"Polskie służby nie są w stanie ochronić ŚDM2016". Co na to organizatorzy i ABW?

Przed nami Światowe Dni Młodzieży. Mające się odbyć w lipcu przyszłego roku w Krakowie wydarzenie może przyciągnąć nawet 2 mln młodych ludzi. Według informacji Witolda Gadowskiego, polskiego dziennikarza, który m.in. przeprowadził wywiad z Polakiem walczącym w szeregach Państwa Islamskiego, terroryści „szykują się do zakłócenia” ŚDM 2016, a polskie służby nie są w stanie ochronić tak dużej imprezy. Co na to organizatorzy spotkania młodych z papieżem i ABW?

Zapytaliśmy organizatorów Światowych Dni Młodzieży, czy wiedzieli wcześniej o zagrożeniu, o którym mówi polski dziennikarz. - Dowiedzieliśmy się o tym z mediów - przyznał ks. Adam Parszywka z Komitetu Organizacyjnego ŚDM 2016. - Jesteśmy czujni na tego typu informacje i świadomi, że zagrożenie atakiem jest duże, choćby dlatego, że przybędzie tak wielu młodych w jedno miejsce - przyznaje.

Reklama

- Nie chciałbym jednak, żebyśmy popadli w nadmierną panikę. To jest bardzo ważne, żeby to nie doprowadzić do zastraszania czy nawet prowokacji, ale żeby to była cicha praca służb. Na tym polega istota tego zadania i wierzę, że taka praca jest wykonywana - mówi organizator.

Jak wyjaśnia, służby bezpieczeństwa nie kontaktują się bezpośrednio z członkami Komitetu Organizacyjnego, ale mają dostęp do potrzebnych danych. - Powołana została komisja trójstronna, w której skład wchodzą przedstawiciele organizatorów ŚDM, jednostki samorządowe i jednostki rządowe. Spotykamy się regularnie. Odpowiednie informacje, jak np. plany imprezy czy tras przejazdu papieża są i będą przekazywane - zaznacza ks. Parszywka.

Czasy się zmieniły

- W Polsce wielokrotnie odbywały się wizyty papieskie i były zabezpieczone w stopniu, który budził uznanie również służb zagranicznych. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że polskie służby są całkowicie nieprzygotowane na zbliżające się ŚDM w Krakowie - uspokaja Grzegorz Cieślak, koordynator Zespołu Analiz Zamachów Bombowych Centrum Badań nad Terroryzmem.

Ekspert dodaje jednak, że "czasy się zmieniły". - Zmiany przynoszą m.in. nieznane wcześniej sposoby werbowania bojowników, walczących u boku Państwa Islamskiego czy Al-Kaidy. Mamy do czynienia z zupełnie nową formułą wykorzystywania mediów społecznościowych - wyjaśnia.

Szczególnie niebezpieczne, zdaniem Cieślaka, są tzw. "samotne wilki" - choć jak przyznaje lepiej ich charakter oddaje amerykańska wersja tej nazwy, czyli "lone offender" ("samotny zawzięty", "samotny atakujący" - red.). Przykładem takiego działania jest np. Anders Breivik. Ekspert zaznacza, że przed masakrą w Oslo i na wyspie Utøya, jakiej Breivik był sprawcą, nie był wcześniej notowany. To oznacza, że nie było podstaw, żeby służby się nim interesowały. - To sprawia, że "lone offender" pozostaje typem ataku, który najtrudniej wykryć i odeprzeć -  zaznacza.

Imprezy masowe atrakcyjne dla terrorystów

W przypadku Światowych Dni Młodzieży i zagrożenia atakiem terrorystycznym działa też, jak to określił Cieślak, "kazus imprez masowych". - Duże zgromadzenia są atrakcyjnym celem dla terrorystów, bo zakłócając takie wydarzenie, nawet w ograniczonym stopniu, dysponuje się ogromnym potencjałem propagandowym - mówi. Zaznacza też, że sprawcy - którzy mogą, ale nie muszą być związani z organizacjami terrorystycznymi - wykorzystują również tło zdarzenia i ideologię, jaka stoi za określoną imprezą. - W przypadku ŚDM może się znaleźć fanatyk, który będzie je chciał zakłócić właśnie z powodu religijnego charakteru wydarzenia - mówi.

Potencjał propagandowy, o którym mówił specjalista, można przybliżyć na przykładzie zamachu na maraton w Bostonie. - Ten atak braci Cernajewów był przecież atakiem nieudanym taktycznie: wybuch nie był tak efektywny, jak chcieli tego zamachowcy. Wiemy to chociażby z zeznań tego z braci, który przeżył. Mimo że taktycznie było to wydarzenie nieudane, propagandowo i medialnie odcisnęło piętno na życiu Amerykanów- wyjaśnia Cieślak.  Zobacz też: Raport Specjalny: Eksplozje na maratonie w Bostonie.

Czy ŚDM w 2016 są na celowniku terrorystów? - Tego nie wiem, i uważam, że dziś trudno to określić, bez przeprowadzenia specjalistycznych analiz - podsumowuje Cielak.

"Wykonujemy swoje obowiązki"

Poprosiliśmy Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o ustosunkowanie się do zarzutów Gadowskiego, który mówi o kompletnym nieprzygotowaniu służb. W przesłanej nam informacji, ABW zapewnia, że "wykonuje swoje obowiązki zgodnie z ustawowymi zapisami" i "prowadzi standardowe działania, które pozwalają na zabezpieczenie przygotowań do imprez masowych, m.in. takich, jak Światowe Dni Młodzieży 2016 w Krakowie, przed ryzykiem wystąpienia ewentualnego zamachu terrorystycznego".

Agencja podkreśla, że współpracuje z innymi służbami odpowiedzialnymi za ochronę antyterrorystyczną RP i w tej sprawie - wzorem wizyt papieża z poprzednich lat - "będzie powołany zapewne sztab kryzysowy, w którym Agencja będzie pełniła rolę jednego z podmiotów" - czytamy w komunikacie. i dalej: "Jednak ze względu na termin wydarzenia, zaplanowanego na 2016 rok, pytania są przedwczesne. Niewątpliwie szersze informacje będą podawane w miarę zbliżającego się terminu wydarzenia".

Stwierdzenia Witolda Gadowskiego, który mówi m.in. o nieprzygotowaniu służb, ABW uznaje za "kłamliwe i krzywdzące dla służby oraz jej funkcjonariuszy".

Zapytaliśmy też, czy polskie służby mają informacje o możliwych atakach w trakcie ŚDM2016 w Krakowie? (o tym, m.in. informował wspomniany dziennikarz). Na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Nic nie wyklucza ataku w Polsce

Pozostaje pytanie, czy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ogóle może mówić o swoich potknięciach?

- Ostatnio wziąłem udział w zamkniętym eksperckim spotkaniu w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, gdzie rozmawialiśmy o uchodźcach - opowiada Cieślak. Wśród uczestników tego spotkania nie było zgody, co do tego, czy ABW jest przygotowana na monitorowanie bardzo dużej liczby osób. Oczywiście, ABW odpowiada, że jest przygotowana. Pamiętajmy, że to element polityki informacyjnej tej służby - mówi.

Jedno jest pewne: terroryzm na świecie się zmienia. Polski z tych rejonów świata, gdzie może dojść do zamachu, nic nie wyklucza.

W stosunku to tych zmian potrzebne są nowe mechanizmy do przeciwdziałania i walki z terroryzmem. - Mam wrażenie, że polskie służby się ich uczą. Ale o tym dowiemy się dopiero, kiedy one będą działać, albo kiedy nie zadziałają.  Na pewno nie wcześniej, nie z wypowiedzi funkcjonariuszy tych służb, bo mowa o działaniach niejawnych - podsumowuje. 



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje