Referendum ws. Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Referendum ws. JOW-ów. "Skuteczne i odpowiedzialne rządzenie"

Prof. Antoni Kamiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN uważa, że zmiana ordynacji wyborczej na jednomandatowe okręgi wyborcze oznacza opowiedzenie się za skutecznym i odpowiedzialnym rządzeniem, wartościami, których brakuje w istniejącym w Polsce systemie ustrojowym.

Były szef Transparency International Polska i znany propagator jednomandatowych okręgów wyborczych w wypowiedzi dla PAP pozytywnie ocenił decyzję prezydenta Bronisława Komorowskiego o rozpisaniu referendum. 6 września Polacy będą mieli możliwość opowiedzenia się m.in. ws. JOW-ów.

Reklama

Profesor podkreślił, że kwestia ordynacji wyborczej to - obok decyzji o modelu rządu (parlamentarno-gabinetowego, prezydenckiego lub półprezydenckiego) - najważniejszy wybór ustrojowy i warto dać polskim obywatelom szansę zajęcia w tej sprawie stanowiska.

Podpisy Platformy Obywatelskiej

Kamiński przypomniał, że w 2005 r. Platforma Obywatelska zbierała podpisy pod petycją w sprawie referendum dotyczącego JOW-ów. "W bardzo krótkim czasie zebrała wtedy 750 tys. podpisów". Jego zdaniem pokazuje to, że jest to temat, który "interesuje Polaków". Jednocześnie, jak dodał, nie da się go rozwiązać "na gruncie czysto analitycznym, ponieważ istnieją pewne argumenty za ordynacją większościową i argumenty przeciw niej".

Powołując się na stanowisko wyrażone przez prof. Pippa Norris, politolożkę z Uniwersytetu Harvardzkiego, Kamiński wskazał, że decyzja ordynacji wiąże się z wyborem pomiędzy wartościami: "jeżeli ktoś przede wszystkim ceni skuteczność i odpowiedzialność rządu, wybiera okręgi jednomandatowe. Jeśli natomiast ceni sprawiedliwość i proporcjonalność reprezentacji, wybiera ordynację proporcjonalną". Zdaniem profesora, nie ma lepszej metody rozwiązania tego dylematu niż referendum. "To społeczeństwo powinno określić, które wartości ceni wyżej" - przekonywał.

Jak tłumaczył, "jednomandatowa ordynacja wyborcza prowadzi do systemu dwupartyjnego, w związku z czym partia, która wygrywa wybory, tworzy rząd". "To przejrzysta sytuacja. W tym systemie racjonalny przywódca partii tak tworzy program, żeby był on interesujący i atrakcyjny dla jak największej części wyborców" - ocenił. "Jeżeli ja jestem wyborcą lewicowym, a wygrywa opcja konserwatywna, to mogę zakładać, że nie będzie ona w sposób zbyt zdecydowany działać przeciwko moim interesom" - dodał. W systemie proporcjonalnym, opartym na wielomandatowych okręgach, funkcjonuje natomiast wiele partii, w związku z czym "nieuniknione jest tworzenie koalicji, w ramach których program rządu jest następnie negocjowany. Ten program może nie mieć wiele wspólnego z programami poszczególnych koalicjantów, który był sprzedawany w wyborach" - zaznaczył. Zdaniem profesora, utrudnia to wyborcom rozliczanie rządzących.

Kamiński zwrócił uwagę na nieproporcjonalnie istotną rolę w polskiej polityce niewielkich klubów. "Np. Polskie Stronnictwo Ludowe, które od lat nie przekracza w wyborach parlamentarnych 10 proc. głosów, stanowi jednocześnie niezbędnego partnera wielu koalicji. Partia, która ledwo osiąga próg wyborczy ma ogromną rolę polityczną, dostaje ważne resorty - takie jak rolnictwo czy gospodarka - i wpływa na ważne sektory państwa, mimo że ich poparcie społeczne jest minimalne".

W systemie proporcjonalnym mamy do czynienia z większą różnorodnością, ale nie przekłada się to - według Kamińskiego - na praktycznie funkcjonowanie władzy ustawodawczej. "Mamy np. do czynienia z instytucją sejmowej zamrażarki, za sprawą której inicjatywy czy interpelacje klubów spoza koalicji rządzącej są ignorowane, a stronnictwa te - de facto wykluczane z uczestnictwa w tworzeniu polityki państwa" - podkreślił.

Według Kamińskiego, ordynacja proporcjonalna wzmacnia kierownictwa partii politycznych. To do nich należy bowiem "decyzja, czy trafi się na listę wyborczą i, ewentualnie, na które miejsce". "W przypadku obowiązywania JOW-ów, decyzje te zapadają natomiast na dole - podejmują je niższe szczeble organizacji partyjnych" - zapewniał. Zdaniem profesora, o ile to kierownictwo partii ponosi odpowiedzialność za wypracowywanie programu dla kraju, o tyle nie powinno ono być jedyną instancją podejmowania decyzji personalnych. "To, że ktoś został wybrany przez wyborców w jednomandatowym okręgu, daje mu pewną siłę moralną w stosunku do kierownictwa" - podkreślił.

Prezydent Wrocławia musiał zrezygnować

Kamiński ocenił, że ordynacje te nie sprowadzają się do trybu głosowania oraz tego, jak głosy przekładają się na mandaty. "To są dwa bardzo różne systemy instytucji. Zmiana ordynacji prowadzi do transformacji funkcjonowania systemu partyjnego w ogóle" - podkreślił. Dlatego, zdaniem profesora, nie ma sensu przewidywanie wyników wyborczych w ordynacji jednomandatowej na podstawie danych z systemu proporcjonalnego.

"Zadano mi ostatnio pytanie, kto jest przywódcą Partii Demokratycznej w Stanach Zjednoczonych. Nie ma takiej osoby. Jest szereg liderów, którzy konkurują między sobą o stanowiska gubernatorów oraz o stanowisko prezydenta USA" - zauważył. "Tymczasem w Polsce, gdy parę lat temu prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz rozważał start w wyborach na prezydenta RP, od razu powiedziano mu, że cofnie się finansowanie dla Wrocławia, jeśli nie ustąpi. I on zrezygnował" - dodał. Jak ocenił, w Polsce scena polityczna jest zacementowana, nie funkcjonuje to, "co jest istotą zasad demokratycznego życia publicznego: otwartość i konkurencja".

Według Kamińskiego oceny części konstytucjonalistów w sprawie domniemanej niekonstytucyjności pytania referendalnego dotyczącego ordynacji wyborczej są "niezrozumiałe". "Niezgodne z aktualnymi postanowieniami konstytucji, które ustanawiają ordynację proporcjonalną jako obowiązującą w wyborach do Sejmu, może być ewentualnie wyrażone w referendum stanowisko obywateli. Czym innym jest jednak pytanie o słuszność takich czy innych rozwiązań konstytucyjnych" - ocenił.

Jak podkreślił, w konstytucji jest również zapis o tym, że najwyższą władzę w państwie stanowi naród. Profesor przyznał zarazem, że - zgodnie z prawem - stanowisko wyrażone w referendum nie będzie wiążące dla Sejmu, choć, jak ocenił, parlamentarzyści powinni "wziąć głos społeczeństwa pod uwagę". Kamiński zwrócił zarazem uwagę na pewną niestosowność sytuacji, w której "to politycy decydują o tym, jaką metodą są wybierani do parlamentu". "Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie" - ocenił. O wyborczych regułach gry w odniesieniu do Sejmu powinno, w jego opinii, decydować inne ciało, np. przez Senat.

Jako "bardzo niski" Kamiński ocenił poziom przedreferendalnej debaty publicznej. "Słyszy się np. argument, że zmiana ordynacji zdestabilizuje system polityczny. We Włoszech, w 1993 r., wprowadzono zmianę ordynacji wyborczej, polegającą na tym, że 75 proc. posłów do parlamentu wybierane było w okręgach jednomandatowych, a pozostałe 25 - w ordynacji proporcjonalnej. Nie spowodowało to żadnych istotniejszych zakłóceń" - podkreślił. Profesor przyznał jednak, że demagogia i tendencja do absolutyzowania swoich racji pojawia się po obu stronach dyskusji o ordynacji.

Profesor pozytywnie odniósł się do roli Pawła Kukiza w nagłośnieniu idei JOW-ów. Jak dodał, wśród jego wyborców nie brakuje grup, które "bardzo trzeźwo patrzą na problemy polskiego państwa i chciałyby, żeby tym państwem trochę potrząsnąć, żeby politycy brali pod uwagę obywateli". Według Kamińskiego, stan polskiego państwa, administracji, służby zdrowia i innych usług politycznych daje uzasadnione powody do niepokoju. Fenomen Kukiza, który w wyborach prezydenckich zdobył 20,8 proc. głosów, stanowi zaś - jego zdaniem - naturalną reakcję na arogancję i paternalizm polskich elit politycznych oraz ich lekceważący stosunek do wyborców.

Kamiński skrytykował koncepcję, za którą opowiedział się m.in. prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, by wprowadzić w Polsce ordynację mieszaną, wzorowaną na niemieckiej, gdzie każdemu wyborcy przysługują dwa głosy - jeden na listę partyjną, jeden na kandydata w jednomandatowym okręgu wyborczym. Zdaniem profesora, głos na partię jest w systemie niemieckim głosem ważniejszym. "To tak, jakbym na pytanie, czy wolę kawę, czy herbatę, odpowiedział: kompromis: pół kawy, pół herbaty. Jeżeli mówimy o dwóch różnych systemach ustrojowych, trzeba wybrać albo jedną, albo drugą możliwość" - ocenił.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje