Turcja: ​Stambuł przeżywa turystyczną katastrofę

​Stambuł przeżywa turystyczną katastrofę. Mimo wakacji, do miasta przyjeżdżają jedynie nieliczni turyści z zagranicy. Powodem jest zarówno niedawny nieudany pucz, jak i wcześniejsze zamachy.

Okolice Błękitnego Meczetu każdego lata są po brzegi wypełnione turystami. Teraz jednak można spotkać tu głównie Turków i nieliczne grupy z innych krajów Bliskiego Wschodu. Gości z Zachodu niemal nie widać.

Reklama

Para Australijczyków Eleni i Iko nie ukrywają, że również dla nich to dziwny widok. "Mieszkańcy sa bardzo przyjaźni" - mówią turyści. "Starają się pomagać, jak mogą. My czujemy się tu świetnie. Czasem tylko jesteśmy jedynymi turystami na ulicy, więc sprzedawcy tylko nas chcą zaciągnąć do sklepów, bo nie mają na kim zarobić" - mówi Eleni.

Lindsey z Kanady była już w Stambule, a teraz przyjechała na spotkanie UNESCO. Przyznaje, że takich turystycznych pustek jeszcze w mieście nie widziała. "Jest inaczej. Jeśli pójdzie się do sklepów, wszyscy pracują, widać normalny dzień, ale nie jest to zbyt pocieszające" - dodaje Kanadyjka w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia.

Liczba turystów w Stambule systematycznie spada od początku roku. W styczniu w rejonie Błękitnego Meczetu doszło do zamachu w którym zginęło 10 turystów. Do ataku przyznało się tak zwane Państwo Islamskie.

Jak relacjonuje ze Stambułu specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, dochody z turystyki w Turcji systematycznie rosły od 2010 roku, a przychody w branży stanowiły nawet 5 procent PKB. Jednak rok 2016 jest pod tym względem najgorszy od ponad 35 lat.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje