Malezyjski samolot zestrzelony na Ukrainie

"WP" o zestrzeleniu boeinga: Świat musi wiedzieć, kto za to odpowiada

Potrzebna jest wyraźna reakcja USA i sojuszników - podkreśla "Washington Post", komentując zestrzelenie boeinga malezyjskich linii lotniczych. Nie można pozwolić Rosji i separatystom na tuszowanie dowodów, pozwalających ustalić, kto odpowiada za katastrofę. Jeżeli potwierdzą się te doniesienia prorosyjscy separatyści i ich "sponsorzy w Moskwie" będą odpowiedzialni za "potworną zbrodnię" - alarmuje dziennik.

USA i ich sojusznicy nie mogą pozwolić Rosji i separatystom na tuszowanie dowodów, pozwalających ustalić, kto odpowiada za zestrzelenie w czwartek malezyjskiego samolotu. Należy też odpowiedzieć - czyją bronią strącono maszynę - pisze w piątek "Washington Post".

Reklama

Ostatnie dni obfitowały w doniesienia o rosyjskich dostawach nowoczesnego, ciężkiego, sprzętu wojskowego dla separatystów na wschodzie Ukrainy w tym systemów przeciwlotniczych - przypomina w komentarzu redakcyjnym "WP". Dziennik pisze, że w tym tygodniu władze w Kijowie informowały o zestrzeleniu ich dwóch samolotów wojskowych. Winą za te akty agresji obarczano prorosyjskich separatystów oraz rosyjskie siły powietrzne i baterie przeciwlotnicze operujące w pobliżu granicy.

W czwartek świat obiegła informacja o zestrzeleniu malezyjskiego samolotu pasażerskiego z blisko 300 osobami na pokładzie, o którego strącenie ukraińskie władze obwiniają separatystów, którzy mieli posługiwać się ciężkim sprzętem dostarczonym przez Moskwę.

Apel do władz Stanów Zjednoczonych

"WP" zwraca uwagę, że jeżeli potwierdzą się te doniesienia prorosyjscy separatyści i ich "sponsorzy w Moskwie" będą odpowiedzialni za "potworną zbrodnię". Stany Zjednoczone i ich sojusznicy będą wtedy musieli wyciągnąć wobec nich konsekwencje wliczając najwyższe władze na Kremlu.

Dziennik przypomina, że niedługo po zestrzeleniu malezyjskiej maszyny przywódca separatystów, posiadający rosyjskie obywatelstwo, Igor Striełkow (Girkin) poinformował w internecie o zestrzeleniu ukraińskiego samolotu wojskowego, dołączając do wiadomości zdjęcia z miejsca katastrofy. Po jakimś czasie, kiedy okazało się, że trafiono malezyjską maszynę, internetowa wiadomość została usunięta. Mimo tego rosyjskie media rozpoczęły kampanię oskarżeń wobec ukraińskich sił zbrojnych, cytując jednocześnie prezydenta Władimira Putina, który zrzucał winę na władze w Kijowie, mówiąc, że do katastrofy doszło ponieważ prowadziły one operację zbrojną przeciwko rebeliantom. Nie wspomniał jednak o rosyjskich dostawach sprzętu - podkreśla dziennik.

"WP" apeluje do władz Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników o przeprowadzenie w sprawie katastrofy międzynarodowego śledztwa, które uniemożliwi manipulację dowodami. Postępowanie powinno odbyć się pod auspicjami ONZ, które powinno dać też odpowiedź na pytanie: z jakiej broni maszyna została zestrzelona i kto ją dostarczył. Jednocześnie Zachód powinien zwiększyć sankcje i naciski na Moskwę za jej politykę wobec Ukrainy - dodaje "WP".



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje