Rewolucja w krajach islamskich

Włoska prasa: W Libii trwa już wojna domowa

Wiosna Ludów, epokowy przełom, nowy rozdział w historii - tak włoska prasa pisze o rewolcie w krajach Afryki Północnej i nazywa te wydarzenia "efektem domina". Gazety podkreślają, że krwawe represje w Libii już przerodziły się w wojnę domową.

Komentatorzy zwracają uwagę na kłopotliwe położenie, w jakim znalazły się Włochy, utrzymujące od lat, niezależnie od opcji politycznej rządów w Rzymie, dobre a ostatnio wręcz przyjazne relacje z pułkownikiem Muammarem Kadafim.

Reklama

"La Stampa" podkreśla: "Trzęsienie ziemi, jakie przetacza się przez Bliski Wschód i Afrykę Północną, poruszyło już Francję, Anglię, Stany Zjednoczone. Włochy tymczasem pozostały niewzruszone i nawet teraz, kiedy poprzez Libię dotyka nas to bezpośrednio, nie są w stanie wydobyć z siebie głosu".

"Milczenia tego nie przerwało oświadczenie złożone wczoraj wieczorem przez premiera" Silvio Berlusconiego - ocenia publicystka turyńskiego dziennika nawiązując do noty Kancelarii Premiera o "niedopuszczalnym użyciu przemocy wobec ludności cywilnej" w Libii.

Stanowisko włoskich władz wobec wydarzeń w tym kraju komentatorka uznała za "zmienne", bo dopiero "na samym końcu zgodziły się z europejskimi krytykami pod adresem Kadafiego".

"Zmienna postawa naszego rządu w tak dramatycznym dniu ukazało jeszcze wyraźniej, że nie dorastamy do roli, jaką powinniśmy i moglibyśmy odgrywać i za co częściowo drogo płacimy" - twierdzi "La Stampa".

"Ta nieadekwatność nie narodziła się dzisiaj, jak wiadomo. Nie wiedzieliśmy jednak, jak uparta (...) jest nasza obojętność na coraz szybszą marginalizację, jakiej doznaje nasz kraj także w Europie" - zauważył dziennik.

"Ta swoista, nacechowana rezygnacją obojętność na zmniejszanie się naszej roli jest niewątpliwie najbardziej zatrutym owocem rządu, który wydaje się zajęty samym sobą. Upadek Kadafiego grozi tym, że będzie i dla nas upadkiem systemu" - ostrzega "La Stampa".

"Interesy i wartości" - w tak zatytułowanym komentarzu publicysta "Corriere della Sera" zwraca uwagę, że to co wydarzyło się w poniedziałek w Libii, gdzie brutalnie stłumiono protesty, nie miało miejsca w żadnym z krajów, ogarniętych rewoltą.

"Także Silvio Berlusconi musiał zauważyć rzeź w Trypolisie, kiedy wreszcie oświadczył, że uważa za 'niedopuszczalne' użycie przemocy wobec ludności cywilnej i ostrzegł przed rozpadem państwa libijskiego" - tak oświadczenie szefa włoskiego rządu podsumowuje komentator największej włoskiej gazety dodając następnie: "Lepiej późno niż wcale". Wypomina premierowi Włoch, że kiedy rozpoczęły się zamieszki w Libii mówił, że nie chce "przeszkadzać" Kadafiemu.

Berlusconi "do wczoraj zachowywał milczenie, które wydawało się ryzykownym hazardem, może niewystarczającym, by bronić naszych interesów, ale z całą pewnością sprzecznym z wartościami naszej demokracji" - ocenia "Corriere della Sera". Wylicza, że od 2008 roku Berlusconi 11 razy spotkał się z Kadafim.

"La Repubblica" przypomina, że "teatr" tych wydarzeń, od Algierii po Iran, obejmuje 36 procent światowej produkcji ropy. "To jest właśnie to, co dotyczy nas w konkretnym wymiarze, razem z ryzykiem wojen nie tylko domowych w strefie bogatej w utajone konflikty, u wrót europejskiego Zachodu" - zaznacza.

Rzymski dziennik dodaje: "W wymiarze politycznym, ideologicznym, moralnym to, co się dzieje skazane jest ponadto na to, by zburzyć, obalić zachodnie uprzedzenia wobec muzułmańskiego świata arabskiego, czyli osławiony konflikt cywilizacji".

Gazeta podkreśla, że po obaleniu przywódców Tunezji Zina el-Abidina Ben Alego i Egiptu Hosniego Mubaraka "teraz chwieje się także Kadafi, karykatura arabskiego autokraty-miliardera, bogatego w petrodolary, rządzącego od ponad 40 lat". "Upadną też następne pionki" - twierdzi włoski publicysta.

"Historia zatoczyła koło" - ocenia komentator dziennika dodając, że obecne wydarzenia przypominają Wiosnę Ludów w Europie w 1848 roku, walkę z faszyzmem oraz wydarzenia od 1989 roku wraz z upadkiem muru berlińskiego.

"La Repubblica" podkreśla, że podczas gdy Europa "była wierna swoim zasadom potępiając represje i opowiadając się po stronie przeciwników" władz Libii w trwającej obecnie rewolcie, tylko Włochy Berlusconiego nie zdobyły się na taki "honorowy gest państwa demokratycznego".

Ostro rzymska gazeta krytykuje szefa włoskiej dyplomacji Franco Frattiniego, który w poniedziałek w Brukseli mówił o potrzebie "pokojowego pojednania" w Libii i przestrzegał unijnych kolegów przed ingerowaniem w sprawy tego kraju w chwili, kiedy "pułkownik bombardował manifestantów". Zachowanie to publicysta nazwał "słabą próbą obrony przyjaciela Kadafiego".

Dowiedz się więcej na temat: Libia | "Wojna domowa"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje