Dariusz Rosati dla Interii: Możemy zostać na aucie

O osobnym budżecie dla strefy euro oraz serii niekorzystnych dla Polski wiadomości z Brukseli rozmawialiśmy z europosłem PO prof. Dariuszem Rosatim.

Komisja Europejska przedstawiła dziś dokument dotyczący przyszłości strefy euro. Proponuje w nim utworzenie osobnego budżetu dla eurolandu.

Reklama

- Państwa członkowskie uważają, że potrzebują instrumentu, który byłby wykorzystany dla pomocy tym członkom strefy euro, którzy wpadną w tarapaty finansowe oraz instrument reagowania na tzw. asymetryczne wstrząsy - wyjaśniał w rozmowie z Agnieszką Waś-Turecką Dariusz Rosati. - Nie jest to próba odcięcia tych, którzy w strefie nie są. Na podstawie doświadczeń Grecji, Portugalii, Irlandii i innych, kraje eurolandu doszły do wniosku, że wspólna waluta łączy je bardziej niż myślano. Osobny budżet ma pomóc w lepszej koordynacji polityki i lepszym radzeniu sobie w sytuacjach kryzysowych - dodał. 

Skąd kraje strefy euro wezmą środki na osobny budżet? Europoseł przewiduje, że najprawdopodobniej uszczuplony zostanie obecny budżet unijny. - Dla krajów spoza strefy to zła wiadomość. Dla Polski to zła wiadomość, o ile Polska oczywiście nie przystąpi do strefy euro - zaznaczył Rosati.

Komisja Europejska proponuje, by budowę unii walutowej zakończyć do 2025 roku. Czy w przypadku Polski to realna data przyjęcia wspólnej waluty?

- Jest to horyzont absolutnie bezpieczny. Polski rząd powinien to przemyśleć. Analizy pokazują, że to dla Polski korzystne, zarówno gospodarczo jak i politycznie. Gdyby tak się nie stało, to poza Wielką Brytanią prawdopodobnie tylko my bylibyśmy bez euro - podkreślił Rosati. 

- Polski rząd zajął stanowisko polityczne, nawet ideologiczne, bo żadnych argumentów [przeciwko euro - przyp. red.] nie słyszałem. Opinie są bezpodstawne, że euro to wzrost cen, że odbiera suwerenność. To wszystko nieprawda. Można spojrzeć w statystyki - przekonywał europoseł.

Polska zostanie w tyle?

Rosati nie ma wątpliwości, że przedłużanie kwestii przystąpienia do strefy euro sprawi, że Polska zostanie w tyle.

- Staramy się opóźnić te reformy, które zepchną Polskę na margines. Chcę powiedzieć to jasno - strefa będzie się rozwijać, a my zostaniemy na aucie - dodał Rosati.

W ramach prac nad większą integracją strefy euro może zostać odbudowany sojusz francusko-niemiecki. Czy między Paryżem a Berlinem znajdzie się jeszcze miejsce dla Warszawy?

- Niemcy i Francja myślą podobnie o przyszłości strefy euro. Są za tym, by strefa dalej się integrowała. Moim zdaniem to symptom, że motor francusko-niemiecki zacznie znów działać. A my mamy w Warszawie obawę przed kontaktami z Niemcami. Padają oskarżenia pod kątem innych rządów, że są marionetkami w rękach Berlina. Jeżeli nasz rząd rozumie znaczenie Trójkąta Weimarskiego, to będzie się starał poprawiać relacje. Ale to może zająć dużo czasu, w którym możemy wiele stracić - ocenił Rosati.

Mało pieniędzy dla Polski

Europoseł odniósł się także do informacji, że rząd Niemiec bada możliwość uzależnienia wypłat unijnych funduszy od przestrzegania przez dany kraj zasad państwa prawa.

- O ile nie ma podstaw prawnych, by karać Polskę za brak współpracy w kwestii uchodźczej, o tyle nie unikniemy tego, że w perspektywie budżetowej po 2020 roku wypłaty funduszy będą powiązane z przestrzeganiem prawa i realizacją priorytetów unijnych - zaznaczył Rosati.

Europoseł skomentował także serię złych dla Polski wiadomości, które ostatnim czasie nadeszły z Brukseli - przedstawionym przez KE projekcie tzw. pakietu mobilności (który jest niekorzystny dla polskich firm transportowych), sugestii KE utworzenia osobnego budżetu dla strefy euro, przeciekach o próbie uzależnienia wypłaty unijnych funduszy od przestrzegania zasady państwa prawa, czy wreszcie przepychankach słownych między rzecznikami KE i polskim MSZ.  

- To żniwo złej polityki polskiego rządu. Jeśli ona się nie zmieni, to w kolejnej perspektywie w budżecie unijnym będzie dla Polski bardzo mało pieniędzy - ostrzegł Rosati.

Apel do rządu

Osobną kwestią jest sprawa relokacji uchodźców, która znów podzieliła Polskę i Komisję Europejską. Europoseł za dobry kierunek uznał deklarację ministra Witolda Waszczykowskiego, który powiedział, że rząd rozważa uruchomienie tzw. korytarzy humanitarnych z Syrii. Zdaniem polityka, polski rząd powinien jednak przede wszystkim respektować zobowiązania, które podjął poprzedni obóz rządzący w sprawie relokacji uchodźców.

W tej sprawie europoseł PO zaapelował do obozu rządzącego: - Wzywam rząd PiS, by przestał się zachowywać w sposób niemądry i wypełnił zobowiązanie.

- PiS straszył Polaków, że uchodźcy roznoszą zarazki i są terrorystami. A przecież ci, którzy dokonują zamachów np. w Wielkiej Brytanii, obywatele Unii Europejskiej, mogą swobodnie przyjechać do Polski i tu też dokonać zamachu - dodał.

- Przyjęcie siedmiu tysięcy uchodźców nie zagraża bezpieczeństwu Polski. Mamy ambicje być dużym, poważnym krajem Unii Europejskiej, dlatego powinniśmy się zacząć zachowywać jak duży, poważny kraj - podkreślił Dariusz Rosati.

***

Obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje