​Nie tylko Beksiński i Penderecki

Ai Weiwei, Michael Sailstorfer, Wolfgang Tillmans, Olafur Eliasson, Alicja Kwade. Prace tych artystów światowej sławy można oglądać w jednej z najbardziej niezwykłych i jednej z najbardziej uznanych berlińskich galerii - Boros Bunkier, prywatnym zbiorze sztuki nowoczesnej ulokowanym w dawnym nazistowskim bunkrze. Ostatnie z nazwisk należy do Polki. W Berlinie zna je każdy, kto chociaż trochę interesuje się sztuką.

Kwade, urodzona w Katowicach absolwentka berlińskiego Uniwersytetu Sztuki, rocznik 1979, chętnie eksplorująca w swoich pracach temat związków między przedmiotami a czasem i przestrzenią, zaliczana jest w stolicy Niemiec do elitarnego grona twórców, którzy liczą się na tym wymagającym rynku  - jak Paweł Althamer, Zbigniew Libera czy Robert Kuśmirowski. Miała duże wystawy, z których każda przyciągała tłumy. Jej instalacje są w cenie. W Polsce nazwisko "Kwade" wciąż rozpoznają nieliczni - głównie kuratorzy i historycy sztuki. 

Reklama

Rozdźwięk między rozpoznawalnością w kraju a za granicą nie jest wyłączną domeną młodych twórców sztuki nowoczesnej. Nazwiska, które kojarzy prawie każdy Polak, jak Zdzisław Beksiński, niekoniecznie pokrywają się z rankingami artystów układanymi przez przedstawicieli czołowych współczesnych galerii. W pierwszej dziesiątce zestawienia Kompas Sztuki, ogłaszanym od 2007 roku (obejmuje on twórców aktywnych po 1945 roku, zarówno żyjących, jak i zmarłych) obecni są m.in. Alina Szapocznikow, Mirosław Bałka czy Tadeusz Kantor. To twórcy, których prace cieszą się największym wzięciem wśród kolekcjonerów, co przekłada się również na zestawienia najbardziej znanych polskich artystów za granicą. Są wśród nich m.in. Igor Mitoraj, Wilhelm Sasnal czy Magdalena Abakanowicz.

A co z takimi twórcami, jak M-City, czyli Mariusz Waras, urodzony w 1978 roku w Gdyni absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, którego wielkoformatowe malowidła można oglądać na całym świecie od Bolonii po Meksyk? Jego artystyczny pseudonim zna doskonale międzynarodowe grono wielbicieli street artu. Nie jest zresztą jedynym rozpoznawalnym pod tym względem Polakiem. Nasza szkoła muralu już dekadę temu stała się artystycznym towarem eksportowym. Jego twórcy, jak "Sepe" Wiręga,  Sławek "Zbiok" Czajkowski, Tone czy Gregor Gonsior, w większości roczniki 70. i 80, zostawiają po sobie ślad w różnych miastach świata. Chociaż mural to wyjątkowo demokratyczna forma sztuki - może podziwiać ją na co dzień każdy, niekoniecznie wykształcony artystycznie odbiorca - nazwiska polskich gwiazd street artu też często mówią więcej przeciętnemu odbiorcy za granicą niż w kraju.   

Podobnie w dziedzinie muzyki. W zeszłorocznym rankingu publikowanym przez serwis Spotify najczęściej słuchanym za granicą polskim wykonawcą był pochodzący z Olsztyna Skytech, czyli Mariusz Dziewulski, producent specjalizujący się w gatunku trance, który wyrobił sobie silną markę na międzynarodowej scenie klubowej. Może dziś poszczycić się milionem słuchaczy w Spotify. Na drugim miejscu znalazł się polski DJ tworzący w nurcie progressive house Tom Swoon, zaś dopiero na dziesiątym stosunkowo mocno rozpoznawalny w Polsce Taco Hemingway.

Polskim muzycznym towarem eksportowym jest bez wątpienia black metal - wystarczy wspomnieć choćby o zespole Vader, który pracował na sukces od lat 90., wydając płyty w zachodnich wytwórniach. Dziś w wielu krajach, w tym w Japonii, ma status wręcz kultowy. Wśród artystów rozpoznawalnych i cenionych za granicą, tworzących w różnych nurtach - od muzyki poważnej, poprzez eksperymentalną, po nowe, transowe brzmienia, oprócz Krzysztofa Pendereckiego czy Leszka Możdżera są m.in. Skalpel, Patti Yang czy Iza Lach. Ale również Tekla Bądarzewska, polska kompozytorka urodzona w Mławie około 1829 roku. 

Napisana przez nią w wieku zaledwie 22 lat miniatura fortepianowa "Modlitwa dziewicy" już w XIX wieku stała się jednym z najpopularniejszych utworów instrumentalnych na świecie, a na przełomie XX i XXI wieku zyskała drugą młodość za sprawą Japończyków. To w tym kraju w 2007 roku ukazał się pierwszy w historii album z kompozycjami Bądarzewskiej, zawierający szesnaście od dawna niewykonywanych utworów. Tuż po wydaniu stał się trzecią najlepiej sprzedającą się płytą z muzyką klasyczną w Japonii. Dziś, rozmawiając z Japończykami o polskich kompozytorach, oprócz uwielbianego w tym kraju Chopina warto pochwalić się znajomością nazwiska Tekli Bądarzewskiej. "Modlitwę dziewicy" zna tam prawie każdy. W Polsce - mało kto.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje