Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Kto mógłby zastąpić Janukowycza i dlaczego tylko "mógłby"? Słabości ukraińskich opozycjonistów

​ Scenariusz w którym partiom Batkiwszczyna, Udar i Swoboda udaje się porwać za sobą masy i przejąć władzę w kraju jest póki co nierealny: opozycja jest zbyt słaba, jej liderzy mają problemy z kontrolowaniem własnych sił politycznych, a społeczeństwo nie dojrzało do rewolucji.

W połowie marca rozpoczęła się akcja "Powstań Ukraino!", która, według zamierzeń opozycji, ma zakończyć się obaleniem prezydenta Wiktora Janukowycza, co oczywiście nie nastąpi. Jednym z głównych problemów ukraińskiej opozycji jest fakt ograniczonego zaufania, jakim darzą ją ukraińscy wyborcy. Wielu z tych ostatnich nawet w sytuacji katastrofalnego stanu państwa będącego w dużej mierze skutkiem rządów Partii Regionów (oraz oczywiście wszystkich ekip rządzących od 1991 roku niepodległą Ukrainą), nie widzi w opozycjonistach siły, która mogłaby doprowadzić do poprawy ich losu. Po części wynika to z powszechnego rozczarowania całą klasą polityczną, jednak przede wszystkim z widocznej gołym okiem słabości rywali Niebieskich.

Reklama

 

Jaceniuk: w cieniu Tymoszenko?

Głównym problemem Arsenija Jaceniuka, mogącym postawić pod znakiem zapytania jego dalszą karierę polityczną, jest jego niepewna pozycja w Zjednoczonej Opozycji-Batkiwszczyna. Wynika to z faktu, że koalicja Batkiwszczyna stanowi platformę polityczną grupującą aż 7 partii (plus przedstawicieli Medżlisu Tatarów Krymskich). Dla członków wielu z tych ugrupowań Jaceniuk jest uzurpatorem, który pod nieobecność Julii Tymoszenko podstępnie przejął kontrolę nad jej partią.

Czytaj więcej na stronach "Nowej Europy Wschodniej"

Póki była premier pozostaje w więzieniu, lider Frontu Zmian jest w stanie w miarę skutecznie grać jedną z głównych ról w ukraińskiej polityce, jednak w razie jej uwolnienia jego znaczenie gwałtownie spadnie. Jeśli wtedy zdecyduje się na próbę obrony swoich wpływów, może to doprowadzić do rozłamu we frakcji parlamentarnej Batkiwszczyna oraz zapewne przegranej samego Jaceniuka, a w konsekwencji marginalizacji. Już teraz część członków Zjednoczonej Opozycji (jak na przykład Anatolij Hrycenko) publicznie wyraża niezadowolenie z jego stylu rządzenia i przy sprzyjających okolicznościach mogliby oni ponownie przypomnieć Ukraińcom o mniej chwalebnych kartach jego politycznej biografii (tak jak to czynili w trakcie kampanii wyborczej).

Jaceniukowi nie pomogło też oddanie bez walki przez Batkiwszczynę mandatu Serhija Własenki: deputowany przez swoje związki z Tymoszenko był dla niego niewygodny, a decyzja sądu o pozbawieniu go statusu deputowanego była mu w opinii wielu nawet bardziej na rękę niż Partii Regionów. Fakt ten nie umknął uwadze ukraińskiej opinii publicznej a postawa Jaceniuka została skrytykowana zarówno przez środowiska opozycyjne (w osobie wyżej wymienionego Hrycenki), jak i partię władzy reprezentowaną przez Nestora Szufrycza, która nie przepuściła okazji żeby pogorszyć i tak już nadszarpniętą reputację tego polityka.     

   

Tiahnybok: zagrożenie nazizmem?

Rozważania na temat Ołeha Tiahnyboka i radykalizacji ruchu nacjonalistycznego na Ukrainie należałoby rozpocząć od stwierdzenia, że to nie on stanowi dla kraju zagrożenie wynikające z rosnącej popularności ideologii nazistowskiej. Jest raczej odwrotnie: radykalizujące się nastroje w coraz większym stopniu utrudniają mu utrzymanie pozycji na ukraińskiej scenie politycznej oraz w samej Swobodzie.

Tiahnybok próbuje odciąć się od co bardziej radykalnych elementów ideologii stanowiącej podstawę funkcjonowania swojego ugrupowania: tylko w ten sposób może zostać zaakceptowany przez większą część społeczeństwa i realnie myśleć o zwycięstwie w wyborach prezydenckich. Coraz bardziej aktywny i radykalny ukraiński nacjonalizm może jednak uniemożliwić mu realizację tego celu.

Ostatnie skandale (w rodzaju antysemickich napisów na kamienicach zamieszkanych przez znanych przedstawiciel mniejszości żydowskiej w Kijowie) wpływają negatywnie na to jak postrzegany jest na ukraińskiej i - tym bardziej - międzynarodowej scenie politycznej. Co gorsza, nawet gdyby chciał przeciwdziałać takim aktom, to wydaje się, że jego możliwości w tym zakresie maleją, a sytuacja będzie pogarszać się wraz z radykalizacją całego ruchu. Innymi słowy, im bardziej będzie próbował im zapobiegać lub przynajmniej się od nich dystansować, tym bardziej będzie szkodzić to jego reputacji i znaczeniu w środowiskach prawicowych, które prędko mogą znaleźć sobie nowego przywódcę. 

Nie należy także zapominać o tym, że Tiahnybok, wypromowany przez prorządowe media, był i w dużej mierze nadal pozostaje politykiem "wygodnym" dla Partii Regionów. Fakt ten, z którego Ukraińcy dobrze zdają sobie sprawę, dodatkowo podważa jego autorytet i wiarygodność. 

 Nowy numer "Nowej Europy Wschodniej" już w sprzedaży

Kliczko: pionek Firtasza?

Na dzień dzisiejszy najsilniejszym z polityków opozycyjnych (poza uwięzioną Julią Tymoszenko) wydaje się być Witalij Kliczko. Jego popularność w społeczeństwie wynika jednak wyłącznie z sukcesów sportowych i faktu, że póki co nie został jeszcze wplątany w żadne poważne afery (dotychczasowa działalność starszego z braci Kliczko jako deputata nie jest już przykładowo tak błyskotliwa jak kariera bokserska). 

Co więcej, coraz częściej pojawiają się głosy poddające w wątpliwość samodzielność Witalija Kliczki jako polityka. Już w okresie przedwyborczym media zwracały uwagę na powiązania kluczowych postaci partii Udar z oligarchą Dmytro Firtaszem. Obecnie temat został rozwinięty i mówi się o tym, że bliski współpracownik wyżej wymienionego biznesmena Sierhij Lowoczkin (notabene szef administracji prezydenta Janukowycza) ma duży wpływ na podejmowane przez Kliczkę działania. Niezależnie od tego, czy teorie te odpowiadają prawdzie, już samo ich istnienie podważa pozycję byłego boksera. W obecnej sytuacji każda jego decyzja, która w jakiś sposób może zostać zinterpretowana jako korzystna dla grupy Firtasza, a więc także i Partii Regionów (a tych było już kilka), będzie służyć jego przeciwnikom jako dowód na słuszność tej tezy.

 

Rewolucja po ukraińsku

Efekty rozpoczętej od protestów w Winnicy akcji "Powstań Ukraino!" są póki co niewielkie. Opozycja nie jest w stanie zmobilizować większej ilości demonstrantów, niepokojąc w ten sposób poważnie władze. Wynika to po części z wyżej wymienionych powodów, a po części także z faktu, że Ukraińcy po prostu oduczyli się protestować i nie wierzą w możliwość zmiany na lepsze.

Chociaż winę za niewielką skuteczność swoich dotychczasowych poczynań opozycja stara się zrzucić na działania władzy a nawet na pogodę, to tłumaczenia te brzmią mało przekonująco i w rezultacie szumne zapowiedzi o obaleniu prezydenta pozostaną zapewne tylko zapowiedziami, co z kolei może kosztować Batkiwszczynę, Udar i Swobodę kolejne głosy wyborców, którzy ponownie utwierdzą się w przekonaniu o ich słabości. Scenariusz taki wydaje się tym bardziej prawdopodobny, że na przeciwko nich stoi Wiktor Janukowycz, dla którego po trzech latach palenia za sobą kolejnych mostów, utrata zajmowanego stanowiska niemal na 100 procent będzie oznaczać pozbawienie majątku i wolności, i który zrobi wszystko, aby nie dopuścić do takiego rozwoju sytuacji.

Sebastian Zagdański



Polecamy stronę internerową "Nowej Europy Wschodniej"

Dowiedz się więcej na temat: nowa europa wschodnia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy