W poszukiwaniu zrabowanych dzieł sztuki

Restytucja na papierze

Problem zwrotu dzieł sztuki prawowitym wlaścicielom to jeden z natrudniejszych tematów niemieckiej polityki kulturalnej. Tylko nieliczne muzea inwentaryzują swoje zbiory, by zbadać ich pochodzenie i oddać właścicielom.

Najpierw naziści rabowali mienie niemieckich żydów. Potem kradli w Polsce i w innych okupowanych krajach. Na końcu grabieżcy zostali sami obrabowani. Po upadku Hitlera miliony dzieł sztuki wywiozła do ZSRR Armia Czerwona. Pod koniec lat 50-tych Kreml zwrócił półtora miliona z nich jako gest przyjaźni wobec komunistycznej NRD.

- “Bez tego zwrotu nasze muzea na wschodzie Niemiec nie byłyby tym, czym są dzisiaj. To było coś na kształt powtórnych narodzin. Pozwoliło to na powrót do świetności sprzed 1933 roku" - twierdzi Gilbert Lupfer z Zarząd Państwowych Muzeów w Dreźnie.

Reklama

Dziś Drezno to znów jeden z najważniejszych ośrodków muzealnictwa w Niemczech. Barokowy zespół pałacowy a przede wszystkim skarbiec książąt saskich to magnes dla turystów z całego świata. Od czasów zjednoczenia Niemiec rośnie liczba zapytań ze strony byłych właścicieli. Wielu z nich czeka na zwrot zrabowanego mienia. Niektórym udało się dojść swoich praw.

Ustalanie rodowodu

Od roku 2008 Zarząd Państwowych Zbiorów Sztuki w Dreźnie troszczy się o ustalenie rodowodu dzieł sztuki z muzeów i magazynów. Za pieniądze landu zatrudniono w tym celu zespół 60 historyków. Ich zadanie to inwentaryzacja półtora miliona dzieł sztuki. To oznacza trudne i żmudne poszukiwania w archiwach.

Do tego dochodzą dzieła, które są przypuszczalnie w Rosji. Szanse na ich odzyskanie są niewielkie, gdyż rosyjski parlament zadecydował, że dzieła sztuki wywiezione z Niemiec po wojnie zostaną w Rosji jako odszkodowanie za zniszczenia wojenne.

Ewenement na skalę całych Niemiec

Jednak saksońskim muzealnikom chodzi nie tyle o odzyskanie wywiezionych dzieł, ile o sprawdzenie, czy posiadane przez nich eksponaty rzeczywiście należą do nich.

- "Najpierw musimy zinwentaryzować wszystko i sprawdzić pochodzenie tych przedmiotów. Ale jeśli chcemy na dłuższą metę pracować naukowo to musimy też zbadać co tu kiedyś było i czego brakuje" - mówił w 2009 roku Gilbert Lupfer.

Taka wielka inwentaryzacja to ewenement w skali całych Niemiec. Bardzo mało muzeów zdecydowało się na taki krok, by ustalić pochodzenie swoich eksponatów. Po części ze względu na brak pieniędzy, po części - być może z rozmyślnego braku zainteresowania...

Dowiedz się więcej na temat: Zwinger | barok

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje