Rodzice demonstrują. "Pani premier, czy pani nas słyszy?"

O pogorszeniu się warunków nauki uczniów mówili rodzice krytykujący reformę edukacji podczas manifestacji "Głośno o deformie". Wskazywali m.in. na przepełnienie szkół i naukę w systemie zmianowym; według nich nie jest to incydentalne, ale dzieje się tak w całym kraju.

"21 września, udzielając wywiadu w Telewizji Trwam, pani premier Beata Szydło powiedziała tak: 'Oceniam, że przebieg wprowadzania reformy i funkcjonowanie w tej nowej rzeczywistości polskiej szkoły przebiega bardzo sprawnie i wszystko jest w porządku. Ja nie słyszę głosów, które by w jakikolwiek sposób krytykowały to, co wprowadziliśmy, czy mówiły o problemach'. Dlatego jesteśmy tutaj, żeby pani premier nas usłyszała" - powiedziała Dorota Łoboda z ruchu "Rodzice przeciwko reformie edukacji".

Reklama

"Będziemy głośno mówić o tym, co dzieje się w polskich szkołach" - zapowiedziała. Następnie uczestniczący w demonstracji rodzice podawali przykłady szkół, w których warunki nauki uczniów pogorszyły się z początkiem nowego roku szkolnego. Najczęściej podawali przykłady na przepełnienie placówek i naukę w systemie zmianowym w znacznie większym stopniu niż było to dotychczas.

"Szkoła Podstawowa nr 56 w Katowicach. Uczniowie klasy VII noszą z sobą z sali do sali ławki i krzesła, ponieważ ich klasa liczy 34 osoby, a w salach nie ma wystarczającej dla nich liczby miejsc", "Zespół Szkół nr 3 w Konstancinie - 3-latki w jednym budynku razem z gimnazjalistami", "Szkoła Podstawowa nr 26 we Wrocławiu - WF w sali komputerowej", "Gimnazjum przy ulicy Smoczej w Warszawie połączone ze szkołą podstawową - koła zainteresowań dla uczniów o godzinie 7 rano", "Szkoła podstawowa nr 10 w Bydgoszczy - uczniowie chodzą na lekcje fizyki i chemii do oddalonego o kilometr budynku likwidowanego gimnazjum", "Szkoła Podstawowa nr 10 w Lublinie - uczniowie mają lekcje angielskiego w stołówce", "Szkoła Podstawowa nr 11 w Rzeszowie - część lekcji odbywa się w zaadaptowanych salach w piwnicy, nauka mimo to prowadzona jest na dwie zmiany", "Szkoła Podstawowa w Birach - część dzieci uczy się w blaszanych kontenerach ustawionych obok szkoły" - wyliczali rodzice.

"Pani premier, czy pani nas słyszy?"

Podali około 20 przykładów. Każdą podaną informację kończyli pytaniem: "Pani premier, czy pani nas słyszy?". Po czym zgromadzeni uderzali w werble i bębenki.

"Wszystkie informacje o szkołach, o tym, w jak fatalnych warunkach uczą się nasze dzieci od września, dostaliśmy od rodziców, którzy piszą do nas z całej Polski. To nie jest tak, że to się dzieje tylko w Warszawie, to nie jest tak, że to się dzieje tylko w Gdańsku, Krakowie. To się dzieje w całej Polsce, w dużych i małych miejscowościach, na wschodzie i na zachodzie, na północy i na południu Polski. Wszędzie tak jest" - mówiła Łoboda.

Na początku września minister edukacji narodowej Anna Zalewska mówiła, że jest przygotowana, by monitorować wdrażanie reformy edukacji. Jak podkreślała, reforma jest dobrze przygotowana, dobrze policzona, ale "dotykająca prawie 5 mln uczniów, rodziców, samorządowców w związku z tym stała współpraca z nimi jest gwarancją sukcesu".

Na czym polega reforma?

Zgodnie z reformą obecna struktura szkół jest stopniowo zmieniana. Docelowo będzie obejmować: 8-letnią szkołę podstawową, 4-letnie liceum, 5-letnie technikum, 3-letnią szkołę branżową I stopnia, 2-letnią szkołę branżową II stopnia. Zmiany rozpoczęły się wraz z nowym rokiem szkolnym 2017/2018 - uczniowie, którzy w czerwcu skończyli VI klasę zamiast do I klasy gimnazjum poszli do VII klasy.

Gimnazja - jako typ szkoły - będą zlikwidowane, rozpoczęto ich wygaszanie. Zostały włączone do szkół podstawowych, liceów lub techników, albo przekształcone w któryś z tych typów szkół.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje