychiatry, że cierpię na tokofobię, komplet dokumentów przekazano ordynatorowi i umówiono nie na zabieg. Nie wiem, czy tak sprawnie by poszło, gdyby dobrego słówka nie szepnął za mnie mój gin. Ale podobno w tym szpitalu respektują także takie "fanaberie". Cóż, ja nie chciałam ryzykować. Mój poród wspominam zatem bardzo dobrze- bez bólu, strachu, brudu, upokorzenia. Nie mam najmniejszego lęku przed kolejną ciążą. Opieka "po" także była rewelacyjna.

Wcześniej o waszych opiniach pisaliśmy TUTAJ


******

Sprawą standardów opieki okołoporodowej zajmujemy się w ramach wspólnej akcji Interii i RMF FM.

Jak wyglądały wieloletnie prace nam przygotowaniem standardów opieki okołoporodowej i jak zostały zniesione po apelu jednej organizacji przeczytacie w artykule Justyny Kaczmarczyk Kto zadba o rodzące Polki? Interes lekarzy a dobro kobiet.

O tym, czy rodzące są świadome swoich praw i jak dynamicznie potrafi się zmieniać sytuacja na porodówce Dominika Głowacka rozmawia z położną z wieloletnim doświadczeniem, Agnieszką Szyszko-Perłowską. Wywiad znajdziecie tutaj: Kobieta ma prawo decydować o tym, jak wygląda jej poród.

Justyna Mastalerz przygląda się sytuacji w innych krajach i alarmującym danym o liczbie cesarskich cięć. Przeczytasz o tym tutaj: "Opieka okołoporodowa w Polsce nie jest perfekcyjnej jakości".

Tu możesz zaprotestować przeciwko likwidacji przepisów określających medyczne standardy opieki okołoporodowej

Dowiedz się więcej na temat: opieka okołoporodowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje