Tajne więzienia CIA w Polsce

Prawnik Human Rights Watch o "torturach na polskiej ziemi"

Nie ma wątpliwości, że w Polsce było tajne więzienie CIA. Nie ważne, ile za to zapłacono, ważne, że w Polsce torturowano ludzi - mówi prawnik John Sifton z organizacji Human Rights Watch (HRW), która jako pierwsza pisała o tym już w 2005 r.

Human Rights Watch w listopadzie 2005 r. podała, że tajne więzienia Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) znajdowały się w Polsce i Rumunii. Nieco wcześniej sprawę ujawnił dziennik "Washington Post", który napisał, że tajne więzienia działały w Europie Wschodniej, nie podając jednak nazw krajów.

- W 2005 r. Washington Post miał wymienić Polskę z nazwy, ale administracja prezydenta George'a W. Busha przekonała wydawców dziennika, by usunąć nazwy krajów i nie pisać o Polsce, ale o Europie Wschodniej. (...) My opublikowaliśmy oświadczenie, że kraje, o których mowa, to Polska i Rumunia. My wiedzieliśmy, +WP+ też wiedział, ale powstrzymał się (od ujawnienia) z powodu presji wywieranej przez administrację - powiedział Sifton.

Reklama

Wyjaśnił, że sprawą tajnych więzień CIA zajmuje się "od dziesięciu lat", a "w latach 2004-2007 jako ekspert HRW ds. terroryzmu poświęcał jej połowę życia". Obecnie jest jednym z dyrektorów organizacji.

- Nie ma żadnych wątpliwości, że w Polsce byli przetrzymywani więźniowie CIA. Przedstawiciele ówczesnych polskich władz zamiast zaprzeczać, niech już lepiej milczą - ocenił Sifton.

HRW na wątek Polski trafiła dzięki informacjom o samolotach, realizujących loty m.in. z Afganistanu i lądujących w Szymanach. - Zaczęliśmy pytać, co takiego jest na Mazurach. Gdy dowiedzieliśmy się, że chodzi o szkołę wywiadu, zaczęliśmy drążyć głębie  - powiedział prawnik.

Doniesienia "WP"

W czwartek "Washington Post" doniósł, że na początku 2003 r. polski wywiad dostał od USA 15 mln dolarów za udostępnienie Amerykanom ośrodka w Starych Kiejkutach. Według gazety było to "prawdopodobnie najważniejsze spośród tajnych więzień", w których CIA za pomocą uznawanych za tortury technik, m.in. podtapiania, przesłuchiwała podejrzanych o terroryzm.

- Polska prokuratura z pewnością zbada, czy te 15 milionów to były środki na pokrycie kosztów, choć w takim przypadku suma wydaje się zbyt duża, czy też pieniądze trafiły do kieszeni polskiego wywiadu - powiedział Sifton.

- Jednak najważniejsza kwestia to nie pieniądze, a łamanie praw człowieka. Nie chodzi nawet o to, że współpraca z CIA odbywała się z naruszeniem polskiego prawa, ale o to, że ludzie byli torturowani na polskiej ziemi, co stanowi pogwałcenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jeśli potwierdzi to sąd (Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu bada skargi, które złożyli Saudyjczyk Abd al-Rahim al-Nashiri i Palestyńczyk Abu Zubaida - PAP), to rząd Polski będzie ponosił prawną odpowiedzialność, nawet jeśli podstawowe działania prowadziły USA - zwrócił uwagę.

W 2009 r. Sifton był przesłuchiwany przez warszawską prokuraturę, która rok wcześniej wszczęła dochodzenie w sprawie. "Przekazałem im wszystkie dowody, jakimi dysponowaliśmy na temat tego, co działo się w Polsce" - wskazał prawnik. Wiele z nich prokuratura otrzymała już wcześniej od Rady Europy, która przeprowadziła własne śledztwo - zaznaczył.

Więzienie przeniesione do Polski

Ekspert powiedział, że CIA pierwsze tajne więzienie otworzyła w Tajlandii, ale przeniosła je do Polski, bo "ówczesny premier Tajlandii Thaksin Shinawatra powiedział CIA, że musi je zamknąć".

- Przenieśli się do Polski, a gdy uznali, że Polska nie jest dość dobrym miejscem, przetransportowali więźniów na Litwę i do Maroka. To wszystko już wiadomo, ale trudno jest publikować na to dowody, bo większość z nich opiera się na poufnych źródłach lub informacjach z drugiej ręki. Część dowodów jest jednak bardzo mocna, są to np. zapisy o przelotach samolotów i zeznania więźniów - powiedział.

Prawnik podkreślił, że już samo potajemne przetrzymywanie więźnia jest w Europie nielegalne. - Nawet jeśli nie jest torturowany, to i tak łamane jest jedno z praw człowieka. Nie ma więc wytłumaczenia na to, że (Polacy) wyrazili zgodę (na współpracę). 15 mln dolarów to mimo wszystko nie tak duże pieniądze. Może chcieli wyświadczyć USA przysługę? - pytał retorycznie.

- Biorąc pod uwagę, jak ważna była to sprawa, trudno sobie wyobrazić, że szef państwa i rządu mogli o niej nie wiedzieć. O operacji w Tajlandii byli poinformowani zarówno szef rządu, jak i szef wywiadu. Natomiast mogę uwierzyć, że o sprawie nie wiedział polski parlament - dodał Sifton.

Ogromne zainteresowanie

Ekspert wyjaśnił, że ogromne zainteresowanie organizacji praw człowieka dochodzeniami w Polsce i innych krajach w sprawie tajnych działań CIA bierze się stąd, iż na podobne śledztwo nie można liczyć w USA. - Tu nie możesz nikogo w tej sprawie oskarżyć ani pozwać do sądu, bo sąd odrzuci oskarżenie w imię zachowania tajemnicy państwowej. To okropne i my to potępiamy, ale takie są realia. Dlatego musimy zajmować się innymi krajami - tłumaczył. 

Przyznał, że nie ma wielkiej nadziei na to, iż ktoś w USA kiedykolwiek poniesie prawną odpowiedzialność za program przesłuchań z wykorzystaniem kontrowersyjnych metod (m.in. podtapiania czy pozbawiania więźnia snu), opracowany przez CIA w ramach walki z terroryzmem po zamachach z 11 września 2001 roku.

Ujawnienie metod przesłuchań wywoływało wielką burzę. Jedną z pierwszych decyzji prezydenta Baracka Obamy po zaprzysiężeniu w 2009 r. było zakończenie tego programu.

- Im więcej dowodów, tym Stanom Zjednoczonym trudniej utrzymać wszystko w tajemnicy. Dobrze będzie, jeśli europejskie państwa postawią USA kryminalne zarzuty (w sprawie więzień CIA na ich terenie - red.), nawet jeśli nie doprowadzą one do aresztowań czy wyroków. Pomogą jednak zagwarantować, że w przyszłości CIA już nigdy nie zrobi czegoś podobnego. Będzie się bała podobnego skandalu - zauważył ekspert HRW.

Dowiedz się więcej na temat: CIA | więzienia CIA | tajne więzienia CIA | Stare Kiejkuty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje