Serce miasta

Plac Grzybowski: Udana miejska metamorfoza

Piszę ten tekst, stukając w klawisze laptopa i zerkając przez okno na przechodniów. Siedzę w kawiarni Charlotte Menora, gdzie w porze obiadowej trudno znaleźć wolne miejsce, podobnie jak w innych, licznych lokalach rozmieszczonych wokół placu. Trudno mi uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu plac wyglądał zupełnie inaczej. Choć przecież doskonale to pamiętam.

"Coś w rodzaju zapyziałego zaplecza nowoczesnych biurowców i apartamentowców rosnących naokoło" - pisała artystka Joanna Rajkowska w zbiorze tekstów "Opowiadania" wydanych przez Krytykę Polityczną.

Reklama

Bloki z lat 60., obok małe sklepiki z artykułami metalowymi i tapicerskimi, kościół Wszystkich Świętych projektu Henryka Marconiego, którego niegdysiejszy proboszcz, ksiądz Marceli Godlewski, przed wojną znany z antysemickich poglądów, ukrywał Żydów i pomagał im wydostać się z getta; ocalałe, sypiące się XIX-wieczne kamienice przy ulicy Próżnej z jedyną w tym miejscu kawiarnią, założoną przez pasjonatów, i najważniejsza enklawa powojennego żydowskiego życia w Warszawie - budynek Teatru Żydowskiego i Fundacji Shalom, synagoga Nożyków wraz przylegającym do niej tzw. Białym Budynkiem, mieszczącym rozliczne organizacje i instytucje.

Otoczone ochroniarzami izraelskie wycieczki przecinające plac, mijające zaniedbany trawnik pośrodku. Niepowtarzalna mieszanka. Tak wyglądał plac Grzybowski dziesięć lat temu, gdy Rajkowska zaczęła go często odwiedzać, przychodząc po zakupy do swojej pracowni. Wówczas wpadła na pomysł, od którego wszystko się zaczęło.

"Chciałam stworzyć miejsce swojej własnej grawitacji, własnej energii, które nie jest w bezpośredniej relacji z żadną ze wspomnianych historii - nie mówi o getcie, nie mówi o antysemityzmie polskiego Kościoła, nie mówi o izraelskich wycieczkach. (...) Pozioma linia trawnika, chmura mgły, która snuje się nad trawą. Albo w wielkim zbliżeniu - rybi ogon, lilie, ktoś płucze ręce w wodzie, ktoś stoi i oddycha albo siedzi, przymyka oczy, prawie zasypia" - wspominała artystka.

"Dotleniacz"

Realizacja jej projektu "Dotleniacz" trwała trzy lata. Poprzedziły ją prace archeologiczne. W sztucznym stawie wykonanym przy placu umieszczono ozonator, który wytwarzał nad wodą sztuczną mgiełkę, pompy i zamgławiacze. Zasadzono kwiaty, w tym lilie wodne, geranium, ozdobne trawy. Ustawiono futurystyczne ławki. Otwarcie odbyło się w atmosferze pikniku. Miejsce szybko stało się popularne nie tylko wśród okolicznych mieszkańców, ale i pozostałych warszawiaków oraz turystów, którzy przychodzili tam posiedzieć i się zrelaksować. Oddychali wilgotnym powietrzem, patrzyli na staw. Rzadko rozmawiali.

Petycja i konkurs

"Dotleniacz" miał być instalacją tymczasową, lecz grupa mieszkańców placu wystąpiła do władz Warszawy z petycją o odbudowanie go już na stałe. Zebrali około tysiąca podpisów. Po początkowym oporze ze strony urzędników, którzy mieli inną koncepcję zagospodarowania tej okolicy i burzliwych dyskusjach, Zarząd Terenów Publicznych ogłosił konkurs na rewitalizację placu Grzybowskiego, którego jednym z warunków było ulokowanie przy nim trwałej instalacji wodnej. Wcześniej radni rozesłali ankiety wśród mieszkańców. Chcieli się dowiedzieć, o jakim placu Grzybowskim marzą ludzie. Większość prosiła o stworzenie miejsc do wypoczynku z zielenią i oczkiem wodnym.

Przeobrażenie placu

Konkurs był kolejnym krokiem ku przeobrażeniu oblicza placu. Z zaniedbanego skweru z parkingiem, gdzie kwitł obwoźny handel, zmienił się w miejski salon z fontanną. W miejscu po "Dotleniaczu" pojawiło się oczko wodne w kształcie włoskiego buta, z wodną kaskadą i chmurką, na której zależało mieszkańcom. Okalający je skwer obsadzono różnorodną roślinnością. Dookoła ustawiono ławki zamocowane na szynach, by podczas imprez było łatwo zsunąć je w głąb placu.

Zrezygnowano z monumentalnego pomnika poświęconego Polakom, którzy ratowali Żydom na rzecz upamiętnienia na elewacji kościoła. Dzięki temu na placu zrobiło się więcej miejsca na zieleń. Chodniki i jezdnię pokryto płytami z granitu, pojawiły się nowe latarnie i oświetlenie listwowe pod ławkami, zachęcające do korzystania z placu również po zmroku. Znalazła się tutaj też stacja rowerów miejskich.

Reklama i rewitalizacja

"Dotleniacz" zrobił placowi reklamę, zrealizowana ze środków publicznych rewitalizacja zachęciła do inwestycji prywatny kapitał. Przy placu wyrósł pierwszy w stolicy wieżowiec typu apartamentowego Cosmopolitan, zmieniając perspektywę ulicy Próżnej, która także przeszła rewitalizację. Kamienice z końca XIX wieku po parzystej stronie odnowiono, odtwarzając ich elewacje, wnętrza zaś przerabiając na biurowiec Le Palais z siedzibą Instytutu Austriackiego, restauracjami i kawiarnią, które ulokowano w parterze. Chodniki wyłożono granitem, zamontowano latarnie w kształcie pastorałów.

Klucz do sukcesu

W zestawieniu "najciekawszych i najbardziej zmieniających się stołecznych mikrolokalizacji w trzech kategoriach", przygotowanym przez firmę międzynarodowych doradców ds. nieruchomości, Jones Lang LaSalle do spółki z portalem Nowa Warszawa, za największe przeobrażenie miejskiej tkanki w ostatnich latach uznano właśnie okolice placu Grzybowskiego (27 proc. wskazań).

Kluczem do sukcesu okazało się połączenie unikalnych atutów miejsca - jak jego historyczne znaczenie czy centralna lokalizacja, ze zróżnicowanymi funkcjami, adresowanymi do odbiorców z różnych grup wiekowych i społecznych, a także  zaangażowanie w jego przemiany lokalnej społeczności, zachęconej do tego przez działającą oddolnie artystkę. Jej spontaniczne działanie sprowokowało instytucjonalne posunięcia, a te z kolei ośmieliły inwestorów. Dzięki temu w licznych kawiarniach i restauracjach, które wyrosły wokół placu, albo w plenerze - na ławkach wokół skweru z oczkiem wodnym, spotykają się dziś zarówno mieszkańcy ekskluzywnych apartamentów, jak i bloków z lat 60., studenci, turyści i pracownicy z okolicznych biurowców. I każdy może poczuć się tutaj jak u siebie. 

B. C.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje