"Nie dla chaosu w szkole". Protest nauczycieli, samorządowców, ekspertów i rodziców

Dziś w Warszawie po raz kolejny odbył się protest przeciwko zapowiedzianej reformie edukacji, w tym likwidacji gimnazjów. Pod hasłem "Nie dla chaosu w szkole" manifestowali nauczyciele, rodzice, samorządowcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych i eksperci. - Manifestacja Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz organizacji i stowarzyszeń jest wyrazem obywatelskiego protestu wobec chaosu, jaki spowoduje uchwalenie złożonych przez rząd do parlamentu projektów zmian w oświacie – powiedział prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Protest zorganizował Związek Nauczycielstwa Polskiego i kilkanaście organizacji i stowarzyszeń.

Reklama

Delegacja przedstawicieli wszystkich środowisk biorących udział w sobotniej manifestacji przeciw zapowiedzianej reformie edukacji złożyła w Pałacu Prezydenckim petycję do prezydenta Andrzeja Dudy. Apelują w niej  o zawetowanie ustaw wprowadzających reformę.

Następnie uczestnicy manifestacji Krakowskim Przedmieściem, Nowym Światem i Alejami Ujazdowskimi przeszli na ul. Wiejską, gdzie usypali kopiec z kredy przed gmachem Sejmu; kopiec ma symbolizować "złamane kariery edukacyjne uczniów oraz zawodowe nauczycieli".

Wcześniej na scenie na Placu Piłsudskiego głos zabierali organizatorzy manifestacji i politycy.

"Chaos, zamęt i demontaż"

"Apelujemy do pani premier Beaty Szydło: nie burzcie tego, co mamy" - mówił Broniarz podczas sobotniej manifestacji. "Chcemy zaprotestować przeciwko chaosowi, zamętowi i demontażowi polskiej oświaty, który jest realizowany przez działania MEN i znalazł odzwierciedlenie w projektach ustaw" - powiedział.

"Parę dni temu pani premier Beata Szydło powiedziała, że będziemy tworzyć dobrą i bezpieczną szkołę. Apelujemy z tego miejsca do pani premier - nie burzcie tego, co mamy, co wspólnie tysiące nauczycieli, rodziców, samorządów terytorialnych, dyrektorów szkół, a przede wszystkim uczniów zbudowało w ciągu siedemnastu lat; nie niszczcie dorobku gimnazjów" - dodał.

Broniarz przekonywał, że "polska szkoła potrzebuje wsparcia, różnorodnej pomocy, ale na pewno nie potrzebuje pomocy w postaci koparek, spychaczy i dźwigów". Jak dodał, tak odbierane są planowane zmiany.

"Chcemy w spokoju, przewidywalności, w bezpiecznej atmosferze pracować. Nie oczekujemy żadnej reformy, żadnego zamętu, żadnego chaosu w wersji pani minister Anny Zalewskiej. (...) Chcemy godziwego wzrostu płac" - mówił Broniarz.

"Chcemy także przekonania, że szkoła polska jest w stanie podołać zobowiązaniom, nadziejom i oczekiwaniom, które wobec niej wyrażają rodzice. Mamy najlepszą kadrę edukacyjną w Europie" - stwierdził.

Broniarz mówił, że manifestujący oczekują, że żaden polityk, bez względu na opcję polityczną, nie będzie próbował zawłaszczać polskiej edukacji, która jest wspólnym dobrem. Jak mówił, Polska szkoła nie potrzebuje rewolucji.

Zgromadzeni przynieśli ze sobą ze sobą flagi, trąbki i transparenty, na których można przeczytać m.in.: "Stop reformie edukacji", "Jesteśmy za ewolucją, nie za egzekucją", "Nie niszczcie naszego gimnazjum", "Gimnazja są super", "Nie zabijajcie edukacji", "Reforma - edukacyjny zamach stanu", "Dokąd zmierzasz, Polsko?", "Szczerzyć zęby prosta sprawa, a reforma nie zabawa" oraz "Protestuję, bo lubię uczyć". Wśród protestujących są osoby, które mają przyczepione długie papierowe nosy - jak tłumaczą - "nosy Pinokia dedykowane minister edukacji Annie Zalewskiej". "Pani minister kłamie i rośnie jej nos, jak u Pinokia" - słychać było ze sceny.

Według organizatorów zgromadzenia, planowane wprowadzenie w życie reformy oznacza demontaż obecnego systemu oświaty. Grozi pogorszeniem jakości edukacji, jest wymierzone przeciwko uczniom i nauczycielom. Oznacza też zaprzepaszczenie wieloletniego dorobku szkół i placówek oświatowych, a także ogromnych nakładów poniesionych przez samorządy.

Na briefingu poprzedzającym rozpoczęcie sobotniej manifestacji, szef ZNP podał, że ma informacje, iż ze strony Związku obecnych będzie na niej ok. 35 tys. osób; a biorąc pod uwagę deklarację organizacji i stowarzyszeń powinno wziąć w niej udział ok. 50 tys. osób.

Zgodnie z reformą oświaty, w miejsce obecnie istniejących szkół mają zostać wprowadzone: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe; gimnazja mają zostać zlikwidowane. Zmiany miałyby rozpocząć się od roku szkolnego 2017/2018. Projekty ustaw zmieniających strukturę szkół są już w Sejmie, czekają na rozpatrzenie; pierwsze czytanie zaplanowano na 29 listopada.

Wsparcie opozycji

Politycy pięciu partii opozycyjnych zadeklarowali wsparcie dla sobotniego protestu nauczycieli w Warszawie. Katarzyna Lubnauer (N) zapowiedziała wniosek o odrzucenie w Sejmie ustaw wprowadzających reformę edukacji. PSL chce z kolei wysłuchania publicznego ws. planowanych zmian.

"Chcemy być głosem waszego protestu w Sejmie, będziemy walczyć tam za was. Wy musicie wyjść na ulicę i walczyć za swoją pracę, ale też o dobro naszych dzieci na ulicach. Możemy ich powstrzymać, musimy ich powstrzymać. Nie pozwólmy im zabrać naszej szkoły" - wzywała Lubnauer podczas sobotniego protestu zorganizowanego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Apelowała, by nie likwidować gimnazjów. "Chcemy być może innej szkoły, bardziej przyjaznej, praktycznej szkoły dla naszych dzieci. Chcemy kształtującej otwartych obywateli, ale nasze gimnazja takie są i mogą takie być. Nie likwidujmy ich. Ulepszajmy, ale nie likwidujmy gimnazjów" - apelowała posłanka Nowoczesnej. Według niej, "PiS chce kształtować obywatela zamkniętego na świat, obywatela PiS". "Minister Zalewska całą swoją reformę opiera na kłamstwie, nie wolno bazować na kłamstwie" - przekonywała Lubnauer.

Zapowiedziała zgłoszenie w Sejmie wniosku o odrzucenie projektów ustaw edukacyjnych w pierwszym czytaniu.

Wsparcie dla protestu deklarowała też Urszula Augustyn, "minister edukacji" w gabinecie cieni PO. "Jest nas tutaj 50 tysięcy, ale pewnie byłoby więcej, tylko z Polski dochodzą głosy, że nauczyciele są zastraszani, że grozi się im dzisiaj zwolnieniem z pracy. Nie pozwolimy na to, będziemy w wami" - mówiła posłanka Platformy. Przekonywała, że tylko wspólny protest może zablokować "pseudoreformę" edukacji.

Wiceszef PO Tomasz Siemoniak podkreślał, że jako ojciec dwójki dzieci w szkole podstawowej, nie chce, by wpadły one "w czarną dziurę, którą szykuje im obecny rząd".

Piotr Zgorzelski (PSL) zapowiedział, że jego klub w Sejmie zgłosi wniosek o wysłuchanie publiczne na temat szykowanych przez resort edukacji zmian w oświacie. "Jesteśmy przeciwko dewastacji polskiego systemu oświaty (...) Nie może być reformy, która nie ma jeszcze fundamentu każdego systemu edukacji, jakim są podstawy programowe. Podstawy programowe powinny być na początku, a nie na końcu reformy. To jest skandal" - mówił poseł Stronnictwa.

Podczas sobotniego protestu głos zabierali też przedstawiciele SLD i Partii Razem.

Zalewska uspokaja

Minister edukacji Anna Zalewska, odnosząc się do informacji o proteście, przekonywała, że to korzystna zmiana dla najmłodszych. "Rusza kampania informacyjna skierowana do rodziców, aby ich uspokoić i przekonać, że na reformie szkolnictwa dzieci tylko zyskają" - mówiła Polskiej Agencji Prasowej. Więcej tutaj.

Zobacz zdjęcia z wcześniejszej manifestacji "Nie dla chaosu w szkole"

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje