Tunezja na celowniku dżihadystów. Wracają do kraju

Tunezyjskie tajne służby biją na alarm: do Tunezji mogą masowo wracać dżihadyści i stać się wielkim zagrożeniem.

Jeżeli rząd Tunezji nie będzie "nadzwyczajnymi środkami" zwalczał zradykalizowanych dżihadystów, powracających do kraju, Tunezja może stać się "nową Somalią". To ostrzeżenie pochodzące z oświadczenia tunezyjskich tajnych służb.

Posługują się każdą bronią

Reklama

Tunezyjskie służby bezpieczeństwa twierdzą, że powracający do kraju dżihadyści brali udział w walkach w Iraku, Syrii czy Libii, gdzie przeszli szkolenia wojskowe i potrafią obsługiwać wszystkie rodzaje broni, z najnowocześniejszą włącznie. Z tego względu rząd powinien sięgnąć po "nadzwyczajne środki" i m.in. pozbawiać ich obywatelstwa. Jak podaje MSW w Tunisie, do kraju powróciło już 800 dżihadystów. W ocenie jednej z grup ONZ w ekstremistycznych ugrupowaniach w Iraku i Syrii walczy ponad 5 tys. Tunezyjczyków.

Boją się terroru

W sobotę (24.12.2016) przed parlamentem w Tunisie setki ludzi protestowało przeciwko powrotowi dżihadystów do kraju. W demonstracji zorganizowanej przez kilka organizacji pozarządowych wzięło udział około 1500 osób. Bezpośrednim impulsem do demonstracji była wypowiedź prezydenta Tunezji Al-Badżi Ka’id as-Sibsiego, który stwierdził że władze nie są w stanie zapobiec powrotom dżihadystów.

Oczy zwrócone na Tunezję

Właśnie z Tunezji pochodził Anis Amri, domniemany sprawca zamachu na jarmark świąteczny w Berlinie, w trakcie którego w ubiegły poniedziałek (19.12.2016) zginęło 12 osób i około 50 zostało rannych. Ścigany przez policje listem gończym Amri został zastrzelony w piątek (23.12.2016) przez policję w Mediolanie.

W Tunezji w ostatnich dniach zatrzymano szereg dżihadystów. Początkowo nie było wiadomo, czy aresztowania te związane są z zamachem w Berlinie i domniemanym zamachowcem Amrim.

Na przedmieściach Tunisu policja rozbiła "niebezpieczną grupę", która przeprowadzała rekrutację bojowników i wysyłała ich za granicę, poinformowało MSW w Tunisie. Zatrzymani są w wieku od 25 do 40 lat.

W sobotę (24.12.2016) służby bezpieczeństwa zatrzymały trzech mężczyzn, których podejrzewa się o powiązania z Amrim. Jednym z podejrzanych był jego bratanek. Amri miał go namawiać do złożenia przysięgi wierności tzw. "Państwu Islamskiemu".

Krucha demokracja

Tunezja jest co prawda jedynym krajem, który jako demokracja przetrwał arabską wiosnę 2011, ale kraj ten ma poważne problemy z ekstremistami. Tunezyjczycy stanowią największą grupę zagranicznych bojowników tzw. "Państwa Islamskiego" poza Syrią i Irakiem. Także sama Tunezja stała się celem zamachów. W ubiegłym roku na skutek ataków terrorystów zginęło ponad 70 osób.

DPA, AFP / Małgorzata Matzke

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje