Morderstwo Krzysztofa Olewnika - tajemnicze śledztwo

"Nie wziąłem miliona od Olewników"

Krzysztof Rutkowski wziął ok. miliona złotych za pomoc rodzinie Krzysztofa Olewnika - ujawnił w radiowej "Trójce" minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Rutkowski zaprzecza. - Moja firma dostała ok. 20 tys. zł - przekonuje.

Rutkowski zapewnił TVN24, że jego firma zajmowała się sprawą Olewnika przez miesiąc, angażując pięć osób. Rodzina porwanego zapłaciła mu ok. 20 tys. zł. Rutkowski twierdzi też, że jeden z funkcjonariuszy przekazywał informacje ze śledztwa rodzinie porwanego, współpracując również z detektywami.

Reklama

Więcej na ten temat w INTERIA.TV

Zdaniem Ćwiąkalskiego na sprawie Olewnika nie powinno się zbijać kapitału politycznego i należy przeprowadzić uczciwe, rzetelne śledztwo.

- Dlatego razem z premierem Schetyną zdecydowaliśmy, że w tej sprawie zostaną wykorzystane wszystkie siły policyjne i najlepsze siły prokuratorskie. I tyle. Trzeba zrobić uczciwe śledztwo i zastanowić się, dlaczego tych ludzi zwodzono tak długo, oszukiwano, okłamywano; dlaczego oni się obijali o ściany i nikt im nie chciał pomóc - powiedział minister sprawiedliwości w radiowej "Trójce".

- Czuję jako karnista, że chyba jeszcze nie wszyscy, którzy byli zaangażowani w porwanie, zostali ujęci i osądzeni - powiedział Ćwiąkalski.

Szef resortu sprawiedliwości ujawnił, że rodzina Olewników płaciła ogromne pieniądze za pomoc w odnalezieniu Krzysztofa Olewnika. Między innymi milion złotych miał wziąć detektyw Krzysztof Rutkowski.

- Problem polegał na tym, że rodzina głęboko mu zawierzyła i niestety zawiodła się na jego działaniach. Ale też przy okazji wielu innych autentycznych oszustów żerowało na tej rodzinie, która płaciła po dwieście, po kilkadziesiąt, po kilka tysięcy. Szukała pomocy u jasnowidzów, u prywatnych detektywów - wszędzie, gdzie się dało. Nie jestem człowiekiem, który się łatwo wzrusza, ale miałem łzy w oczach, kiedy z tymi ludźmi rozmawiałem. Dla nich to jest gigantyczna, rodzinna tragedia. Ta sprawa pokazuje bezduszność i niemoc wymiaru sprawiedliwości w wymiarze ogólnoludzkim - stwierdził Ćwiąkalski.

Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie toczył się od października 2007 roku.

Na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób. Jedna została uniewinniona, ośmioro skazano na kary od jednego roku w zawieszeniu na 3 lata do 15 lat więzienia. Dwóch oskarżonych o zabójstwo Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika - sąd skazał na dożywocie. Kilka dni później Kościuk popełnił samobójstwo w celi aresztu.

Siostra Olewnika mówiła m.in., że zwracała się o pomoc do b. wiceministra SWiA Andrzeja Brachmańskiego, b. szefa tego resortu Ryszarda Kalisza, a także b. ministrów sprawiedliwości: Marka Sadowskiego i Andrzeja Kalwasa oraz do b. zastępcy prokuratora generalnego Kazimierza Olejnika. Padły także nazwiska b. prokuratorów krajowych Karola Napierskiego i Janusza Kaczmarka oraz prokuratorów prowadzących śledztwo po uprowadzeniu Krzysztofa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje