Minister Zalewska o reformie edukacji: Zdążyliśmy

- ​Szkoły zdążyły. Wszystko przygotowaliśmy, policzyliśmy, spotkaliśmy się też z kuratorami, którzy z kolei rozmawiali z dyrektorami. Szkoła jest żywym organizmem. Zdajemy sobie sprawę, że w różnych miejscach, mogły się zdarzyć różne kwestie. Na tym polega wdrażanie dużej reformy - mówi gość Roberta Mazurka w RMF FM minister edukacji Anna Zalewska pytana o reformę oświaty, która weszła w życie od 1 września.

Robert Mazurek: Czy szkoły zdążyły z przygotowaniem nowego roku w nowej rzeczywistości szkolnej?

Anna Zalewska: - Tak, szkoły zdążyły. Przed rozpoczęciem roku szkolnego nie tylko wszystko przygotowaliśmy, nie tylko policzyliśmy, ale również spotkaliśmy się z kuratorami, którzy z kolei mieli obowiązek spotkać się ze wszystkimi dyrektorami szkół, by omówić, czy są jakieś zagrożenia, czy jest jakiś kłopot, czy w czymś trzeba pomóc...

I oczywiście wszystko znakomicie...

- Szkoła jest żywym organizmem. W związku z tym jesteśmy przy tej szkole, monitorujemy i zdajemy sobie sprawę, że w różnych miejscach w indywidualnych sytuacjach mogą zdarzać się różne kwestie. Jesteśmy uzależnieni od dziesiątków podmiotów...

Tak też myślałem, że wszystko jest świetnie. A jeśli coś nie domaga, to my to zaraz naprawimy, już pędzimy.

- Na tym polega wdrażanie dużej reformy. Ale ja muszę zacząć od podziękowań. Ja już te podziękowania składałam na ręce redaktora Mazurka, dla wydawców, dla pomysłodawców...

Reklama


Nie miałem z tym nic wspólnego, ale przyjąłem oczywiście podziękowania...

- ...Tych gabinetów, które państwo fundują szkołom. Rzeczywiście jestem pod wrażeniem, bo sama uruchomiłam program "Aktywne tablice" i ogłosiłam program "Laboratorium", by w każdej szkole był gabinet przyrodniczy.

Serdecznie dziękujemy za ciepłe słowa, ale porozmawiajmy o szkole, bo niektórzy rodzice nie podzielają pani entuzjazmu. I mam wrażenie, że jednak mają ku temu powody. To znaczy: drugie zmiany w szkołach, co było plagą, w tej chwili stają się jeszcze powszechniejsze, bo mimo niżu demograficznego, o czym będzie pani mówić pewnie przy okazji zwolnień nauczycieli, tak naprawdę więcej uczniów, a nie mniej musi się pomieścić w szkołach podstawowych.

- Nie, to jest tylko i wyłącznie kwestia, jak zaplanowano rekrutację do klasy pierwszej.

Ale to co? Mieli nie przyjąć pierwszaków?

- Na przykład nie 17 oddziałów, a 8 - bo są takie między innymi w Warszawie.

Ale to znaczy po 30 osób w jednej klasie?

- Nie, nie wolno takich klas, szczególnie w klasach 1-3. Panie redaktorze, rzeczywiście to jest problem, który nie wynika z przekształcenia. To jest problem dwuzmianowości. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów na świecie, który tę dwuzmianowość ma. I to jest problem, który dostrzegamy, i który będziemy pomału eliminować.

Bardzo pomału, dlatego że na przykład teraz dziecko naszej koleżanki redakcyjnej, które poszło do siódmej klasy ma dwie godziny polskiego w piątek, uwaga, o godzinie 16 i 17. Jak w piątek chce pani, późnym popołudniem, po całym tygodniu nauki, skłonić dziecko, by na przykład pisało pracę klasową. Bo rozumiem, że dzieci mają teraz więcej pisać niż kiedyś.

- To pytanie do pani prezydent Gronkiewicz-Waltz, która zresztą...

... Tak, oczywiście...


... mówiła, że na przykład w Śródmieściu nie są potrzebne szkoły. Cytujemy tutaj zeznania świadków komisji weryfikacyjnej, ale - proszę państwa - proszę przypomnieć sobie, że za inwestycje, za szkoły, za budynek, za wyposażenie, zgodnie ze wszystkimi możliwymi przepisami, odpowiada samorząd. Jeżeli przez bardzo wiele lat...

Pani minister, rok temu rozmawialiśmy i dokładnie to samo...

- ... Przez bardzo wiele lat, panie redaktorze...

... Ja wiem, przez osiem lat, Polki i Polacy...

- ... kumulowano roczniki. Nie, nie, to jest kwestia kilkunastu lat. I trzeba co najmniej kilku, włącznie z zachętami finansowymi, żeby wreszcie wyjść z tej dwuzmianowości. Bo - na przykład - powiedzmy, że od dzisiaj jest jedna zmiana w Warszawie. Co to znaczy? Że pani prezydent Gronkiewicz-Waltz musi wybudować albo kupić kilkadziesiąt budynków.

Pani minister, przecież doskonale pani wie, że to było do przewidzenia. Rok temu rozmawialiśmy i ja pani sam to mówiłem, że wy przygotowujecie reformę, którą zwalacie na barki samorządów, a jak coś nie będzie grało, to powiecie: "No, samorządy się nie spisały".

- Nie, byliśmy z samorządami.

Mamy więc dokładnie to, co było łatwe do przewidzenia.

- To jest nieprawda, to nie jest wynik przekształcenia...

Dobrze, to porozmawiajmy o tym, co jest wynikiem przekształcenia...

- Będziemy gotowi do takich rozmów, kiedy będziemy mieć wszystkie dane w systemie informacji oświatowej, czyli na przełomie października i listopada.

We wrześniu za dwa lata nastąpi wielka kumulacja, czyli dzisiejsze siódme klasy oraz dzisiejsze drugie klasy gimnazjum, skończą swoje szkoły i będą chciały się dostać do liceów, do techników. No i co? I się nie dostaną, bo będzie dwa razy więcej uczniów.

- Nie. Oczywiście mamy to, panie redaktorze, policzone. W związku z niżem demograficznym wszystkie dzieci zwyczajnie się zmieszczą. I to nie kumulacja...

Tak, zmieszczą się. I to nie w tych dobrych szkołach, tylko tam, gdzie...

- Panie redaktorze, uznajemy, że zależy nam na tym, żeby były dobre szkoły, w tym branżowe szkoły, w tym technika. W wielu warszawskich technikach jest pięć osób na jedno miejsce.

Ale ja nie mam nic przeciwko technikom. Mówię teraz o tym, że ta wielka kumulacja spowoduje, że bardzo wiele dzieci będzie przeżywało większy stres, bo będzie wiedziało, że więcej niż zwykle chętnych jest na to ich miejsce wymarzone w tym ich liceum czy technikum.

- Proszę państwa, pan redaktor mówi tutaj o wielkiej kumulacji, czyli o roczniku 650 tys. To jest ta wielka kumulacja.

Nie to są dwa roczniki, pani minister.

- Ale to jest właśnie 650 tys. Dlatego że w tej chwili mamy roczniki po 300 - 320 - 350 tys. Po prostu mamy dramatyczny niż demograficzny. I na przykładzie bardzo wielu dużych miast, przy przekształceniach wiele szkół, gimnazjów miało ambicje, by przekształcać się w licea ogólnokształcące. Samorządowcy, którzy widzą, co się dzieje, jeżeli chodzi o ich demografię, mówili: "Nie, dlatego że jest za dużo miejsc..."

Pani minister, to wszystkie szkoły...


- Wszystkie szkoły mają czas na przygotowanie się...

Niech mi pani wytłumaczy, jak to jest możliwe, że z jednej strony sondaże pokazują, iż Polacy nie chcą gimnazjów, no i wy to wykorzystywaliście mówiąc: "Tak, właśnie robimy to, czego chcą Polacy", ale z drugiej strony, według ostatnich sondaży, Polacy są przeciwni pani reformie.

- Nie wiem, o którym sondażu pan redaktor mówi.

Sondaż dla ,,Rzeczpospolitej".

- Nie znam tego sondażu.

Ponad 40 proc. Polaków powiedziało, że jest przeciwne reformie, reszta nie ma zdania.

- Ale jeżeli chodzi o samą reformę... będziemy tę reformę...

Tak reformę, doprowadziliście do sytuacji takiej, w której ludzie są przeciwko gimnazjom, ale przeciw reformie, bo nie wierzą, że ona jest dobrze przygotowana.

- Dlatego jesteśmy z rodzicami, nauczycielami, samorządowcami.

Dzisiaj jesteście? A dlaczego nie wykorzystaliście tej szansy i nie przeprowadziliście referendum. Skoro Polacy są przeciwko gimnazjom łatwo byście je wygrali.

- Po pierwsze, mieliśmy pierwszą w historii debatę. Debatę, gdzie ponad 200 spotkań odbyło się w całej Polsce. Pokazaliśmy...

Dwieście spotkań z jednej strony, milion podpisów z drugiej. I wyście wybrali dwieście spotkań zamiast miliona podpisów.

- Pan redaktor wybaczy, konsultacje społeczne, protokoły z tych konsultacji społecznych, prawo oświatowe podpisane, rytm tego prawa oświatowego i jednocześnie wybory wcześniejsze, do których szliśmy z gotowym programem.

Pani Minister, dobrze, wygraliście wybory, mieliście prawo realizować swój program. Natomiast w tym programie Prawa i Sprawiedliwości był również... taki głos bardzo słyszalny: poszanowania głosu obywateli. Czyli właśnie organizowania referendum. Milion podpisów, milion osób chciało referendum. Co najmniej milion, milion się zdecydowało podpisać pod wnioskiem. A wy mówicie: "Nie, nie, to za późno, to nie ma sensu". Zmieliliście te podpisy, dokładnie tak, jak robiła to poprzednia władza.

- Ja z dużym żalem o tym mówię i niestety wskazuję na to, że rzeczywiście to było za późno.

Ale to przecież wy mogliście wyjść z inicjatywą.

- Panie redaktorze, przypominam, my wyszliśmy z inicjatywą, przedstawiliśmy program wyborczy. Z takim programem poszliśmy i wygraliśmy te wybory. To jest bardzo duże zobowiązanie. Ja wiem, że wielu nie jest przyzwyczajonych, że programy wyborcze się realizuje. My dopełniamy obietnic, między innymi dotyczących reformy edukacji i moim obowiązkiem jest monitorowanie, bycie odpowiedzialnym za wszystko, co się wydarzy w systemie razem...

Monitorowanie i o tym wszystkim jeszcze porozmawiamy...
 
...z samorządowcami, nauczycielami, dyrektorami, kuratorami.

Ostatnie pytanie. Proszono mnie o to pytanie. Była wielka jakaś konfuzja w związku z nową listą lektur szkolnych. Zostawmy lektury szkolne. A co czyta ostatnio minister edukacji?

Minister edukacji między innymi przypominała sobie na wakacje Bułhakowa - "Mistrza i Małgorzatę". Mam tam kilka swoich wzruszających scen. Czytam bardzo różnorodną literaturę, czasami...

... obawiam się, że olej już został rozlany, pani minister Aneczka już nam olej rozlała...

...ale wróćmy do lektur...

... to jest z lektury. To jest z "Mistrza i Małgorzaty".


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy