Polska prezydencja w UE

Ponad 7,5 mln zł na tłumaczenia podczas polskiej prezydencji

Tłumaczeniami spotkań europejskich polityków i urzędników podczas polskiej prezydencji, a także różnych dokumentów, zajmą się wykwalifikowani tłumacze z instytucji UE oraz firm zewnętrznych wyłonionych w przetargach. Rząd zapłaci za to ponad 7,5 mln zł.

W Polsce, podczas półrocznego przewodnictwa w Radzie UE, zaplanowanych jest ponad 300 spotkań na różnym szczeblu, począwszy od szczytu Partnerstwa Wschodniego, przez nieformalne rady ministerialne, po konferencje i posiedzenia eksperckie.

Reklama

Spotkania i konferencje najwyższej rangi, czyli np. szczyt Partnerstwa Wschodniego planowany na 29-30 września, czy spotkania szefów różnych ministerstw będą obsługiwane przez tłumaczy z Dyrekcji Generalnej ds. Tłumaczeń Ustnych w Komisji Europejskiej.

Dyrektor departamentu koordynacji przewodnictwa Polski w Radzie UE w MSZ Joanna Skoczek przyznała w rozmowie z PAP, że wprawdzie są to drodzy tłumacze, ale "z najwyższej półki" swobodnie posługujący się terminologią używaną na spotkaniach politycznych związanych z tematyką unijną. Obowiązek wykorzystania tłumaczy z KE podczas spotkań wynika z unijnych przepisów.

Najczęściej spotykanym układem tłumaczeniowym jest 6:6, co oznacza, że uczestnicy spotkania będą mogli wypowiadać się w sześciu językach: polskim, angielskim, francuskim, niemieckim, hiszpańskim i włoskim, na które będą też tłumaczone ich wypowiedzi. Taki system ma być wykorzystany podczas posiedzeń m.in. ministrów ds. środowiska, ministrów ds. zatrudnienia i polityki społecznej.

Podczas posiedzeń ministrów ds. rolnictwa oraz spraw wewnętrznych przewidziany jest reżim 22:6, co oznacza, że każdy z ministrów może mówić w swoim języku ojczystym.

Z kolei np. konferencja z udziałem ministrów zajmujących się energetyką będzie tłumaczona w systemie 4:4, co oznacza, że na spotkaniu będzie można się posługiwać czterema językami: polskim, francuskim, angielskim i rosyjskim i na te same języki będą tłumaczone wypowiedzi uczestników. Przewidziane są także posiedzenia tylko w języku angielskim.

Tłumaczeniami spotkań niższej rangi, czyli konferencjami, seminariami zajmie się firma zewnętrzna, wyłoniona w przetargu.

Z kolei np. dokumenty na posiedzenia odbywające się w Polsce, czy informacje, które znajdą się na oficjalnym portalu prezydencji mają być tłumaczone przez inną zewnętrzną firmę, maksymalnie na cztery języki obce. Pomagać ma w tym również wydział resortu spraw zagranicznych odpowiedzialny za tłumaczenia.

Konfiguracja tłumaczeń, tzn. wyznaczenie liczby języków, którymi można się posługiwać podczas spotkań oraz w których można słuchać tłumaczeń, uzależniona jest od uczestników, rangi spotkania, skomplikowania tematu, który jest na nim poruszany.

Skoczek podkreśliła, że "im bardziej specjalistyczny temat, tym liczba języków powinna być mniejsza, ponieważ każdy dodatkowy język może być przeszkodą we właściwym zrozumieniu tekstu".

Dowiedz się więcej na temat: prezydencja Polski w UE

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje