Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Największe zmartwienie Putina. "Zewnętrzny szok"

Niewykluczone, że władca Kremla ma bezsenne noce. To jednak nie zachodnie sankcje spędzają mu sen z oczu.

Europejskie media mają bez wątpienia rację twierdząc, że Rosji grozi głęboka recesja z powodu sankcji Zachodu i spadku cen ropy naftowej. Tym niemniej prawdą jest również, że trudności gospodarcze Rosja w dużej mierze zawdzięcza sama sobie. Sankcje Zachodu, wprowadzone w związku z agresywną polityką Rosji wobec Ukrainy, jedynie pogłębiły problemy strukturalne imperium Putina.

Reklama

Tego zdania jest też rosyjski minister finansów Anton Siluanow. Już pod koniec listopada 2014 roku wyliczył on, że straty Rosji wskutek "sankcji geopolitycznych" mogłyby wynieść rocznie ok. 40 mld dolarów. Następstwa tych działań są według niego wprawdzie znaczne, ale mimo wszystko "nie aż tak krytyczne dla (politycznego) kursu i może też dla budżetu, jak ceny naszych dóbr eksportowych" - a więc ropy naftowej i gazu.

Tymczasem straty roczne wskutek spadku notowań ropy naftowej minister ocenił w listopadzie na 90-100 mld dolarów. W tym okresie najważniejszy rosyjski produkt eksportowy stracił prawie 30 procent na wartości. Gdy trochę później ponad 50 procent, ministerstwo finansów zmuszone było dokonać nowych wyliczeń. Wskutek "zewnętrznego szoku", jak się od niedawna określa w Moskwie tanią ropę i sankcje, straty ocenia się obecnie na blisko 200 mld dolarów - powiedział Anton Siluanow 28 stycznia w Moskwie. Wraz ze spadkiem cen ropy naftowej dramatycznie spada kurs rubla.

Kryzys strukturalny? Rosja sama sobie winna

Zasadniczy problem Rosji polega na tym, że jej kierownictwo polityczne o wiele za długo polegało na petrodolarach zakładając, że to źródło dochodu nigdy nie wyschnie. Mocno zaniedbało przy tym sprawę modernizacji i dywersyfikacji własnej gospodarki.

Rosyjska gospodarka zaczęła słabnąć już wiosną 2013 roku. W lecie 2014 wszędzie były dostrzegalne tendencje recesyjne - jeszcze zanim ceny ropy naftowej zaczęły szybować w dół i zanim UE przeszła od zakazania niektórym Rosjanom wjazdu do krajów Unii i blokowania kont, do rzeczywistych sankcji gospodarczych.

- Sankcje nie są jednak główną przyczyną kryzysu w Rosji - oświadczył Rainer Seele, prezes niemiecko-rosyjskiej Izby Handlu Zagranicznego i prezes spółki Wintershall, który od ponad dwóch dekad prowadzi w Rosji działalność gospodarczą.

Rosyjski minister gospodarki Aleksiej Uljukajew wymienił niedawno w rozmowie z gazetą "Wedomosti" trzy kryzysy, które jego kraj musi obecnie pokonywać: strukturalny, cykliczny i geopolityczny. Zatem sankcje znajdują się według niego na trzecim miejscu. Również szef rządu Dmitrij Miedwiediew podkreślił pod koniec stycznia, że Rosja jest konfrontowana z "szeregiem wielkich własnych problemów", które "nie mają związku z wpływami zewnętrznymi i nawet nie ze zmieniającymi się cenami ropy naftowej". Jednym z podstawowych problemów Rosji jest to, powiedział Miedwiediew, że na przestrzeni 10-12 lat zarobki rosły w kraju szybciej niż produktywność.

Dlatego nie powinno się przeceniać znaczenia unijnych sankcji gospodarczych, które nałożono pół roku temu. Kuba, Korea Północna i Iran funkcjonują od lat w znacznie gorszych warunkach spowodowanych sankcjami

Jedyne, co naprawdę boli

Naprawdę bolesny jest dla niektórych wielkich banków państwowych oraz państwowych koncernów ropy naftowej i zbrojeniowych właściwie tylko ograniczony dostęp do europejskich rynków kapitałowych. Jednakże akurat one są wysoko zadłużone na Zachodzie i muszą w najbliższym czasie spłacać miliardowe kredyty albo je refinansować.

Dlatego też Volker Treier, szef Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIHK), spodziewa się że "trzeci stopień sankcji UE zacznie działać dopiero w tym roku".

Tymczasem rosyjscy konsumenci w nadmiarze odczuli już kontr-sankcje Moskwy. 6 sierpnia 2014 roku Władimir Putin zabronił na mocy dekretu importu artykułów spożywczych i produktów rolnych z Unii Europejskiej. Chciał mocno uderzyć w europejskich producentów a jednocześnie wzmocnić rodzime rolnictwo. Skutek był taki, że ceny artykułów spożywczych poszybowały w górę. Według oficjalnych prognoz stopa inflacji powinna sięgnąć na wiosnę 17-20 procent.

Już w styczniu rosyjska Prokuratura Generalna wszczęła śledztwo w sprawie podwyżek cen niektórych towarów do 150 procent.

Andriej Gurkow / Iwona D. Metzner, Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje