Afera podsłuchowa

"GPC": Prokuratura nie chce słuchać „grubych misiów”

"Po blisko dziewięciu miesiącach śledztwa prokuratura badająca aferę taśmową poza 17 nagraniami przekazanymi przez „Wprost” i CBA ma zaledwie… trzy inne, zabezpieczone w ramach prowadzonych czynności" - ustaliła „Gazeta Polska Codziennie”. Nie ma na nich osób z pierwszych stron gazet.

Jak podkreśla "Codzienna", ani prokuratura, ani służby specjalnie nie mają pojęcia, ile rozmów faktycznie zostało nielegalnie zarejestrowanych w warszawskich restauracjach "Sowa i Przyjaciele" oraz "Amber Room". Tymczasem skala może być ogromna, a nagrań mogących kompromitować wpływowych polityków i biznesmenów najprawdopodobniej są setki - czytamy w "GPC".

Reklama

Jak ustaliła "Codzienna", prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga po dziewięciu miesiącach śledztwa ma ich zaledwie 20. Z tego sześć to te ujawnione już publicznie i przekazane przez tygodnik "Wprost". Kolejnych 11 na początku 2015 r. przekazało śledczym Centralne Biuro Antykorupcyjne (w ich posiadanie miało wejść przy okazji operacji specjalnej). Sama prokuratura w ramach prowadzonych czynności zdobyła więc zaledwie trzy nagrania. Zostały one odkryte na nośnikach zabezpieczonych przez CBŚ i ABW u osób podejrzanych o udział w procederze nielegalnego nagrywania gości restauracji.

Z ustaleń "Codziennej" wynika, że są to nagrania rozmów m.in. Tomasza Misiaka, byłego senatora PO, biznesmena, Grażyny Piotrowskiej-Oliwy, byłej szefowej PGNiG, Krzysztofa Kiliana, byłego prezesa PGE, Zbigniewa Jagiełły, prezesa PKO BP, czy Mateusza Morawieckiego, prezesa BZ WBK.


Dowiedz się więcej na temat: afera taśmowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje