Proces Katarzyny W.

Ojciec Magdy ponownie zeznaje w procesie Katarzyny W.

M.in. o okoliczności badania wariografem pytał w poniedziałek sąd Bartłomieja W., który kontynuuje składanie zeznań jako świadek w procesie swej żony Katarzyny, oskarżonej o zabicie ich półrocznej córki Magdy.

Świadek mówił, że Katarzyna W. była badaniu niechętna ze względu na sposób działania Krzysztofa Rutkowskiego - obliczony na zwiększenie szumu medialnego i reklamę Rutkowskiego.

Reklama

Odczytywane obszerne fragmenty wcześniejszych wyjaśnień ojca Magdy ze śledztwa, sędzia Adam Chmielnicki przerywał w poniedziałek szczegółowymi pytaniami o niektóre wątki. Ojciec dziewczynki był już przesłuchiwany podczas rozprawy 7 maja. Sąd pytał go wówczas m.in. o okoliczności korzystania z komputera należącego do małżeństwa W. Bartłomiej zeznał, że choć oboje mieli osobne profile, zdarzało się, że korzystali z profilu współmałżonka. Z tego samego komputera korzystał też brat Katarzyny.

"Nigdy nie dyskutowałem z żoną o kremacji"

Ojciec Magdy zaprzeczył wówczas, by kiedykolwiek w internecie szukał informacji na temat zabicia bez pozostawienia śladów czy kremacji niemowlaka. W poniedziałek zapewnił, że nigdy nie dyskutował z żoną o kremacji, tradycyjnym pochówku, ani o zasiłku pogrzebowym.

Pytany w poniedziałek, czy przed 24 stycznia obawiali się o zdrowie dziecka, Bartłomiej W. odparł, że wręcz przeciwnie - w weekend przed tym dniem dzwonili do matki Bartłomieja W. z informacją, że córce wychodzi pierwszy ząb. Bartłomiej W. zapewnił też, że z żoną nie rozmawiał o ubezpieczeniu dziecka na życie. W styczniu Katarzyna W. zaczęła go ponaglać, co do kwestii ubezpieczenia społecznego, związanego m.in. z wizytami u lekarza, natomiast nie chodziło o ubezpieczenie na życie.

"Katarzyna W. przekazała mężowi drugą wersję"

7 maja Bartłomiej W. szczegółowo opowiadał też o 24 stycznia ub. roku, kiedy żona mówiła mu, że ktoś porwał Magdę oraz o zaangażowaniu w poszukiwanie dziecka Krzysztofa Rutkowskiego i organizowanych z jego inicjatywy konferencjach prasowych. W jego ocenie, Rutkowski zrobił w tej sprawie, co do niego należało - rozwikłał sprawę zniknięcia dziecka. To w rozmowie z Rutkowskim Katarzyna przyznała, że Magda nie została porwana. Miała później pretensje, że nagranie z jej wyznaniem zostało przekazane mediom.

Już po tym, jak porwanie okazało się sfingowane, Katarzyna W. przekazała mężowi drugą wersję, tę samą, którą obrona prezentuje przed sądem - że dziecko wypadło jej z rąk.

W poniedziałek sąd pytał ojca Magdy m.in. o wątek badania wariografem, któremu oboje mieli się poddać podczas poszukiwań dziewczynki, Bartłomiej W. wskazał, że żona była im niechętna. Miała mówić, że to kolejny wymysł Krzysztofa Rutkowskiego obliczony na zwiększenie szumu medialnego i jego reklamy. Nie mówiła, że obawia się wyniku, ale że nie chce brać w tym udziału - z tych przyczyn.

- Poczułem się zbywany taką wypowiedzią, że była to odpowiedź, która miała mnie zadowolić. Miałem wątpliwości czy to jedyna przyczyna. Rozmawialiśmy do rana na ten temat i mówiłem żonie dwukrotnie, że jeżeli jest coś, o czym nie chce powiedzieć nawet mnie, można przełożyć to badanie lub z niego zrezygnować. Ale odpowiadała, że wszystko jest w porządku - mówił Bartłomiej W.

"Plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia"

Podczas poniedziałkowej rozprawy sąd ma jeszcze rozpatrzeć wniosek obrońcy Katarzyny W. o powołanie nowych biegłych. Mają to być specjaliści laryngologii, neonatologii oraz medyk sądowy. Tego dnia rozpatrywana ma być też kwestia przedłużenia aresztu oskarżonej. Zdaniem obrony przedstawione dotąd informacje niwelują uzasadniającą dotychczasowy areszt przesłankę wysokiego prawdopodobieństwa popełnienia zarzucanego Katarzynie W. czynu.

Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki dziecko miało zostać porwane z wózka w centrum miasta. Na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia, wcześniej próbowała zatruć córkę tlenkiem węgla. 24 stycznia miała rzucić dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według niej dziecko wypadło jej z rąk na podłogę i zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy