Inna bitwa

W kuchni na ścianie wisi zegar. Zegar odmierza sekundy i minuty. Na cyferblacie napis - "Szczęśliwe dzieciństwo pomimo alergii". Obok w pokoju - piec, w którym babcia piekła kiedyś chleb. Z własnej mąki, najlepszej. Dziś - jak mówi - trudno taką kupić. W kolejnym pokoju - łóżko Izabeli. Za oknem - kilka drzew, dalej pola i las. Wszędzie żółte liście. Po podwórku biegają kury. Druga z bliźniaczek, ta zdrowa, rzuca im ziarno. Cieszy się, jest szczęśliwa. Izabela na ramionach mamy patrzy uważnie w tamtą stronę. Nie wiemy, co myśli.

Dalej jest chlew ze świniami i obornikiem. Stodoła. Wiszą na niej worki z orzechami włoskimi. To jeden z ostatnich domów na skraju pól. W tych okolicach długie, łyse wzgórza dominują pejzaż. To idealne miejsce do zbrojnego starcia. Właśnie tutaj, pod Racławicami, w 1794 roku polscy kosynierzy pod wodzą Kościuszki stoczyli bitwę z Rosjanami. Zwycięską. Mało kto zdaje sobie sprawę, że w tym domu toczy się od paru lat inna bitwa.

Reklama

SZLACHETNA PACZKA trwa. Zrób dobry uczynek przed świętami, dokonaj wpłaty i pomóż>>

Inny poród

Nic bitwy nie zapowiadało. Nikt się nie kłócił. Nikt nikomu nie wygrażał. Nie było wielkich katastrof. No, może poza jedną, tą naturalną. Kilka lat temu po jednej ulewie drogą przy domu Marty i Adama płynęła prawdziwa rzeka. Rodzice Adama, z którymi mieszkają, nie pamiętają takiego dramatu. Woda zalała całe podwórko. Podtapiała chlewy. Ale szybko opadła, wszystko wróciło do normy.

Marta i Adam poznali się, jak to często bywa, na dyskotece, na którą zjeżdżała się młodzież z okolicznych miejscowości. Potem wzięli ślub. Marta zaszła w ciążę. Wkrótce otrzymali podwójnie radosna informację - bliźniaczki. Ciąża przebiegała prawidłowo. Zbliżał się termin porodu. Marta czekała na niego w szpitalu. Myślała o pierwszych dniach z córkami w domu, o nowych wyzwaniach, o tym jak dorosną. Czy będą typowymi bliźniaczkami?

Zapytała położną, czy może iść samodzielnie do toalety. Położna zgodziła się. Tam, w łazience, Marta zaczęła rodzić. Zawołała o pomoc. Zobaczyła coś przerażającego. To była pępowina. Położna kazała jej wrócić do pokoju. Według wielu ekspertów tak nie powinno się zdarzyć - należało natychmiast pozostawić Martę w pozycji leżącej. Pępowina zablokowała dopływ tlenu niemowlęciu. Przydusiło go. Izabela urodziła się z porażeniem mózgowym. Adam musiał rzucić pracę. Z Izabelą trzeba było zajmować się bez przerwy. Nie potrafiła przełykać samodzielnie śliny i rodzice musieli co chwilę odsysać ją specjalnym urządzeniem. Pozbyli się łóżeczka ze szczeblami. Ciało Izabeli regularnie wyginał bardzo silny skurcz i mogła połamać sobie nóżki. Przez pierwsze osiem miesięcy żyli z pieniędzy z prezentów ślubnych.

Gdy skończyły się, Izabela uśmiechnęła się do nich po raz pierwszy. Gdy Marta wspomina tę chwilę, łzy napływają jej do oczu.

Inne święta

Rehabilitacja Izabeli kosztuje około 3 tysiące złotych miesięcznie. Adam musiał wrócić do pracy. Pracuje bardzo ciężko, od rana do wieczora, na budowach w Krakowie. Stoi codziennie w korkach. Zajmuje się wykończeniem domów. Po odjęciu wszystkich kosztów zostaje im w rodzinie mniej niż 200 zł na osobę. Marta nie jest w stanie pójść do pracy. To niezwykle spokojni i ciepli ludzie. Słuchanie ich sprawia przyjemność. Mówią spokojnie, w przemyślany sposób, pięknie formułują zdania. Ani nie chcą wzbudzać w nikim litości, ani nie ukrywają swojego dramatu.  Są po prostu naturalni i bardzo pokorni wobec losu.

Gdy otrzymali SZLACHETNĄ PACZKĘ, znajdowali się na samym dnie. Wcześniej brali udział w festynie w sąsiedniej miejscowości. To tam poznali się z wolontariuszką SZLACHETNEJ PACZKI. Wypytywała ich o ich sytuację. Nie wierzyli, że jeszcze się z nimi skontaktuje. Ludzie dziś rzadko dotrzymują słowa. Dużo gadają, ale niewiele z tego wynika. Ale wolontariuszka odwiedziła ich w domu. Do dziś utrzymują relacje. Adam wspomina, jak ciepłe i naturalne były te kontakty. Nikt na nikim nic nie wymuszał, nie wzbudzał złych emocji. - To był po prostu luz, swoboda, to takie ważne - mówi. To były inne święta. Inne, bo dzięki darczyńcom Izabela dostała drogi sprzęt medyczny, choćby specjalny wózek, który kosztuje 12 tysięcy złotych.

Inne spojrzenie

Z Izabelą, jak z wszystkimi dziećmi cierpiącymi na porażenie mózgowe, trudno złapać kontakt wzrokowy. Sprawia wrażenie, jakby nie potrafiła go skupić na czymkolwiek. Dzieje się to tylko raz, gdy jej rodzice otwierają w kuchni pudło. W środku coś błyszczy się. To złoty medal przekazany od gwiazdy sportu za ich bohaterstwo.

- Najbardziej ujmuje mnie w SZLACHETNEJ PACZCE bezinteresowność. Bliskość ludzi, ich ciepło. Przecież oni nie oczekują nic w zamian. Ludzie mają jeszcze wielkie serce. Bez nich nie bylibyśmy w stanie się podnieść.

Ale ta bitwa trwa. Zwycięstwo jest jasno wyznaczonym celem: samodzielność Izabeli. Własny dom z pokojem dla jej rehabilitacji.

SZLACHETNA PACZKA trwa. Zrób dobry uczynek przed świętami, dokonaj wpłaty i pomóż>>

  ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje