Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Wielka i mocarstwowa Słowacja

Węgrzy wizualizują sobie swoje "Wielkie Węgry", w obręb których wchodzi cała Słowacja (i m.n. spore obszary Rumunii i Serbii). Słowacy nie pozostają dłużni i wizualizują sobie czasem "Wielką Słowację", obejmującą całe Węgry, a także Czechy, Saksonię, kawał Ukrainy, Rumunii i ćwierć Polski.

Andrzej Stasiuk pisał kiedyś, że "małe kraje powinny być zwolnione z lekcji historii", ale one same wcale nie zamierzają się z niej zwalniać. Pięciomilionowa Słowacja, tak samo jak inni jej sąsiedzi, też próbuje dokopać się do wielkich przodków i zbiera do kupy ślady dawnej potęgi. Dawnej i rzekomej.

Reklama

Rumuni to Rzymianie, Polacy to Wandalowie, a Węgrzy to Sumerowie...

Cóż, wiadomo: Polacy uważali się za potomków Sarmatów, a niektórzy historycy twierdzą, że jesteśmy mówiącymi słowiańskim językiem Wandalami. Węgrzy twierdzili, że pochodzą od Hunów (a niektórzy nawet, że od Sumerów). Słowiańscy Macedończycy uważają się za spadkobierców Macedończyków starożytnych, potomków Aleksandra. Rumuni twierdzą, że w prostej linii pochodzą od Daków i Rzymian, a niektórzy Białorusini mają się za jedynych spadkobierców Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wielu Słowaków pragnie z kolei udowodnić światu, że również sroce spod ogona nie wypadli. I swoje pochodzenie wywodzą od Wielkich Moraw.

Uważa tak na przykład słowacki premier Robert Fico. Parę lat temu opowiadał, że należy tworzyć na Słowacji "rozumną państwową politykę historyczną", która sprawi, że młodzi obywatele będą bardziej przywiązani do swojego państwa. Taką polityką miałoby być właśnie uznanie, że Wielkomorawianie to "dawni Słowacy", a ich książę, Świętopełk Morawski, za czasów którego Wielkie Morawy opanowały większość Europy Środkowej -  był tych "dawnych Słowaków" królem.

Prezydent Słowacji Ivan Gasparovic popiera tezę premiera. "Pierwsze niezależne państwo - państwo Wielkomorawskie -założyli dawni Słowacy pomiędzy VIII a IX wiekiem" - można przeczytać na jego stronie internetowej.

Cóż. W prawie każdej z takich teorii na temat pochodzenia mieści się jakaś prawda, ale każda z tych prawd jest, delikatnie mówiąc, naciągana. Niełatwo dojrzeć na przykład tak mocny związek pomiędzy Imperium Rzymskim a obecną Rumunią, który uzasadniałby tezę, że Rumuni to Rzymianie.

Pewne związki pomiędzy Romą a Rumunią oczywiście istnieją (język, rzymskie osadnictwo), ale co najmniej tak samo mocne spoiwa łączą Rumunów ze Słowianami. Słynny język rumuński, rzekomo najbliższy kuzyn łaciny, był dawniej językiem mieszanym, romańsko-słowiańskim, a "podromanizowano" go dopiero w XIX wieku, w czasie tworzenia się nowoczesnych nacjonalizmów. Francuzi z kolei odwołują się do tradycji starożytnych Galów, ale język mają romański, a nazwę państwa - germańską.

Tak więc kwestia pochodzenia od kogoś jest zawsze sprawą umowną: z jakiegoś powodu ani Francuzi, ani Retoromanie, ani - też przecież romańskojęzyczni - Brazylijczycy się za Rzymian nie uważają, choć, biorąc pod uwagę argumentację Rumunów - mogliby, i to bez problemu.

Jeśli skoncentrowalibyśmy się z kolei na pochodzeniu genetycznym, to grunt, na który byśmy wkroczyli, byłby już całkiem grząski. A gdyby tak jeszcze potraktować to pochodzenie serio, to trzeba by było zmieniać zupełnie mapę Europy: wszyscy bowiem jesteśmy totalną genetyczną sałatką. Oczywiście, wielu Macedończyków posiada jakieś genetyczne związki ze starożytnymi Macedończykami, ale co najmniej równe silne więzy genetyczne łączą ich ze Słowianami, Grekami, Illirami czy zachodnimi Europejczykami, którzy przeciągnęli przez tamte rejony w czasach wypraw krzyżowych.

U Węgrów z kolei ślad genetyczny po stepowych Madziarach (na których spuściznę powołuje się Budapeszt, konstruując nawet takie czary-mary, jak "polityka panturańska") u zdecydowanej większości społeczeństwa nie występuje w ogóle: Madziarów było po prostu zbyt mało, więc o ile udało im się narzucić Węgrom swój język, to roztopili się  w masie panońskich Słowian, Celtów itd. I choć są, jak wszyscy inni, genetycznie niejednorodni, to wśród nich powtarza się często genotyp, który zbliża ich najmocniej nie do Finów, Estończyków czy swoich azjatyckich pokrewieńców językowych, a, co ciekawe, do Polaków.

Dlatego, swoją drogą, niektórzy słowaccy nacjonaliści uważają, że Węgrzy to "zdrajcy" Wielkich Moraw, czyli "dawnych Słowaków". Że Węgrzy to nikt inny, jak "Słowacy", którzy dali się zmadziaryzować tak samo, jak Bośniacy "dali się" zislamizować. I że Balaton, czyli słowiańskie jezioro Błotne, dobrze by było kiedyś odzyskać.

Z wyborem tożsamości narodowej, jak widać, jest jak w tym dowcipie z posiadaniem kota: można stanąć sobie na balkonie, popatrzeć na bawiące się na podwórzu dachowce, a potem założyć, że jeden z nich należy do nas. Można sobie wybrać. A wybiera się to, co atrakcyjne.

Komu ojczyzna miła, ten syn Świętopełka

Na Fica wsiedli historycy, przekonujący, że w czasach Wielkich Moraw nie istniała żadna słowacka tożsamość, dlatego trudno mówić o jakichkolwiek "dawnych Słowakach" w odniesieniu do Wielkich Moraw. Zwolennicy jednak tezy o "wielkomorawskim" pochodzeniu Słowaków uważają, że to nie jest problem: w końcu czy Polanie i Wiślanie myśleli o sobie jako o Polakach?

Upraszczając, "wielkomorawskość" dzieli Słowaków w podobny sposób, w jaki są podzieleni Polacy: na "prawdziwych" i "nieprawdziwych". Tym "prawdziwym", oczywiście, leży na sercu wielkość ojczyzny i z radością przyszywają Słowację do Wielkich Moraw. Podejście do "kwestii wielkomorawskiej" stało się w pewnym sensie wyznacznikiem podziału nacjonalista-antynacjonalista.

Gdy w 2010 roku odsłaniano w Bratysławie pomnik Świętopełka, opisanego na cokole jako "król dawnych Słowaków", zebrali się pod nim nacjonaliści z ogolonymi głowami i antyfaszyści, którym się rzeczeni nacjonaliści (i hasła przez nich głoszone) nie podobali. Do tego, jak twierdzili antyfaszyści, krzyż lotaryński na tarczy Świętopełka dziwnie przypomina w swojej formie symbol, którego używała faszystowska Gwardia Hlinki z czasów, gdy Słowacja była marionetkowym państwem, służącym hitlerowskiej III Rzeszy.

Do tradycji tej właśnie narodowo-katolickiej Słowacji notabene, wiedzionej przez ks. Tisę, nawiązują współcześni słowaccy nacjonaliści. Mimo że tisowska Słowacja była stworzona przez Hitlera i Hitlerowi służyła (to właśnie w jego imieniu zaatakowała w 1939 roku Polskę), nacjonaliści twierdzą, że to dzisiejsza Słowacja jest państwem zniewolonym, bowiem "uzależniona" jest od Brukseli, natomiast krajem prawdziwych "wolnych Słowaków" była Słowacja faszystowska. Jak się łatwo domyślić, strasznie spodobała im się forma lotaryńskiego krzyża na tarczy Świętopełka.

CZYTAJ TEŻ: Polska założona przez Ukraińców i inne mity narodowe

Pomiędzy oboma grupami stanęła policja. Nacjonaliści ruszyli szturmem na funkcjonariuszy, zarzucając ich standardowym wachlarzem określeń zazwyczaj przez nacjonalistów stosowanych (geje, Żydzi etc.) i dostali po głowach. W ten sposób powstali pierwsi narodowi męczennicy walki o "prawdę historyczną".

Premier Fico odcina się od nacjonalistów, ale nie od Świętopełka.

"Czego się wstydzimy? 1200 lat temu mieliśmy państwo, które było nieporównywalne z niczym na świecie. W innych krajach nic wtedy nie było. Może chodziły tam jakieś zwierzęta, ale nie było żadnych tworów państwowych - mówił. - Dlaczego nie dać ludziom więcej dumy?" - pytał Fico.

Węgrzy? To zmadziaryzowani "dawni Słowacy..."

Dumę można dać, ale współczesna tożsamość słowacka to sprawa "urodzona" mniej więcej 200 lat temu. Nazwa słowackiego państwa to to samo, co nazwa Słowian jako takich: "Słowacczyzną" nazywano należące do Węgier tereny zamieszkane przez Słowian. Być może ta węgierska spuścizna sprawia, że Słowacy roszczą sobie czasem prawa do "zagospodarowania" wszystkich "bezimiennych" Słowian, których terytoria opanowali Węgrzy: przecież Madziarowie, dokonując "zajęcia ojczyzny" w Basenie Karpackim, nie zajęli pustych przestrzeni - żyli tam panońscy Słowianie. Ci Słowianie tworzyli nawet państwowe organizacje, takie jak np. Księstwo Błatneńskie (od jeziora Balaton, słowiańskiego jeziora Błotnego).  I, jakkolwiek na to patrzeć, to właśnie oni są w gigantycznym stopniu genetycznymi przodkami dzisiejszych Węgrów.

I Słowaccy nacjonaliści często ten fakt wykorzystują...

"Opowiem wam krótką historię - mówił w 2006 roku Jan Slota, szef skrajnie prawicowej Słowackiej Partii Narodowej. - W 1248 roku pewien biskup odwiedził Basen Karpacki i powiedział: [...] zastanawiam się  jak Bóg mógł dać tak piękny kraj tak paskudnym ludziom. Miał na myśli dawnych Węgrów, bo to był lud mongoloidalny z krzywymi nogami, jeżdżący na paskudnych konikach. Małych konikach [...]. Teraz ci "mongoloidzi" jakoś zniknęli... Nie wiem, kto im pokazał, jak być cywilizowanym. Ale wydaje mi się, że to była krew słowiańska... niestety. Nie wiem, szczerze mówiąc, czy ci Węgrzy, którzy tak bardzo lubią mówić o sobie jako o Węgrach, są prawdziwymi Węgrami. Myślę, że 90 procent z nich ma słowiańską krew, i może 10 procent ma krew dawnych Węgrów... ale oni ciągle ochoczo salutują jakimś turulom i innym wariactwom...".

Narodowo zorientowany dziennikarz Jergus Ferko w tekście pt. "Węgierskie samookłamywanie się" pisał, że "ziemie Węgier są gęsto usiane" słowiańskimi nazwami: są to nazwy miast, rzek, gór etc. Nazywa panońskich Słowian wprost: "dawnymi Słowakami", a węgierską wizję dziejów nazywa "kradzieżą historii".

Owszem, słowiańscy przodkowie Węgrów byli "madziaryzowani". Ale jakie to dziś ma znaczenie? Litwini argumentują, że wileńscy Polacy to "zeslawizowani Litwini" i jest to taka sama "prawda" jak to, że Węgrzy to "zmadziaryzowani Słowianie". Prawda ujęta jest w cudzysłów, bowiem współczesnych Węgrów czy litewskich Polaków nikt - odpowiednio - nie madziaryzował ani slawizował. Na terenach obecnej Polski przed przybyciem Słowian żyli Germanie i Celtowie: oni też zostali zeslawizowani, a ich potomkowie nie mają obecnie wątpliwości co do swojej polskiej narodowości.

Ale ta współczesna narodowość jest sprawą całkiem nową. Mieszkaniec podtarnowskiej wsi jeszcze w XIX wieku nie miał pojęcia, że jest Polakiem - dokładnie tak samo jak przeciętny góral spod Martina nie wiedział, że jest z niego przedstawiciel narodu słowackiego. W tamtych czasach "poczucie narodowe" było wyłącznie domeną inteligencji. Dość przypomnieć, że na polskim Podlasiu "tutejsi" żyli jeszcze długo po II wojnie światowej.

Współcześni Słowacy tęsknią jednak do tego, co - według nich - powinien posiadać każdy "normalny naród": tradycji państwowych struktur, organizacji. I stąd zapewne to , cokolwiek rozpaczliwe, podpinanie się pod tradycję Wielkich Moraw, państw panońskich czy nawet państwa Samona.

Niektórzy węgierscy intelektualiści twierdzą, że Słowacy te struktury posiadali: byli przecież obywatelami państwa węgierskiego, a zatem węgierscy królowie byli ich królami a węgierskie państwo - ich państwem.

Należy jednak wątpić, czy Słowacy to kupią. Niby struktury te stworzyli potomkowie "dawnych Słowaków", ale jednak "zmadziaryzowani".

Ziemowit Szczerek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje