Afera podsłuchowa

Falenta dla "Gazety Polskiej": Tusk wprowadził opinię publiczną w błąd

"Szokujące jest to, że większość mediów wydała na mnie wyrok, ufając temu, co powiedział premier, który nie tylko nie sprawdził tego, o czym mówił, ale dla ratowania notowań rządu niedoinformowany wprowadził opinię publiczną w błąd" - mówi w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" Marek Falenta, biznesmen podejrzany o udział w nielegalnym nagrywaniu najważniejszych osób w państwie.

Falenta mówi, że chociaż prokuratura nie ma żadnych dowodów na jego winę, został już medialnie skazany. W związku z tym zamierza wystąpić o odszkodowanie przeciwko Skarbowi Państwa. "Zrobię to po zakończeniu postępowania i oczyszczeniu mnie z zarzutów. Niestety zapłacą za to wszyscy podatnicy, ja również, a nie tylko osoby odpowiedzialne. Trzeba mieć też świadomość, że w Polsce są bardzo niskie odszkodowania. Wątpię więc, aby ktoś wypłacił mi 400 mln zł tytułem utraconych korzyści ze Składów Węgla - mówi "Gazecie Polskiej" Falenta.

Reklama

Dodaje, że jego prawnicy "przygotowują kilkadziesiąt pozwów przeciwko mediom, które napisały o nim nieprawdę, skazując go publicznie bez wyroku, tuż po zatrzymaniu przez ABW". "W sumie będą one opiewać na przynajmniej kilka milionów złotych" - twierdzi biznesmen.

Jak szacuje, wmieszanie jego nazwiska w całą aferę kosztowała go minimum 50 mln zł: "Były to głównie straty na spadającym kursie akcji. Wynikało to z tego, że musieliśmy zatrzymać wszelkie nowe inwestycje i skoncentrować się na dotychczasowych przedsięwzięciach. Do tego należy doliczyć utracone korzyści z tytułu inwestycji w spółkę Składy Węgla. Szacowaliśmy, że dzięki debiutowi na giełdzie posiadane przeze mnie akcje tej spółki będą warte ok. 400 mln zł. Do tego stabilne wpływy, czyli zysk netto, miał wynieść kilkadziesiąt milionów rocznie. Niestety rząd Donalda Tuska świadomie i z pełną premedytacją zniszczył ten biznes w brutalny sposób, wykorzystując do tego organy ścigania i służby specjalne. Dlatego obecnie mam jedynie 4 proc. udziałów w Składach Węgla".

Falenta zaprzecza, aby po postawieniu mu zarzutów w aferze taśmowej wywierano na niego presję, aby sprzedał najbardziej wartościowe elementu posiadanego majątku: "Wiem, że niektórzy ludzie chcieliby odkupić ode mnie część aktywów znacznie poniżej ich faktycznej wartości. Nikt nie wywierał jednak w tej sprawie na mnie presji. Pojawiły się za to regularne kontrole skarbówki i Komisji Nadzoru Finansowego. Zostałem niedawno ukarany przez KNF po ponad 9 latach prowadzonego przez nich kuriozalnego postępowania. Nie mogę wykluczyć, że właśnie w ten sposób ktoś chce mnie zniechęcić do prowadzenia biznesu. Na szczęście wiem, że wszelkie moje działania są transparentne i nie mam się czego obawiać. Najlepszym tego przykładem jest postawa banków, które cały czas finansują moje przedsięwzięcia i mimo napięcia związanego z aferą taśmową nie podjęły żadnych nerwowych ruchów. Jestem wieloletnim klientem tych banków, współpracuję z nimi przynajmniej od siedmiu lat, zawsze terminowo rozliczając się z wszelkich zobowiązań".

Dowiedz się więcej na temat: Marek Falenta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje