Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Litwini mają nadzieję na poprawę stosunków z Polską. Tymczasem...

Zapowiadane na początek lutego wizyty w Warszawie premiera i szefa dyplomacji Litwy będą pierwszą próbą przywrócenia normalnych stosunków dwustronnych, które ostatnio coraz bardziej się ochładzały - napisał w najnowszym wydaniu tygodnik "Veidas".

Reklama

"Być może w pierwszych dniach lutego wreszcie puszczą lody, które przez kilka lat skuwały stosunki na linii Wilno-Warszawa" - czytamy w tygodniku "Veidas".

Autor komentarza Audrius Bacziulis odnotowuje, że "nowemu litewskiemu centrolewicowemu rządowi łatwiej będzie rozmawiać z kolegami z Warszawy, gdyż winą za dotychczasowe nieporozumienia może obarczać rządzących przez ostatnie cztery lata konserwatystów".

Publicysta pisma wyraża jednak opinię, że nawet w przypadku ocieplenia stosunków dwustronnych nie należy się spodziewać powrotu "do tak bardzo przyjaznych kontaktów, jakie były w latach 1996-2007, gdy przyjaźnili się przywódcy obu krajów i ich rodziny".

Bacziulis przypomina, że "w kwietniu 2010 roku, gdy litewski Sejm odrzucił ustawę zezwalającą na pisownię polskich nazwisk z użyciem polskich znaków diakrytycznych w litewskich dokumentach, socjaldemokraci - włącznie z obecnym premierem Algirdasem Butkevicziusem - głosowali przeciwko tej ustawie, bądź się wstrzymali od głosu".

Pisownię polskich nazwisk poparł wówczas tylko jeden poseł partii socjaldemokratycznej - Gediminas Kirkilas, obecny wiceprzewodniczący Sejmu. "To nie napawa optymizmem" - pisze Bacziulis.

Dlatego też, jego zdaniem, dobrze by było, gdyby premier Butkeviczius, będąc w Warszawie, nie tylko zadeklarował chęć rozstrzygnięcia problemów litewskich Polaków, ale też złożył na przykład "zobowiązanie rządzącej koalicji, że już podczas najbliższej sesji parlamentarnej kwestia pisowni nazwisk zostanie załatwiona".

Premier Litwy Algirdas Butkeviczius do Warszawy udaje się 12 lutego, a minister spraw zagranicznych Linas Linkeviczius - 7 lutego.

Tymczasem wileński sąd...

Sąd w Wilnie nakazał w poniedziałek usunięcie w rejonie solecznickim dwujęzycznych tablic z nazwami ulic - w języku litewskim i polskim. Premier Litwy, który wcześniej deklarował rozstrzygnięcie problemu dwujęzycznych tablic, teraz szybkich decyzji w tej sprawie nie obiecuje.

"Sądzę, że w najbliższym czasie ta kwestia nie będzie rozstrzygana" - powiedział w poniedziałek dziennikarzom premier Algirdas Butkeviczius.

Zaznaczył, że zgodnie z litewskim ustawodawstwem tablice z nazwami ulic, jak też miejscowości, mają być wyłącznie w języku litewskim.

Wileński Okręgowy Sąd Administracyjny orzekł w poniedziałek, że dwujęzyczne tablice z nazwami ulic w rejonie solecznickim, którego około 80 proc. mieszkańców stanowią Polacy, są sprzeczne z prawem i zobowiązał dyrektora administracji samorządu tego rejonu Bolesława Daszkiewicza do ich usunięcia.

Orzeczenie nie jest prawomocne i w ciągu 14 dni można się od niego odwołać.

Daszkiewicz powiedział PAP, że skorzysta z możliwości odwoławczej do sądu wyższej instancji. Zaznaczył przy tym, że samorząd nie może usunąć tablic, które są umieszczone na prywatnych domach i wykonane za pieniądze właścicieli tych domów. "Nie jest przewidziana procedura usuwania tablic - własności prywatnej - z prywatnych domów" - oznajmił.

Walka litewskich władz z dwujęzycznymi nazwami ulic trwa od lat. Litewska ustawa o języku państwowym przewiduje, że nazwy ulic i miejscowości mają być wyłącznie w języku litewskim. Natomiast na obecność dwujęzycznych tablic do niedawna zezwalała ustawa o mniejszościach narodowych, ale została ona anulowana na początku 2010 roku. Nowa ustawa o mniejszościach narodowych nie została na razie przyjęta.

W programie rządu Butkevicziusa zapowiada się m.in. zalegalizowanie podwójnych, w języku litewskim i polskim, napisów nazw ulic i miejscowości tam, gdzie Polacy mieszkają w zwartych skupiskach, czyli na Wileńszczyźnie.

Z Wilna Aleksandra Akińczo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje