Nowe podstawy programowe. Czy MEN uwzględni liczne uwagi?

Zgodnie z zapowiedziami MEN, jutro minister Anna Zalewska podpisze podstawy programowe. Poznamy ich ostateczny kształt i przekonamy się, co z opinii przesyłanych do resortu edukacji podczas konsultacji, zostało uwzględnione. Uwag było wiele. Najczęściej formułowanym zarzutem wobec nowej podstawy była zbytnia obszerność treści i brak korelacji między przedmiotami. "Nie realizuje się równolegle podobnych treści z poszczególnych przedmiotów, co powoduje niemożność poszerzenia kontekstu omawianych zagadnień" – opiniowało ZNP.

Związek Nauczycielstwa Polskiego w swojej opinii podkreślał przede wszystkim krytyczną ocenę tempa tworzenia podstaw programowych. W ocenie związkowców, nowa podstawa programowa nie jest innowacyjna ani nowoczesna.

Reklama

W programie edukacji wczesnoszkolnej "w zakresie społecznego obszaru rozwoju dziecka brak wymagań dotyczących tolerancji akceptacji wobec osób innej narodowości, kultury i wyznania" - zauważa ZNP.

Jeśli chodzi o kształt podstawy w klasach IV-VIII, w ocenie ekspertów Związku, jest ona zbyt obszerna treściowo, co może spowodować "niemożliwość jej rzetelnej realizacji i właściwego przygotowania uczniów do następnego etapu edukacyjnego".

"W podstawie nie uwzględniono możliwości poznawczych uczniów na danym etapie. Kładzie się nacisk na wiedzę encyklopedyczną, zamiast kształtować umiejętności i postawy. Jako przykład posłużyć może język polski w klasie IV - "Uczeń zna i stosuje zasady akcentowania". Dla dziecka w tym wieku zasady akcentowania w teorii są zbyt trudne. Do tego potrzeba odpowiedniej wiedzy z zakresu składni i fonetyki. W klasie IV również uczeń ma rozpoznawać wszystkie części mowy. Dziecko na tym etapie jest w stanie rozpoznać dopiero główne części mowy, czyli rzeczownik, przymiotnik, czasownik. Rozpoznawanie partykuły i jej funkcji, co pojawia się w nowej podstawie programowej w klasie IV, jest zbyt trudne dla dziecka w tym wieku. Brakuje stopniowania trudności przedstawianych treści" - czytamy.

Zarzuty pojawiają się również w przypadku historii, w opinii ZNP podstawa dla tego przedmiotu jest przeładowana treściami, co może negatywnie wpłynąć na wynik egzaminu po ósmej klasie. "Utrwala się bezrefleksyjność i uczenie pamięciowe, bez zrozumienia wagi omawianych zagadnień. Wśród celów dominuje martyrologiczne podejście do historii" - piszą Związkowcy.

Swoje uwagi w kwestii nauczania historii zgłosił także gdański Instytutu Pamięci Narodowej, proponując rozszerzenie kanonu postaci i wydarzeń omawianych w klasie IV o: Ignacego Jana Paderewskiego, Jana Karskiego, Jana Matejkę, Juliusza Kossaka, Mariana Rejewskiego, Artura Grottgera i Orlęta Lwowskie. IPN postuluje także rozszerzenie tej listy o najważniejsze polskie legendy, symbole kultury i zabytki. O projekcie podstawy programowej z historii pisaliśmy tutaj (Czego PiS chce uczyć w podstawówkach?)

Czego brak w kanonie lektur?

Zastrzeżenia pojawiły się także, w stosunku do przedstawionego przez MEN kanonu lektur. "Szeroki zakres lektur obowiązkowych utrudnia nauczycielowi i uczniom wybór w sferze lektury uzupełniającej" - opiniuje ZNP.

"Nauczyciel został pozbawiony prawa wyboru lektur, co jest najbardziej niepokojące" - pisała z kolei Komisji Edukacji przy Komitecie Nauk o Literaturze PAN.

O swoich obawach w kwestii nowej propozycji lektur mówiła także w rozmowie z Interią, Marzenna Walczuk, nauczycielka języka polskiego w LO.

"W klasie IV jest np. "Akademia Pana Kleksa" i "Mikołajek", a obok fragmenty "Pana Tadeusza". Uważam, że coś tutaj się nie zgadza. Zakładam, że w IV klasie mamy do czynienia z dziećmi, niezdolnymi jeszcze do zrozumienia choćby fragmentów "Pana Tadeusza" - mówiła nam nauczycielka. Jej zdaniem, w propozycji MEN brakowało nowoczesnych lektur, jak choćby dzieła Ryszarda Kapuścińskiego.

W ocenie nauczycielki, lista obowiązkowych lektur zaprezentowanych w podstawie programowej kierowanej do konsultacji jest dość obszerna, dlatego jej realizowanie może okazać się problematyczne. Więcej na ten temat czytaj tutaj 

Ważna rola informatyki?

Wiele miejsca w dyskusji poświęcono również informatyce, niejako dostrzegając jej rolę w perspektywie globalnych zmian ściśle związanych z możliwościami, jaki w XXI wieku dały człowiekowi nowe technologie. I tu pojawiły się zastrzeżenia.

"My mamy nowoczesne podstawy programowe, mówiące o podstawach programowania" - zapewniała niedawno minister Anna Zalewska.

"Informatyka i nauka programowania są ważne nie tylko dlatego, że pozwalają opanować umiejętność tworzenia aplikacji czy łatwiej odnaleźć się w świecie IT. Pozwalają lepiej zrozumieć, jak się zmienia współczesna gospodarka i przygotować uczniów na ewentualność częstych zmian w późniejszym życiu zawodowym" - przekonuje Leszek Wolany, dyrektor marketingu w szkole programowania Coders Lab.

W jego opinii MEN słusznie podkreśla znaczenie myślenia informatycznego, tj. myślenia logicznego, przyczynowo-skutkowego, przejawiającego się zdolnością do rozwiązywania problemów. - Kłopot w tym, że w parze z nieźle nakreślonymi problemami nie idą równie szczegółowe ich rozwiązania, a te, które zostały zawarte w ministerialnej propozycji, mają charakter deklaratywny - mówi.

Zgodnie z projektem resortu najmłodsi uczniowie z klas I-III będą zaledwie "przygotowywani do programowania" lub "do myślenia abstrakcyjnego i podstaw programowania". Prowadzi to do sytuacji, w której nauka programowania będzie polegać na układaniu obrazków w ciągi logiczne, bez początkowego dostępu do komputera.

"Ponadto w projekcie podstawy MEN do jednego worka informatycznego nadal wrzuca się masę zagadnień związanych z nowoczesnymi technologiami. Za nieporozumienie należy uznać fakt, że w XXI wieku wśród elementów kształcenia informatycznego wciąż znajduje się posługiwanie się komputerem i internetem oraz tworzenie dokumentów tekstowych i grafiki - żyjemy przecież w czasach, gdy siedmioletnie dzieci instalują swoim babciom komunikatory w tabletach i pokazują im, jak nawiązywać połączenia wideo i ściągać pliki z sieci. Można to tłumaczyć co najwyżej dążeniem do zniwelowania wykluczenia cyfrowego uczniów z rodzin o niższym statusie materialnym, jednak innych merytorycznych przesłanek brak" - ocenia Leszek Wolany.

Liczne opinie i co z nich wyniknie?


Losy podstawy programowej (opisuje ona co uczeń powinien umieć z danego przedmiotu po danym etapie edukacyjnym) budzą spore zainteresowanie od samego początku projektowanych zmian. Jej zarys minister edukacji przedstawiła w listopadzie ubiegłego roku. Następnie trafiły one do tzw. prekonsultacji i kolejno - do konsultacji, które zakończyły się 31 stycznia.

Swoje opinie przesłało wiele organizacji i środowisk eksperckich, w tym: Związek Nauczycielstwa Polskiego, Polskie Towarzystwo Historyczne, Społeczny Monitor Edukacji, Stowarzyszenia Nauczycieli Fizyki, Komisji Edukacji przy Komitecie Nauk o Literaturze PAN, Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, czy regionalny odział IPN.

Przedstawiciele resortu zapewniają, że MEN rozpatrzyło wszystkie "merytoryczne uwagi", które wpłynęły. Jednocześnie krytykę podstaw programowych płynącą z konsultacji sama minister edukacji komentuje tak: "autorzy tych opinii to często osoby odpowiedzialne za podstawę programową, którą zmieniono; mają prawo się tak emocjonować".

Jaki - w obliczu podobnych wypowiedzi - będzie finał konsultacji? O tym przekonamy się już jutro.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje