Afera podsłuchowa

"Newsweek": Nowe tropy w aferze podsłuchowej

Białostocka prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej przesyłki z podsłuchem. Jak podaje "Newsweek", sprawa może mieć związek z tzw. aferą podsłuchową.

Jak pisze tygodnik, 29 kwietnia - półtora miesiąca przed ujawnieniem tzw. taśm "Wprost" - na powiatowy posterunek policji w Bielsku Podlaskim zgłosił się dyrektor generalny handlującej węglem firmy Krex. Powiedział, że kilka dni wcześniej do firmy nadeszła przesyłka "w postaci teczki z zawartością dwóch pism. Pisma pochodziły z firm Falenta Investments (jedna z firm Marka Falenty, biznesmena, który usłyszał już zarzut współudziału w procederze nielegalnych podsłuchów polityków) i KTK Polska (spółka córka rosyjskiego wielkiego dostawcy węgla koncernu KTK)".

Reklama

W okładce teczki księgowy Krex-u znalazł coś nietypowego. Jak się okazało, było to urządzenie do podsłuchu.

Prokuratura okręgowa w Białymstoku poinformowała już o prowadzonym przez siebie śledztwie prokuraturę okręgową Warszawa-Praga, która zajmuje się aferą podsłuchową.

Rosyjskie długi?

"Newsweek" informuje jeszcze o jednym zawiadomieniu do prokuratury, które dotyczy Falenty. W kwietniu dwie powiązane ze sobą spółki - Krex i Energo - doniosły, że "poprzez swój cypryjski fundusz Falenta Investments Ltd. Falenta mógł się dopuścić wielomilionowego oszustwa i prania brudnych pieniędzy". W doniesieniu opisano sposób, w jaki narósł 30-milionowy dług Falenty wobec KTK Polska.

Na podstawie tych informacji prokuratura wszczęła śledztwo.

Sam Falenta nie chciał komentować ujawnionych spraw - ani ewentualnego podsłuchu, ani długów wobec Rosjan (oraz czy mają one jakikolwiek związek z aferą podsłuchową). Na pytania dziennikarzy "Newsweeka", biznesmen odpisał, że "z uwagi na dobro toczących się postępować nie może udzielić informacji na ten temat".

Falenta: Jestem niewinny

W zeszłym tygodniu w Kontrwywiadzie RMF FM Falenta był bardziej rozmowny. Utrzymywał, że nie ma żadnych związków z tzw. afera podsłuchową.

- Jestem niewinny. Chciałem tylko sprzedawać tani węgiel - zapewniał. Jak mówił, wydaje mu się, że został wrobiony przez "baronów węglowych". - Jestem na rynku od 17 lat, posiadam około 30 firm, zatrudniam dwa tysiące ludzi. Nie podjąłbym takiej akcji. Nie jestem samobójcą - przekonywał.

Falenta to współwłaściciel firmy Składy Węgla i główny akcjonariusz giełdowych spółek Hawe i ZWG. Według premiera Donalda Tuska ujawnienie nagrań może mieć związek z tzw. sprawą węglową.

Na początku czerwca CBŚ zatrzymało 10 osób zajmujących kierownicze stanowiska w firmie Składy Węgla, jednej z największych w kraju spółek węglowych, podejrzanych m.in. o oszustwa, wyłudzanie VAT i pranie brudnych pieniędzy na kwotę 85 mln zł. Pięć osób trafiło do aresztu, pięć objęto dozorem policyjnym. Jak informował rzecznik KGP, węgiel sprowadzany z Rosji i Kazachstanu oferowany był jako polski, nieprawidłowości dotyczyły także jego jakości i ilości. Tworzono przy tym "fikcyjną dokumentację związaną z dystrybucją węgla, części transakcji w ogóle nie ewidencjonowano". Wszystko wskazywało także na zorganizowany charakter prowadzonej działalności przestępczej, wymierzonej głównie w Skarb Państwa - podała KGP.


Dowiedz się więcej na temat: afera podsłuchowa | Marek Falenta

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje