Kilkudziesięciu Kurdów wtargnęło do siedziby PE

Około 50-60 Kurdów wtargnęło do budynku Parlamentu Europejskiego w Brukseli, aby zwrócić uwagę świata na rozpaczliwą sytuację swoich rodaków w syryjskim mieście Kobane (Ajn al-Arab), od blisko miesiąca obleganym przez bojowników Państwa Islamskiego.

Intruzi sforsowali drzwi do gmachu i przepchnęli się do środka koło funkcjonariuszy policji.

Reklama

Z delegacją Kurdów spotkał się przewodniczący PE Martin Schulz. Jak poinformował w wydanym później oświadczeniu, w rozmowie z protestującymi wyraził zaniepokojenie losem cywilów zagrożonych przez islamistów i zapewnił o poparciu europarlamentu dla działań międzynarodowej koalicji walczącej pod wodzą USA z IS.

Zapewnił też, że porozmawia w tej sprawie z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, przewodniczącymi Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, Jose Manuelem Barroso i Hermanem Van Rompuyem oraz szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton.

Kurdowie rozmawiali też z kilkorgiem polityków, w tym z szefową frakcji skrajnie lewicowej Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy Gabriele Zimmer, liderem frakcji Socjalistów i Demokratów Giannim Pittellą oraz z deputowanymi Zielonych.

Po ok. 45 minutach Kurdowie opuścili gmach - poinformowała agencja dpa, powołując się na świadków zdarzenia.

Przed europarlamentem demonstrowało we wtorek ok. 200-300 Kurdów, którzy domagali się obrony społeczności kurdyjskiej przed dżihadystami z Państwa Islamskiego. Według jednego z uczestników z całej Europy do Brukseli przybyło ok. 400 demonstrantów. "Zostaniemy tu dopóki czegoś nie zrobią (w tej sprawie). (W przeciwnym razie islamiści) wszystkich pozabijają. Musimy bronić naszego narodu" - powiedział.

Demonstracje Kurdów odbywały się tego dnia także w innych krajach. W kilku miastach Turcji, m.in. w Stambule, doszło do starć z policją.

Protesty zorganizowano również w kilku miastach Niemiec, kraju zamieszkanym przez najliczniejszą na Zachodzie społeczność kurdyjską. W Berlinie demonstrowało we wtorek ok. 600 Kurdów, a ostatniej nocy grupa ok. 500-600 osób przemaszerowało od tureckiego konsulatu do konsulatu USA we Frankfurcie, apelując o bardziej stanowcze działania w walce z IS. Kilkusetosobowe protesty odbywały się również w Bremie, Hamburgu i Getyndze.

W nocy z poniedziałku na wtorek kurdyjscy działacze przez kilka godzin w sposób pokojowy okupowali budynek holenderskiego parlamentu w Hadze; rano spotkali się z deputowanymi, by domagać się większego wsparcia dla syryjskich Kurdów.

Także we Francji Kurdowie protestowali w nocy przed parlamentem w Paryżu.

Kobane (arabska nazwa - Ajn al-Arab) to trzecie co do wielkości kurdyjskie miasto w Syrii, położone w północnej części kraju przy granicy z Turcją. Opozycyjne Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało we wtorek, że w trwającej od 16 września ofensywie IS na to miasto zginęło już ponad 400 osób, w większości kurdyjskich bojowników i dżihadystów. Według Obserwatorium rzeczywisty bilans jest z pewnością większy.

Dżihadyści zdołali zamknąć pierścień okrążenia wokół Kobane mimo nalotów sił międzynarodowej koalicji dowodzonej przez USA. W nocy z poniedziałku na wtorek napływały informacje, że IS opanowało już 70 proc. miasta. Mimo zaciekłego oporu kurdyjskich obrońców Kobane islamistom udało się opanować dalsze tereny w południowo-zachodniej części miasta.

Całkowite opanowanie Kobane dałoby IS kontrolę nad większością syryjsko-tureckiej granicy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje