Tragedia w Jastrzębiu Zdroju

Sąsiedzi zaskoczeni aresztowaniem Dariusza P. "Nikt nie posądzałby go o podpalenie"

"Przykładny mąż i wzorowy ojciec" - w takich słowach o Dariuszu P. mówią sąsiedzi. Są bardzo zaskoczeni jego aresztowaniem. Mężczyzna podejrzany jest o podpalenie w maju ubiegłego roku domu, w którym zginęła jego żona oraz czwórki dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Prokuratura zarzuca mu zabójstwo. Podejrzany nie przyznaje się do winy. - Śledczy muszą mieć mocne dowody w tej sprawie - twierdzi adwokat Bartosz Sapota.

 - Przykład rodziny na zewnątrz. Nikt nie posądzałby go o podpalenie - podkreśla sąsiad Dariusza P. - Opiekował się dziećmi, pilnował ich, jak jeździły na rowerku. Przykład wzorowego ojca - dodaje. - Bardzo dobrzy ludzie. Myśleliśmy, że wszystko jest w porządku. Nikt nie pomyślał, że do czegoś takiego dojdzie. Pozory mylą - dodaje inny.

Reklama

Prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Gliwicach w czwartek zarzuciła mężczyźnie zabójstwo. Motywem miała być chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia.

Poza wątkiem finansowym śledczy biorą też pod uwagę motyw związany z romansem.  - Nie wiem, czy on mógł go popchnąć do tego, co się stało. Ale z tego, co wiem śledczy również biorą taką okoliczność pod uwagę. Romans i pieniądze - te dwie rzeczy mogły się nałożyć - mówił na antenie TVN24 Grzegorz Głuszak.

Sam Dariusz P. w programie "Uwaga!" TVN zarzekał się kilka dni temu, że nie ma nic wspólnego z podpaleniem.

W piątek śledczy oficjalnie opowiedzieli o dowodach obciążających aresztowanego dzień wcześniej podejrzanego.

Jak przekazał rzecznik prokuratury Michał Szułczyński, pierwszym z dowodów jest opinia biegłego z zakresu pożarnictwa, jednoznacznie wskazująca na podpalenie. Ogień podłożono w mieszkaniu w sześciu miejscach. Żaluzje domu były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć. W domu nie było też śladów włamania.

Adwokat: Prokuratura ws. Dariusza P. musi mieć mocne dowody

- Ponieważ sąd szybko wydał nakaz tymczasowego aresztowania, można zakładać, że prokuratura zebrała wiarygodne dowody - podkreśla Bartosz Sapota, pełnomocnik rodziny osób, które zginęły w pożarze w Jastrzębiu-Zdroju.

Pełnomocnik dodał też, że członkowie rodziny ofiar od jakiegoś czasu zastanawiali się, dlaczego prokuratura tak długo prowadzi postępowanie ws. pożaru, w którym zginęło pięć osób. Jak dodał Sapota, dopiero po zatrzymaniu Dariusza P. rodzina ofiar zaczęła łączyć watki i fakty dotyczące starych spraw z udziałem rodziny Dariusza P.

Sprawca podłożył martwą mysz

Aby upozorować przypadkowe powstanie pożaru, sprawca podłożył martwą mysz. Chodziło o zasugerowanie, że przegryzła kable, doprowadzając do zwarcia. Na zlecenie prokuratury przeprowadzono sekcję zwłok gryzonia. Okazało się, że zdechł wcześniej niż doszło do pożaru, na skutek urazu mechanicznego.

Podejrzanego obciążają też logowania jego telefonu do sieci komórkowej - okazało się, że wbrew twierdzeniom w chwili pożaru był w pobliżu domu, a nie kilkanaście kilometrów od niego. Zdaniem biegłych Dariusz P. sam sobie wysyłał sms-y z pogróżkami, aby skierować śledztwo na fałszywe tory. Znaleziono przy nim telefon, z którego wysyłano te wiadomości.

Do tragicznego pożaru doszło w maju ub. roku. Zginęła matka i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Już krótko po tragedii opinia biegłego wskazała, że doszło do podpalenia. P. tłumaczył, że ktoś, kto podpalił jego dom, wcześniej wysyłał mu sms-y z groźbami.

Rodzina jest dla mnie najważniejsza

Przez kolejne miesiące śledczy gromadzili obciążające Dariusza P. dowody. Teraz na ich podstawie mężczyznę zatrzymano. Prokurator przedstawił mu w czwartek zarzut spowodowania pożaru i zabicia w ten sposób pięciu członków rodziny, a także usiłowania zabójstwa szóstej osoby - najstarszego syna.

Dariusz P. odpierał zarzuty. Jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze, policjanci zawieźli w czwartek zatrzymanego do  domu, gdzie z jego udziałem przeprowadzono przeszukanie. - Nie mam nic wspólnego z tym pożarem, rodzina jest dla mnie najważniejsza - mówił P. dziennikarzom.

Po przedstawieniu zarzutów prokuratorzy wnioskowali o aresztowanie podejrzanego. Gliwicki sąd uwzględnił ich wniosek. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Dariuszowi P. będzie groziło dożywocie. W ramach śledztwa konieczna będzie jeszcze m.in. opinia biegłych, którzy wypowiedzą się na temat poczytalności podejrzanego.

Miał poważne długi

Prokuratura dotąd nie mówiła oficjalnie o motywie, jakim miał kierować się Dariusz P. Według nieoficjalnych informacji ze śledztwa miało chodzić o polisy ubezpieczeniowe na członków rodziny, wykupione na krótko przed tragedią. Według mediów P., który prowadził zakład produkujący meble, miał poważne długi.

Pożar miał miejsce 10 maja ub. roku w domu jednorodzinnym, w którym mieszkała 7-osobowa rodzina. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze, paliła się część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Ojca nie było w tym czasie w domu.

Cała piątka spoczęła w jednym grobie


Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Żegnali ich członkowie rodziny, mieszkańcy miasta i metropolita katowicki abp Wiktor Skworc, który przed tragedią odwiedził rodzinę P. podczas swej wizytacji w parafii.

Podczas uroczystości pogrzebowych abp Skworc wspominał zaangażowanie rodziny P. w życie Kościoła - 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w Stowarzyszeniu Dzieci Maryi, a matka brała udział w ruchu "Światło-Życie".

Ksiądz: Znam jego i całą rodzinę

Również ks. Bogusław Zalewski, proboszcz parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Jastrzębiu Zdroju, do której należała rodzina, mówił w piątek, że z tą rodziną kojarzy mu się dobro, a on sam nie potrafi sobie wytłumaczyć, zrozumieć tej sytuacji.

- Znam jego i całą rodzinę z najlepszej strony - jako dobrą rodzinę, funkcjonującą w pozytywnych relacjach. Świetnie wychowywali dzieci. Nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo kojarzy mi się z nimi samo dobro. Tu nie chodzi tylko o zaangażowanie w życie Kościoła, to byli też moi uczniowie; w sensie charakteru, stylu bycia - widziałem tam samo dobro. Więc ja nie potrafię tego pojąć - zaznaczył ks. Zalewski.

 Zmarły 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w Stowarzyszeniu Dzieci Maryi, a matka brała udział w ruchu "Światło-Życie". Sam Dariusz P. był szafarzem komunii świętej.















Agencja TVN/-x-news
Dowiedz się więcej na temat: jastrzębie-zdrój

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje