Spór o przeszłość Wałęsy

"Wałęsa przejął część akt o swojej przeszłości"

Instytut Pamięci Narodowej bierze odpowiedzialność za tezy zawarte w książce "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM Janusz Kurtyka.

Prezes IPN przyznał wprawdzie, że nie ma w niej stuprocentowego dowodu na to, że to właśnie Lech Wałęsa był "Bolkiem", ale tylko dlatego, że "tego typu dokumenty zostały starannie na początku lat 90. wyprowadzone".

Reklama

Konrad Piasecki: Obok nas 751 stron "SB a Lech Wałęsa". Panie prezesie, bierze pan pełną odpowiedzialność za każde słowo tego dzieła?

Janusz Kurtyka: Ta książka jest dziełem dwóch historyków, natomiast wydaje ją Instytut Pamięci Narodowej.

Instytut Pamięci Narodowej się pod nią podpisuje?

Tak. Oznacza to, że Instytut Pamięci Narodowej bierze również odpowiedzialność za tezy tej książki.

Pod głównymi stwierdzeniami, że Lech Wałęsa był "Bolkiem", pobierał od Służby Bezpieczeństwa pieniądze, a później czyścił i fałszował swoje teczki, pan - prezes Instytutu Pamięci Narodowej - podpisuje się bez żadnych wahań i wątpliwości?

Z tej książki jednoznacznie wynika, że pan Lech Wałęsa na początku lat 90. przejął znaczną część archiwaliów dotyczących swej przeszłości z początku lat 70. Z tego faktu wynika szereg konkretnych wątpliwości.

A wcześniej był "Bolkiem" i pobierał za to pieniądze.

Wynika również, że pan Lech Wałęsa był na początku lat 70. zarejestrowany jako tajny współpracownik. Zachowała się dokumentacja będąca następstwem tej rejestracji.

Ma pan stuprocentowe poczucie i przekonanie, że jeśli Lech Wałęsa wytoczy IPN-owi proces i zażąda - jak mówi - miliona euro, to jest pan w stanie udowodnić, że on "Bolkiem" był i wygrać ten proces?

Panie redaktorze. Myślę, że tutaj porusza się pan w zupełnie innej rzeczywistości. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że książka ta jest dziełem naukowym, jest produktem wolności badań i słowa, i odpowiada na olbrzymie zapotrzebowanie społeczne. Problem ten w latach 90. był jednym z centralnych punktów debaty publicznej. Nikt nie pokusił się do tej pory o to, żeby tak naprawdę zebrać wszystkie dokumenty, zanalizować je, poddać krytyce i przedstawić opinii publicznej.

To wszystko - zgoda. Pytam, czy ma pan poczucie i przekonanie, że pan na podstawie tego, co zrobili Cenckiewicz z Gontarczykiem, jest w stanie udowodnić Lechowi Wałęsie przed sądem, że był "Bolkiem", bo inaczej pan zapłaci straszne pieniądze?

My poruszamy się jednak w rzeczywistości badań naukowych.

Tak, ale te badania naukowe mają swoje odzwierciedlenie i swoje następstwa w sądach i polityce.

Sądy nie są od tego, żeby decydować o prawdzie historycznej.

A jeśli będą musiały? Jeśli Lech Wałęsa wytoczy wam proces to?

Zobaczymy, co przyniesie debata publiczna, która - mam nadzieję - będzie się odbywała.

Pytam dlatego, że przeczytałem tę książkę. Rzeczywiście ten ciąg poszlak, który w niej jest, trudno obalić.

I dowodów źródłowych?

Ale jednocześnie tam nie ma dokumentu z podpisem Lecha Wałęsy, nie ma zobowiązania współpracy, nie ma pokwitowania odbioru pieniędzy. Tam takiego absolutnie stuprocentowego, jednoznacznego dowodu nie ma. Przyzna pan?

Dlatego, że dokumenty tego typu zostały starannie na początku lat 90. wyprowadzone - jak to piszą autorzy - spod dyspozycji Urzędu Ochrony Państwa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje