30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce

Jaruzelski: Być może jest to moje ostatnie słowo

Gen. Wojciech Jaruzelski skończył składanie wyjaśnień jako oskarżony za wprowadzenie w 1981 r. stanu wojennego. Nie chce odpowiadać na pytania prokuratora IPN; będzie zaś odpowiadał na pytanie sądu i innych oskarżonych, co ma nastąpić 7 listopada.

- Być może jest to moje ostatnie słowo - tak 85-letni gen. Jaruzelski zakończył przed Sądem Okręgowym w Warszawie swe wyjaśnienia. Odczytywał je z grubego pliku kartek przez pięć rozpraw. Następną fazą procesu będą pytania do oskarżonego.

Reklama

Jaruzelski zapowiedział, że nie będzie odpowiadał na pytania prokuratora, odpowie zaś na pytanie sądu oraz innych oskarżonych i ich obrońców. Uzasadniał to faktem postawienie mu takiego zarzutu, który jest podstawą oskarżania "zbrodniczych gangów", co "jest nie tylko osobistą zniewagą, ale godzi także w dobre imię jego podwładnych oraz tych, którzy poparli stan wojenny". Powtórzył, że w akcie oskarżenia są liczne błędy i nieścisłości.

Oskarżony oświadczył, że zarzut IPN, jakoby kierował związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, jest absurdalny, gdyż - jak mówił - oznacza, że można być jednocześnie "i legalną władzą, i nielegalną organizacją".

Na zakończenie wyjaśnień Jaruzelski powtórzył, iż był i jest przekonany, że stan wojenny uchronił Polskę przed "paraliżem państwa, załamaniem gospodarki, konfliktem bratobójczym i interwencją wojsk Układu Warszawskiego".

Powiedział, że złożył tak obszerne wyjaśnienia - które chce w całości opublikować - bo wymagał tego "akompaniament procesu" i chęć by jego słów nie przekręcano.

Skala internowań i zwolnień z pracy w stanie wojennym była niewłaściwa - przyznał wcześniej Jaruzelski. - Jeśli jakiś milicjant bezzasadnie użył pałki, osobiście ubolewam, żałuję i przepraszam - oświadczył. Zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 r. przez oficerów SB nazwał "ohydną zbrodnią", która była - jak podkreślił - ciosem w naszą politykę.

Generał podkreślił, że choć Kościół katolicki "był całym sercem z "Solidarnością", to zarazem wzywał do rozwagi". Powołał się na swą z rozmowę z prymasem Polski kard. Stefanem Wyszyńskim, który mówił mu, że "Solidarność" "powinna iść po linii społeczno-zawodowej, a następuje zewnętrzna infiltracja, by uczynić z niej ruch polityczny". Jaruzelski oświadczył też, że w 1983 r. na Wawelu Jan Paweł II mówił mu, że "socjalizm jest realnością, chodzi o to, by miał on ludzką twarz".

Podsądny krytykował porównywanie sytuacji w ówczesnej Polsce do sytuacji po zamachu stanu Augusto Pinocheta w Chile w latach 70. - To polityczna i moralna nieprzyzwoitość - oświadczył. Wspomniał o hołdach dla Pinocheta ze strony "wpływowych dziś polityków".

Jaruzelski podkreślił, że w 1981 r. władze nie miały "ani możliwości, ani chęci", by ukrywać plany stanu wojennego przed sojusznikami z Układu Warszawskiego. Zarazem dodał: "Nie ulegliśmy naciskom, by wszystkie dokumenty, włącznie z dekretami, zostały zawczasu podpisane".

Wniósł do sądu powołanie 26 świadków, w tym m.in. Mieczysława Rakowskiego, Stanisława Cioska oraz innych przedstawicieli ówczesnych władz. Nie wniósł o ponowne wezwanie świadków z zagranicy (wcześniej domagał się przesłuchania m.in. Michaiła Grobaczowa, Margaret Thatcher i Zbigniewa Brzezińskiego; wniosek ten oddalił w czerwcu br. Sąd Apelacyjny w Warszawie).

Po zakończeniu wyjaśnień Jaruzelski dostał od swych dawnych podkomendnych kwiaty.

- Jaruzelski korzysta z wszelkich praw osoby oskarżonej i tyle (...) może mówić zgodnie z obowiązującymi przepisami co chce - powiedział dziennikarzom prokurator IPN Piotr Piątek. Dodał, że nie będzie dyktował do sądowego protokołu swych przygotowanych wcześniej pytań do Jaruzelskiego (robią tak czasem oskarżyciele, gdy podsądni nie chcą odpowiadać na ich pytania). Piątek nie chciał ujawnić, jakie było najważniejsze pytanie, jakie chciał zadać Jaruzelskiemu.

Prokurator oświadczył, że wyjaśnienia generała w niczym go nie zaskoczyły, gdyż były powtórzeniem wcześniej głoszonych tez. Piątek dodał, że odniesie się do nich w swej mowie końcowej.

Jaruzelski nie przyznaje się do zarzutów stawianych przez IPN; w śledztwie odmawiał wyjaśnień. Ówczesny I sekretarz PZPR, premier PRL, szef MON i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego jest oskarżony o kierowanie "związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw" - za co grozi do 10 lat więzienia. Drugi zarzut to podżeganie Rady Państwa do przekroczenia jej uprawnień przez uchwalenie dekretów o stanie wojennym wbrew konstytucji PRL - bo podczas trwania sesji Sejmu.

W kwietniu 2007 r. pion śledczy IPN w Katowicach skierował akt oskarżenia wobec dziewięciu osób - członków władz PRL, członków utworzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. WRON oraz Rady Państwa PRL (która formalnie wprowadziła stan wojenny i wydała odpowiednie dekrety). Główni oskarżeni to Jaruzelski, 82-letni gen. Czesław Kiszczak - członek WRON i ówczesny szef MSW - oraz 80- letni Stanisław Kania, były już wtedy I sekretarz KC PZPR.

12 września ruszył proces siedmiu już tylko osób. Nie przeszkodziła temu nieobecność Kiszczaka, który nie stawia się na rozprawy tłumacząc się złym stanem zdrowia; sąd uznaje jego nieobecność za nieusprawiedliwioną. Ostatnio sąd zarządził jednak jego badania lekarskie.

Podsądni odrzucają zarzuty - które przedawnią się dopiero w 2020 r. Twierdzą, że nie popełnili przestępstwa, bo działali w stanie wyższej konieczności wobec groźby sowieckiej interwencji. W grudniu 1981 r. nie było groźby takiej interwencji, a państwa Układu Warszawskiego uznały, że sprawa leży w wyłącznej gestii władz PRL - replikuje pion śledczy IPN.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje