Malezyjski samolot zestrzelony na Ukrainie

Zestrzelony samolot: Rosja odpiera zarzuty i atakuje Ukrainę

Federacja Rosyjska nie dostarczała bojownikom na wschodzie Ukrainy ani zestawów rakietowych Buk ani żadnego innego sprzętu wojskowego - oświadczył dziś na briefingu przedstawiciel rosyjskiego Sztabu Generalnego generał Andriej Kartapołow. Rosja twierdzi także, iż to nie prorosyjscy separatyści a Ukraińcy zestrzelili malezyjski samolot nad swoim terytorium, zabijając tym samym 298 osób, które były na pokładzie.

Według Andrieja Kartapołowa z rosyjskiego sztabu generalnego, w czasie przelotu malezyjskiego Boeinga 777 na tym samym pułapie - 3-5 kilometrów od malezyjskiego - leciał ukraiński samolot bojowy Su-25. 

Reklama

Na wyposażeniu tego samolotu znajdowały się pociski R-60 Powietrze-Powietrze. Rosja domaga się wyjaśnień w tej sprawie.

Kartapołow dodał, że rosyjskie satelity nie wykryły żadnych rakiet wystrzelonych w kierunku samolotu Malaysia Airlines. 

Poprosił też Amerykanów, by pokazali zdjęcia satelitarne, jeśli mają dowody, że w tym rejonie wystrzelono pociski.

"Ukraińcy nie mieli takiego systemu w pobliżu"

Odmiennego zdania są USA i przywódcy Zachodu. Jak powiedział wczoraj amerykański sekretarz stanu John Kerry, coraz więcej wskazuje na to, że system rakietowy użyty do zestrzelenia samolotu pasażerskiego na wschodzie Ukrainy znalazł się w rękach separatystów i pochodził z Rosji.

- To jest raczej jasne, że chodzi o system, który był przetransportowany z Rosji i przekazany separatystom - powiedział Kerry w telewizji CNN w niedzielę, mówiąc o rakiecie ziemia-powietrze SA-11, zwaną systemem Buk, z którego w czwartek zestrzelono malezyjski samolot pasażerski.

- Wiemy z pełnym zaufaniem, że Ukraińcy nie mieli takiego systemu w pobliżu (miejsca katastrofy) w tym czasie, wiec oczywiście wskazujemy palcem na separatystów - dodał.

Separatyści byli szkoleni przez Rosjan

Kerry wyliczył całą listę dowodów, które zdaniem USA wskazują, że malezyjski Boeing 777 był najprawdopodobniej zestrzelony rakietą ziemia-powietrze SA-11 z miejsca kontrolowanego przez prorosyjskich separatystów i pochodził z Rosji.

Zdaniem USA w ostatnim czasie Rosja wysłała separatystom konwój sprzętu wojskowego, obejmujący nawet do 150 pojazdów, w tym czołgi, a także wiele  wyrzutni rakietowych i artylerię.

- Wszystko to zostało przetransportowane z Rosji na wschodnią Ukrainę i przekazane separatystom. Wiemy również, że separatyści byli szkoleni przez Rosjan, jak używać tego zaawansowanego sprzętu - powiedział Kerry.

Jak dodał, USA wiedzą, że separatyści byli w posiadaniu systemu Buk przynajmniej od poniedziałku 14 lipca, gdyż pokazywały to opublikowane tego dnia w mediach społecznościowych zdjęcia.

Ponadto, jak dodał, w czwartek, na kilka godzin przed katastrofą, media społecznościowe pokazały, jak ten właśnie system był transportowany między dwoma miastami kontrolowanymi przez separatystów, w pobliżu miejsca, gdzie samolot spadł i skąd odpalono rakietę ziemia-powietrze. Na podstawie obrazów satelitarnych USA znają trasę odpalonej rakiety.

Pochwalił się, że zestrzelono samolot

Wkrótce po katastrofie, przypomniał Kerry, tzw. "minister obrony" samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Igor Striełkow na mediach społecznościowych chwalił się, że separatystom udało się zestrzelić wojskowy samolot transportowy. Kiedy okazało się, że to samolot pasażerski, informacja ta została usunięta.

Kerry poinformował też, że przekazane przez ukraińskie służby bezpieczeństwa zapisy dźwiękowe z rozmowy między liderami separatystów o zestrzeleniu samolotu zostały zbadane przez analityków wywiadu pod kątem ich autentyczności. - To są rzeczywiście głosy separatystów mówiących o zestrzeleniu samolotu - powiedział Kerry.

Kolejny dowód pojawił się w sobotę. Media społecznościowe opublikowały wideo, pokazujące, że system Buk jest wycofywany w kierunku Rosji "z brakującym przynajmniej jednym pociskiem", zauważył szef dyplomacji USA.






PAP/IAR

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje