W sobotę protest "Nie dla chaosu w szkole"

Nauczyciele, rodzice, samorządowcy i przedstawiciele organizacji pozarządowych będą w sobotę protestować przeciwko reformie edukacji.

Protestujący domagać się będą zaniechania zapowiedzianej reformy edukacji, w tym likwidacji gimnazjów. Według głównego organizatora manifestacji - Związku Nauczycielstwa Polskiego - spodziewane jest ok. 50 tys. osób.

Reklama

"Manifestacja jest wspólnym przedsięwzięciem kilkunastu organizacji i stowarzyszań (...). Działamy wspólnie, by wyrazić zdecydowany sprzeciw wobec tych planów, zamierzeń i działań podejmowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej" - powiedział w piątek na konferencji prasowej prezes ZNP Sławomir Broniarz.

"Jesteśmy koalicją, która często pięknie się różni w swej różnorodności, ale dziś mówimy jednym głosem: nie zgadzamy się na to, co mówi minister Anna Zalewska" - dodał nauczyciel Artur Sierawski z koalicji "Nie dla chaosu w szkole".

Mówił o niepewności uczniów, którzy nie wiedzą, w jakiej szkole będą się uczyć we wrześniu 2017 r., rodziców, którzy nie wiedzą, do jakiej szkoły poślą swoje dzieci, a także nauczycieli, którzy do dziś nie wiedzą, czego będą w tych szkołach uczyć, gdyż nadal nie jest znana nowa podstawa programowa.

"Gimnazjaliści to nie potwory"

Według Sierawskiego minister edukacji obraża polskich nauczycieli, mówiąc, że gimnazja nie wyrównywały szans. "To jest hańba, to są słowa niegodne 'Pierwszego nauczyciela RP'" - podkreślił. Jego zdaniem wypowiedzi minister krzywdzą tez uczniów. "Wielu gimnazjalistów pyta: 'Dlaczego pani minister tak źle się o nas wyraża?'. Co mamy im powiedzieć? Że są najsłabszym ogniwem, że są potworami, na jakie kreują ich media, rząd, ministerstwo. Nie możemy na to pozwolić" - powiedział.

Tymczasem - jak zaznaczył - w badań polskich i międzynarodowych wynika, że "gimnazja to jedne z najnowocześniejszych szkół w Polsce, są najmocniejszym ogniwem systemu edukacji w Polsce".

Gimnazjów broniła też Krystyna Norwa ze Społecznego Towarzystwa Oświatowego. "W ciągu 17 lat od wprowadzenia gimnazjów przez ministra Mirosława Handkego sytuacja jest ustabilizowała. Wszyscy nauczyli się funkcjonowania w nowych warunkach. Nauczyciele otrzymali wsparcie, poziom agresji w gimnazjach spadł, poczyniono inwestycje, wzrósł poziom nauczania. Szkoły przez ten czas nauczyły się działać. System się sprawdził" - powiedziała.

"Obecnie MEN funduje nam w oświacie terapię szokową, zupełnie nie gwarantując, że pacjent przeżyje. Wszystko dzieje się za szybko - to zarzucamy ministerstwu. Nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia, by wprowadzać tak głębokie zmiany poprzez likwidację gimnazjów" - zaznaczyła.

Jej zdaniem, środki, które będą przeznaczone na reformę, mogłyby być przeznaczone na inne potrzeby oświaty: obiady w szkołach, zapewnienie w nich opieki pielęgniarek, pomoc psychologiczno-pedagogiczną, wyprawki szkolne.

O wspólny sprzeciw wobec reformy zaapelowała na konferencji prasowej do wszystkich rodziców matka Daria Bielenin-Pałęcka. "Nasze dzieci maja prawo do tego, by uczyć się w stabilnych warunkach" - podkreśliła. Jak mówiła, w 2019 r., przy rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, gdy o miejsca w nich ubiegać się będą dwa pełne roczniki - pierwszy kończący 8-letnią szkołę podstawową oraz ostatni rocznik gimnazjalistów - "będzie zwyczajna jatka". Według niej, reforma dotknie nie tylko te roczniki, ale wszystkich uczniów. "Na przykład w wyniku reformy na Ursynowie powstanie szkoła podstawowa licząca 1900 uczniów. Wracamy do szkół molochów" - powiedziała.

Plan protestu

Jak poinformował Broniarz manifestacja rozpocznie się w południe na pl. Piłsudskiego w Warszawie; następnie delegacja przedstawicieli wszystkich środowisk złoży petycję w Pałacu Prezydenckim z wnioskiem do prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie ustaw wprowadzających reformę edukacji. Uczestnicy manifestacji Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem przejdą na ul. Wiejską, gdzie planują usypanie kopca z kredy przed gmachem Sejmu; kopiec ma symbolizować "złamane kariery edukacyjne uczniów oraz zawodowe nauczycieli".

"Liczymy na to, ze pan prezydent spotka się z nami. W maju ubiegłego roku jeszcze jako kandydat na urząd w liście do mnie zapewniał w swoim pełnym poparciu, zrozumieniu i docenieniu wkładu tysięcy polskich nauczycieli w jakość edukacji. Uważał, że jakość polskiej szkoły jest na najwyższym poziomie" - powiedział prezes ZNP.

"Od kilku dni słyszymy opowieści pani premier i pani minister, że jesteśmy gotowi, że wszystko jest przygotowane i zbilansowane, które absolutnie odstają od rzeczywistości. Chcielibyśmy zwrócić uwagę panu prezydentowi na to, że każdy błąd, każda wpadka, każde niedociągnięcie, a widzimy gołym okiem, że ich są setki, będą skutkowały tym, że uczeń, rodzic, nauczyciel i organ prowadzący poniosą ich konsekwencje. Nie można się bawić edukacją, losem setek tysięcy uczniów i nauczycieli" - zaznaczył.

Zgodnie z przyjętymi przez rząd projektami ustaw Prawo Oświatowe i Przepisy wprowadzające Prawo Oświatowe, w miejsce obecnie istniejących szkół mają zostać wprowadzone: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe; gimnazja mają zostać zlikwidowane. Zmiany miałyby rozpocząć się od roku szkolnego 2017/2018. Projekty ustaw zmieniających strukturę szkół są już w Sejmie, czekają na rozpatrzenie; pierwsze czytanie zaplanowano na 28 listopada.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | reforma edukacji

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje