Rewolucja w krajach islamskich

"Le Monde": Reżim Asada używa broni chemicznej w małych dawkach

Syryjski reżim prezydenta Baszara el-Asada stosuje w walce z powstańcami broń chemiczną w trudnych do wykrycia małych dawkach, ale za to często i to nawet w pobliżu Damaszku - pisze w poniedziałkowym wydaniu francuski dziennik "Le Monde".

Atak chemiczny jest dyskretny, nie przywodzi początkowo na myśl niczego groźnego: najpierw cichy metaliczny dźwięk, "jakby rzucono na ziemię puszkę Pepsi" - relacjonuje gazeta.

Reklama

"Nie ma dymu, w powietrzu nie unosi się żaden alarmujący zapach. Potem jednak pojawiają się symptomy. Ludzie zaczynają gwałtownie kaszleć, pieką ich oczy, źrenice kurczą się do absolutnego minimum, pojawiają się kłopoty z widzeniem, oddychaniem, potem wymioty i omdlenia" - piszą wysłannicy "Le Monde", którzy byli świadkami takich ataków, ponawianych przez wiele dni na przedmieściach Damaszku.

Siły rządowe używają gazów bojowych "punktowo i okazjonalnie", w miejscach, gdzie chcą odepchnąć powstańców, lecz unikają stosowania ich na dużą skalę, na wielokilometrowych odcinkach frontu, by trudno było dowieść, że uruchomili swój arsenał broni chemicznej. A reżim Asada posiada jej spore rezerwy, w tym zapasy tzw. gazów neurotoksycznych, jak sarin - pisze francuski dziennik.

Turcja, Izrael i Stany Zjednoczone ogłosiły, że posiadają dowody, iż reżim w Damaszku użył broni chemicznej, ale jak dotąd nie poinformowały, o jakie dowody chodzi.

W sierpniu 2012 roku prezydent USA Barack Obama ostrzegł, że użycie broni chemicznej przez reżim Asada będzie "przekroczeniem czerwonej linii", które "zmieni reguły gry" w odniesieniu do konfliktu w Syrii - przypomina "Le Monde".

Na razie jednak Zachód nie zareagował na wykorzystanie tej broni przez władze. "By się przekonać o tym, jak realne jest użycie tych gazów przez armię syryjską na niektórych frontach wystarczy przepytać lekarzy" - piszą wysłannicy "Le Monde".

Personel szpitala Al-Fateh w mieście Kafr Batna, na wschód od Damaszku, nagrał telefonami komórkowymi sceny duszenia się ofiar ataków chemicznych. Jeden z lekarzy opisuje stan w jakim trafiają do szpitala powstańcy: "Mają kłopoty z oddychaniem. Niektórzy wymiotuję. Nie słyszą nic i nie są w stanie mówić. Jeśli nie zareaguje się natychmiast to umrą".

A jeśli reżim nie cofa się przed użyciem broni chemicznej w okolicach stolicy i nie wywołuje to reakcji wspólnoty międzynarodowej, to czy nie jest to wstęp do akcji wojskowej z użyciem gazów bojowych na szerszą skalę? - zastanawia się "Le Monde".

Dowiedz się więcej na temat: Syria | broń chemiczna

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje