Sześciolatki do szkoły

Rodzice: MEN kłamie

"Jako protestujący rodzice jesteśmy oburzeni manipulacjami i kłamstwami zawartymi w wywiadzie z panią Ligią Krajewską, szefową biura politycznego ministra edukacji i warszawską radną PO zamieszczonym na stronach internetowych serwisu platforma.org" - piszą rodzice sprzeciwiający się planowanej reformie MEN obniżającej wiek obowiązku szkolnego z 7 do 6 lat.

Oto treść listu:

Reklama

"1. Nie jest prawdą, że aż do 2012r. rodzice będą mieli wybór, czy chcą posłać sześciolatka do szkoły czy nie, gdyż:
a) już od roku 2009 do szkoły będą musiały pójść wszystkie sześciolatki, tam gdzie gmina nie zapewni miejsc w przedszkolach, a 800 gmin w Polsce nie ma ani jednego przedszkola, a niektóre gminy, w tym część warszawskich, zerówki przedszkolne już zlikwidowały
b) z tego samego powodu do szkół mogą trafić dzieci PIĘCIOLETNIE, które według planów reformy już w 2010r. będą miały OBOWIĄZEK PRZEDSZKOLNY, który w przypadku braku przedszkola, będą musiały realizować w szkole

2. Nie jest prawdą, że rodzice są dezinformowani przez partie polityczne. Dotarły do nas głosy poparcia naszych postulatów ze strony różnych ugrupowań (Lewica, SdPl, PiS, Polska XXI), a posłowie PiS zaprosili nas na posiedzenie Komisji Edukacji 29 września. Natomiast my nie identyfikujemy się z żadną partią, jesteśmy ruchem apolitycznym, grupującym wyborców różnych ugrupowań, a łączy nas jedynie troska o przyszłość naszych dzieci. Mówienie o dezinformowaniu nas przez partie polityczne jest kłamstwem, którego nie popierają żadne fakty.

3. Nie jest prawdą, że ministerstwo konsultuje się z rodzicami. Od maja próbujemy spotkać się i porozmawiać z przedstawicielami ministerstwa przychodząc bez zaproszenia na konferencje w sprawie reformy. Tymczasem po raz pierwszy przedstawiciele ministerstwa usiedli z nami porozmawiać przy jednym stole dopiero 28 września w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, i to wyłącznie dzięki pośrednictwu pana premiera, do którego zwróciliśmy się o wysłuchanie naszych postulatów. Nieprawdą jest, że konsultacje wojewódzkie w maju br., na które powołuje się pani Krajewska, przewidywały rozmowy z rodzicami. Przykładem są konsultacje w Warszawie 12 maja, na które przedstawiciele Akcji Ratuj Maluchy przyszli bez zaproszenia. List, który wręczyli, pani minister Hall ( z tysiącem podpisów) pani minister zostawiła na stole, nie biorąc go do ręki. Na tym samym spotkaniu rodzice z Warszawy prosili panią minister o rozmowę na temat likwidowanych właśnie w przedszkolach na Mokotowie zerówek, pani minister odmówiła rozmowy i odesłała rodziców do samorządu.

4. Zdanie "w Polsce jest wielu rodziców, którzy popierają zmiany" jest manipulacją, niepopartą faktami. Do naszego protestu dołączyło prawie 30 tys. rodziców z tysięcy różnych miejscowości w całej Polsce. Znane są nam, i Państwu zapewne również, protesty rodziców jakie wywołują w różnych miastach próby likwidacji zerówek przedszkolnych przez samorząd. Najbardziej spektakularne w Poznaniu i Gdańsku doprowadziły do ustąpienia samorządów z planów zmian niekorzystnych dla dzieci. Reakcja rodziców na takie zmiany jest jednoznacznie negatywna, niezależnie od tego, jakie ugrupowanie je wprowadza i czy robi to lokalnie, czy w skali całej Polski.

5. Nie jest prawdą, że samorządowcy cieszą się z proponowanych zmian i liczą na dodatkowe pieniądze z ministerstwa, czego dowodzą głosy na konferencji zorganizowanej w Warszawie 12 września przez panią Irenę Dzierzgowską w imieniu miesięcznika "Dyrektor szkoły". Samorządowcy zgromadzeni na konferencji mówili o niemożliwości zmiany infrastruktury szkolnej w tak krótkim czasie, jaki proponuje ministerstwo. Trudno mówić też o dodatkowych pieniądzach, jakie otrzyma samorząd, jeśli ma to być 50 mln w skali całego kraju, w pierwszym roku reformy, co jest równe rocznym nakładom na oświatę ponoszonych w JEDNEJ średniej wielkości gminie miejskiej. Po podziale na 14000 szkół w Polsce otrzymujemy sumę 3,5 tys. zł na szkołę (podobne pieniądze szkoły mają otrzymać w dwóch kolejnych latach, razem około 10 tys. zł). Nic dziwnego, że ministerstwo w oficjalnych pismach do dyrektorów zaleca szukać pomocy u rodziców, doradzając np. bezpłatne korzystanie z pomocy taty-architekta w zaprojektowaniu przebudowy szkoły. (Problem opisała gazeta "Metro" 6 października)

Przyznają Państwo, że trudno się dziwić rodzicom, którzy na tak formułowane założenia reformy reagują niepokojem i protestem.

Dziwi nas zdanie: "Społeczeństwo obywatelskie polega na współpracy, a nie na strajkach i protestach" w ustach urzędnika, który przez kilka miesięcy nie reagował na próby nawiązania przez rodziców kontaktu z ministerstwem. Informujemy również, że rodzice nie podejmowali żadnego strajku, a próba zwrócenia uwagi opinii publicznej na problem źle przygotowanej reformy ma na celu doprowadzenie do poważnej debaty na temat oświaty. Nasza akcja nie ma na celu krytyki rządu ani Platformy Obywatelskiej. Traktujemy Państwa poważnie i oczekujemy z Państwa strony tego samego.

W jednym zgadzamy się z panią Ligią Krajewską "dezinformacja jest niebezpieczna dla nas wszystkich". Rzetelna informacja jest niezbędna również wewnątrz struktury partyjnej. Jesteśmy przekonani, że Państwo, tak samo jak my, mają świadomość, że niedoinformowanie członków Platformy może skutkować tylko i wyłącznie utratą kontaktu z wyborcami, co będzie się przekładać na błędy w działaniu, a później również na wyniki wyborcze.

Z wyrazami szacunku

Tomasz i Karolina Elbanowscy, Akcja Ratuj Maluchy

Maja Majewska-Kokoszka, Forum Rodziców"

Dowiedz się więcej na temat: mena | edukacja | ministerstwa | pani minister | minister | reformy | szkoły | rodzice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje