Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Co się stanie po śmierci Nazarbajewa?

Z Dosymem Satypajewem, kazachstańskim politologiem i dyrektorem think-tanku Risk Assessment Group, rozmawia Zbigniew Rokita.

Zbigniew Rokita, "Nowa Europa Wschodnia": Tym co zbliża do siebie środowiska lojalne wobec władzy i opozycję jest strach przed tym co będzie po rządzącym od ponad dwudziestu lat Nursułtanie Nazarbajewie. Obawy są zasadne?

Dosym Satypajew:
- Problem sukcesji jest przedmiotem zainteresowania kazachstańskich analityków od niemal dziesięciu lat, brane pod uwagę są najróżniejsze scenariusze. W Azji Centralnej w trzech krajach miała już miejsce zmiana władzy: w Tadżykistanie doszło do niej wskutek wojny domowej, w Kirgistanie dwukrotnie dokonywały się rewolucje, pokojowo władzę przekazano jedynie w Turkmenistanie. Wynikało to jednak z tego, że Saparmurat Nijazow zdążył przed swoją śmiercią zlikwidować całą elitę, a jego sukcesor Gurbanguły Berdimuhamedow szybko dokończył dzieła pierwszego prezydenta, neutralizując resztki opozycji. W Kazachstanie mamy jednak do czynienia z inną sytuacją, bliżej nam do modelu uzbeckiego. Islam Karimow i Nursułtan Nazarbajew to dwoje ostatnich patriarchów na obszarze byłego Związku Radzieckiego. Poza nimi nigdzie nie utrzymują się już u władzy politycy wywodzący się z najwyższych radzieckich struktur partyjnych. Poza tym są to dwie osoby, które popełniły te same błędy. Obaj przez ponad dwadzieścia lat swoich rządów nie dopuścili do wykształcenia się ani jednego ośrodka władzy, poza prezydenckim wertykałem - brakuje silnej partii, parlamentu, mediów czy systemu sądowniczego. Odstawiając innych graczy politycznych na boczny tor, stworzyli państwa oparte na osobie przywódcy. W rezultacie niezadowolenie społeczne skupia się teraz wyłącznie na liderach, którzy są utożsamiani z państwem. Brakuje instytucji, które mogłyby skupić na sobie część pretensji.

Istnieją jednak również bardzo istotne
różnice między oboma krajami.
- Oczywiście. W Kazachstanie największy wpływ na władzę mają grupy finansowo-przemysłowe, które praktycznie nie funkcjonują w Uzbekistanie, gdzie bardziej liczą się z kolei elity regionalne. Kazachom bliżej w tym względzie do Rosjan, choć w Kazachstanie w przeciwieństwie do Rosji, oligarchowie nigdy nie odgrywali samodzielnej roli, zawsze byli kontrolowani przez Nazarbajewa. Kazachstański przywódca osłabił również znaczenie wielkich rodów: żuzów. Zrozumiał, że każdy Kazach powinien w pierwszej kolejności być wierny prezydentowi, a nie starszyźnie rodowej. Nie chcąc dopuścić, żeby któryś z żuzów zaczął dominować, ciągle mieszał kazachstańską elitę. Jeśli spojrzymy na listę najbogatszych obywateli Kazachstanu, to obok Kazachów znajdziemy na niej wielu Koreańczyków, Żydów czy Uzbeków. Nazarbajew wspiera raz te, raz inne grupy, nie pozwalając żadnej osiągnąć przewagi. Dodatkowo zdaje sobie sprawę, że łatwiej zaskarbić sobie lojalność osób narodowości innych niż kazachstańska, bo te nie muszą dodatkowo podporządkowywać się swoimi rodom.

Czy równowaga między różnymi częściami elity zostanie zachowana po śmierci Nazarbajewa?
- Dotykamy tutaj problemu wielkiej ilości graczy. Wśród środowisk które mogą zyskać na znaczeniu w przypadku odejścia Nazarbajewa mamy prezydencką rodzinę, "starą gwardię" składającą się z osób pracujących z Nazarbajewem jeszcze od czasów radzieckich, elity biznesowe oraz elity regionalne. Sytuacja komplikuje się dodatkowo na poziomie regionów, gdzie równolegle funkcjonują dwie władze: państwowi urzędnicy - akimowie - oraz głowy rodów. O ile mandat pierwszych pochodzi z mianowania ich na te stanowiska przez władze centralne, o tyle autorytet drugich pochodzi z tradycji. Akimowie są ludźmi z zewnątrz, przyjeżdżają wykonać zadanie, natomiast głowy rodów uważają się za prawdziwych gospodarzy swoich ziem, są tam od pokoleń. Akim musi się z nimi liczyć, bo rody mają wiele instrumentów, żeby przepędzić go na cztery wiatry. W ten sposób niektórzy wyjaśniali również to co zaszło w Żanaozen w grudniu 2011 roku: chcąc zmiany władzy regionu i KazMunaiGazu głowy rodów sprowokowały protesy. Nie podobało im się, że rządzący na ich ziemi nie są miejscowi i że "kradną" ich bogactwa.

W Kazachstanie istnieją również partie opozycyjne. Ich problem polega jednak na tym, że nie proponują alternatywnych rozwiązań, a także nie są rozpoznawalne w społeczeństwie. To niszowe organizacje.
- Ustaniawiająca reguły gry władza, nigdy nie pozwalała opozycji tak na prawdę funkcjonować i teraz ta polityka jak bumerang uderza w samą władzę. To sytuacja niekorzystna również dla elit, bo jeśli nastroje społeczne w kraju zaczną się radykalizować, silna opozycja demokratyczna mogłaby odegrać rolę amortyzatora. Przewaga demokratów polega na tym, że chcą oni rozwiązywać problemy w granicach prawa, nie uciekając się do skrajnych metod. Opowiadają się za ewolucją, a jeśli nawet czasami za rewolucją to tylko aksamitną. Brak realnej opozycji sprawi, że w ponazarbajewskim Kazachstanie istotną rolę odegrają inne tendencje, niż demokratyczne.

Co może zrobić Nazarbajew, żeby zapewnić
pokojowe przemiany po swojej śmierci?
- To jak zachowają się elity w okresie ponazarbajewowskim zależy od tego w jaki sposób prezydent odejdzie. Są dwa scenariusze - łagodny i radykalny. W pierwszym wariancie Nazarbajew sam wyznaczy swojego następcę, tak jak kiedyś zrobił to Gejdar Alijew. W Azerbejdżanie już kilka lat przed śmiercią przywódcy wszyscy wiedzieli, kto przejmie po nim władzę i wszystkich to satysfakcjonowało. Podobnie sprawy mają się dziś w Kazachstanie - wszyscy czekają na to co zrobi Nazarbajew, chcą żeby wskazał sukcesora. Operację "następca" uda się przeprowadzić tylko pod warunkiem, że Nursułtan Abiszewicz będzie początkowo stał na plecami sukcesora, pokaże społeczeństwu, że go wspiera. Nikt nie odważy się podnieść reki na następcę namaszczonego przez Nazarbajewa - przynajmniej tak długo jak sam Nazarbajew będzie żył, ale potem też nie można przecież przewidzieć co się stanie.   Brak tego okresu buforowego sprawi, że społeczeństwo nie poprze następcy obecnego prezydenta, ponieważ po prostu nie będzie go znało - potencjalni sukcesorzy nigdy nie działali publicznie, nie funkcjonują w świadomości Kazachów.

Co stanie się jednak jeśli Nazarbajew nie zdąży przeprowadzić całej "operacji"?
- W przypadku niespodziewanej śmierci prezydenta sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Mieszanie elity i równoważenie wpływów doprowadziło do sytuacji, kiedy wszyscy pretendenci do objęcia schedy po Nazarbajewie mają takie same prawa, nawet członkowie rodziny prezydenckiej. Równość praw oznacza jednak również równość pretensji, a to z kolei może doprowadzić do poważnego konfliktu. Dominować będą wówczas trzy czynniki: narodowo-patriotyczny, religijny i rodowy. Różne grupy w elicie będą starały się instrumentalnie radykalizować nastroje, będą chciały podzielić społeczeństwa mówiąc: ty jesteś Kazachem, ty Rosjaninem, ty muzułmaninem itd.

Jeśli nie zostanie wyznaczony następca,
nie uda się uniknąć fali przemocy?
- Są jeszcze dwa inne scenariusze pokojowej ewolucji. Pierwszy - choć czasu jest coraz mniej - wymaga stworzenia systemu prezydencko-parlamentarnego. Parlament, którego przewaga polega teoretycznie na społecznej legitymizacji, mógłby stanowić wówczas przeciwwagę dla walczących o wpływy części elity. Obecnie jest słaby i fasadowy, ale to efekt dwudziestu lat marginalizowania jego znaczenia. Inny scenariusz na wypadek nagłej śmierci Nazarbajewa nazywam "wariantem radzieckiego politbiura". Nie można wykluczyć, że kierujący się instynktem przetrwania przedstawiciele najbardziej wpływowych grup dogadają się i tworząc nowe reguły gry, podzielą między siebie kazachstański tort. Wszyscy wiedzą, że wojna wszystkich przeciwko wszystkim nikomu nie jest na rękę.

Z miesiąca na miesiąc rośnie znaczenie organizacji terrorystycznych, złożonych z radykalnych islamistów. Oni również mogą odegrać niebagatelną rolę w najbliższym czasie.
 
- To środowiska antysystemowe, a więc takie, które chcą zniszczyć system. Pojawia się coraz więcej grup, które odwołując się do islamu zdobywają dużą popularność. Nie są to środowiska niejednorodne religijnie: chociaż formalnie Kazachowie są sunnitami, to przy niskim poziomie wiedzy religijnej - szczególnie wśród młodzieży - bardzo łatwo stworzyć własną grupą. Wystarczy znać arabski, a to pozwala już na interpretowanie tekstów religijnych, przekładanie ich uczniom na kazachstański i od czasu do czasu dodawanie czegoś od siebie. W ten sposób gromadzą się wokół ciebie uczniowie, a ty stajesz się ich duchowym przywódcą. Nazywa się to dyktatem interpretatora. W zeszłym roku rozbito na przykład organizację działającą w całym kraju, w doktrynie której było trochę z szyizmu, trochę z sufizmu, a najwięcej dopowiedział sam lider grupy. Kazachstańskie społeczeństwo jest względnie młode, średnia wieku wynosi około trzydziestu lat. Młodzież jest już stracona dla demokratycznej opozycji: demokraci nie pracowali z nimi, a nie robili tego, bo uniemożliwiała im to władza, która sama też nie miała młodym Kazachom niczego do zaoferowania. W rezultacie tego zaniedbania, w głowach Kazachów powstała próżnia, którą teraz można łatwo zapełnić. W Kazachstanie brakuje państwowej idei, wartości wspólnych dla wszystkich mieszkańców kraju. Władza i opozycja demokratyczna słabo znają swój naród.

Islamiści znają go lepiej?
- Na pewno mają większe doświadczenie pracy z ludźmi w terenie, wiedzą więcej o ludzkich słabościach, potrzebach. Dla elity pierwsze zamachy terrorystyczne w 2011 roku były szokiem, oni nie zdawali sobie sprawy z zachodzącym w ich kraju przemian w społeczeństwie. Teraz udaja, że żaden problem nie istnieje, starają się zamieść wszystko pod dywan twierdząc, że to nie islamskie podziemie stoi za wybuchami, ale zwykli kryminaliści. Upiększają rzeczywistość, o której nie mają zielonego pojęcia - większość członków elity mieszka razem z rodzinami za granicą, a Kazachstan jest dla nich jedynie źródłem zysków. Nie są patriotami i nie wiążą swojej przyszłości z tym krajem, a jeśli coś zacznie się sypać to już tu nie wrócą - przygotowali się na to. W czarnej godzinie tej władzy nikt nie będzie bronił, członkowie elity są tam tylko dla kariery i kiedy przyjdzie co do czego nie kiwną nawet palcem. Będzie podobnie jak dwadzieścia lat temu - kiedy rozpadał się Związek Radziecki w referendum większość opowiedziała się za zachowaniem kraju, a kiedy kilka miesięcy ich państwo przestawało istnieć ci sami ludzie zostali w domach. Tak samo może być tutaj: wielkie systemy często nie upadają dlatego, że setki tysięcy wychodzą na ulice, ale dlatego że setki tysięcy zostają w domach. Wyjątkiem może być jedynie część wierchuszki wywodząca się z mniejszości narodowych, ponieważ dla nich Nazarbajew jest gwarantem stabilności i braku konfliktów na tle narodowościowym. Kiedy więc elity zajmują się sobą, pojawiają się islamiści i to oni pracują z masami. Przykładów jest pod dostatkiem, weźmy chociażby więzienia: osoby skazywane za działalność ekstremistyczną trafiają do zakładów karnych, gdzie wyrok odsiadują najróżniejsi ludzie. Islamiści za kratkami nie przestają prowadzić swojej działalności agitacyjnej.

Skąd
wzięły się te islamskie ruchy w Kazachstanie?
- Proces trwa od rozpadu Związku Radzieckiego i składał się z trzech stadiów. Na początku lat dziewięćdziesiątych w Kazachstanie tak jak w całej Azji Centralnej mieliśmy do czynienia z organizacjami zagranicznymi. Misjonarze przychodzili z południa, w Uzbekistanie pojawili się jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych. Druga fala rozpoczęła się na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Po rozpadzie Związku Radzieckiego wielu młodych Kazachów zaczęło wyjeżdżać za granicę zdobywać wykształcenie i po kilku latach stopniowo wracali. Jeździli głównie do krajów muzułmańskich - do Turcji, Egiptu, Pakistanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich - a ten bum edukacyjny był absolutnie nie kontrolowany. Nikt nie wiedział gdzie dokładnie byli i czego się tam uczyli. Wracali często już zarażeni ideami radykalnego islamu. Od tego czasu rokrocznie zwiększa się liczba wykrytych i zatrzymanych ekstremistów. Obecnie obserwujemy trzeci etap procesu radykalizacji islamu. Wykształciło się u nas nasze własne podziemie, które przeszło od słów do czynów. Rozpoczęły się zamachy z których większość jest przygotowywana amatorsko, ale ich profesjonalizm rośnie - wielu Kazachów szkoli się w obozach Talibów i kiedy wrócą do kraju nie będą już ludźmi robiącymi bomby według wiedzy zaczerpniętej z internetu, ale staną się zawodowcami. Przede wszystkim jednak doszło do jednej, zasadniczej zmiany - teraz Kazachowie we własnym kraju walczą z własnymi władzami. Wcześniej jeśli wykrywano jakieś grupy ekstremistyczne, to byli to najczęściej bojownicy, których celem była walka z Rosji czy chińskim Sinciangu. Kazachstan traktowali wyłącznie jako kryjówkę i nie prowadzili tutaj działań bojowych. To się zmieniło.

Dlaczego
zamachy zaczęły się właśnie w 2011 roku?
- Ilość przeszła w jakość. Osoby, które zajmowały się agitacją postanowiły zmienić strategię, sięgnąć po bardziej efektywne metody. To poważny problem, bo większość Kazachów żyje dziś w strachu. Po części jest to również wina władz, ponieważ w Kazachstanie mamy do czynienia z deficytem informacji, który prowadzi do powstawania plotek, paniki czy wątpliwości.

Islamiści
wysuwają jakieś żądania?
- Póki co nie.

Jakie
mają metody?
- Walczą przede wszystkim ze strukturami siłowymi. Odwołują się do społecznych outsiderów, do tych którzy nie są beneficjentami tego systemu, są poza jego nawiasem, mówią też dużo o korupcji. Ich atrakcyjność polega też na tym, że Kazachom brakuje systemu wartości - w czasach radzieckich mieli ideologię podaną na tacy, a teraz są zagubieni. Działają często w samych meczetach, do których trafia coraz więcej i więcej Kazachów. Islamiści kręcą się tam, podchodzą do ludzi, zagadują, dają ulotki, dyskutują, proponują im pogłębione studia nad islamem, aż w końcu , kiedy ludzie - głównie młodzi - przychodzą, islamiści przedstawiają im własną interpetację religii. Uzależniając się od pseudoreligijnej grupy, człowiek coraz bardziej oddala się się od systemu - społeczeństwa, rodziny czy miejsca pracy - coraz mniej go z tym systemem łączy, ma coraz mniej do stracenia, a przez to jest gotów na coraz większe poświęcenia. W ten sposób przybywają wciąż nowi i nowi "żołnierze".

Dosym Satypajew jest dyrektorem kazachstańskiego think-tantu Risk Assessment Group oraz doktorem nauk politycznych.

Reklama

Rozmawiał: Zbigniew Rokita

Źródło: New Eastern Europe

Dowiedz się więcej na temat: Nursułtan Nazarbajew | New Eastern Europe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje