Donald Tusk twarzą sankcji? "Byłby to nieoczekiwany prezent dla tego obozu władzy"

- Sytuacja, w której Donald Tusk byłby twarzą sankcji dla partii obecnie rządzącej, byłaby nieoczekiwanym prezentem po największej porażce w historii tego obozu władzy - przekonuje w rozmowie z Interią politolog Rafał Chwedoruk. Przywołuje głosowanie na szefa Rady Europejskiej, w którym Tusk pokonał kandydata polskiego rządu Jacka Saryusz-Wolskiego 27 do 1. W środę były premier przyznał, że "jeśli Polska nie włączy się w solidarną relokację uchodźców, będzie się to wiązało z pewnymi konsekwencjami".

Interia: Komisja Europejska wezwała Polskę do zaangażowania się w relokację uchodźców. Rząd Beaty Szydło ma czas do czerwca. Jeśli tego nie zrobi, KE grozi konsekwencjami. Mamy się czego obawiać?

Reklama

Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego: - W tej chwili nie chodzi tylko o uchodźców. Powinniśmy pamiętać o wszystkich kontekstach. Jeśli są takie momenty, kiedy odechciewa nam się polityki, to jest właśnie ten moment. O czym mówię? Politycy wywodzący się z krajów, które uczestniczyły w niszczeniu w miarę stabilnych państw Bliskiego Wschodu, teraz najgłośniej krzyczą o potrzebie niesienia pomocy. Grożą austriackiemu, węgierskiemu i polskiemu rządowi jakimiś konsekwencjami. Musimy patrzeć na to w kategoriach nie czarno-białych, ale w kontekście gry interesów międzypaństwowych, biznesowych i politycznych.

To znaczy?

- Wydawało się nam, że członkostwo w UE jest bezkosztowe. Że jest to wejście do swoistego raju, który z jednej strony spełnia nasze oczekiwania, a z drugiej inwestuje w Polskę. Tymczasem jest to kraj interesu, porozumienie międzypaństwowe o specyficznej formie. Wiadomo było, że prędzej czy później rachunki przyjdą. Jednym z elementów jest ograniczanie suwerenności państwa lub dokonywania takich działań, które mogą być w interesie innych krajów. To, co obserwowaliśmy w kwestii uchodźców do tej pory, ma dwa wymiary. Pierwszy dotyczy stricte tej kwestii, a drugi to przygotowywanie do dalszych procesów integracyjnych, gdzie państwa będą znaczyły coraz mniej. Stąd tak duża determinacja w sprawie, która miała mieć symboliczne znaczenie.

"Jeśli polski rząd będzie zdecydowany nie uczestniczyć w tym solidarnym poddziale obowiązków w sprawie uchodźców - to ma do tego, może nie prawo, bo mówimy tu o prawie europejskim, ale pewne argumenty, i jestem w stanie je zrozumieć - będzie się to wiązało nieuchronnie z pewnymi konsekwencjami. Takie są zasady w Europie" - to słowa Donalda Tuska, szefa RE.

- Sytuacja, w której Donald Tusk byłby twarzą sankcji dla partii obecnie rządzącej, byłaby nieoczekiwanym prezentem po największej porażce w historii tego obozu władzy. Mam na myśli głosowanie z wynikiem 1-27 (na szefa RE; Tusk wygrał z Jackiem Saryusz-Wolskim popieranym przez polski rząd - przyp. red.). Rząd dostałby szansę legitymizacji post factum tamtego postępowania. Zresztą krytykowanego przez większą część obywateli.

O jakich konsekwencjach mówi Tusk? Jakie realnie sankcje nam grożą?

- Bardzo różne. Niegdyś mieliśmy sytuację Joerga Haidera, który wszedł do koalicji z Austriacką Partią Ludową. Zapowiadano straszne konsekwencje, a skończyło się na drobnych sankcjach dyplomatycznych. Konserwatywnego kanclerza uznano natomiast w Austrii za zwycięzcę. To, co dzieje się teraz, wiązałbym z tym, że coraz wyraźniej widać nową architekturę polityczną w Europie. Duet Macron-Merkel znajdzie się w epicentrum, ze szczególnym uwzględnieniem pani kanclerz. Wkrótce są wybory we Francji i w Niemczech, i ci politycy obydwoje potrzebują zademonstrowania asertywności wobec innych krajów Unii. M.in. temat uchodźców może się przydać.

Polska ma być takim "papierkiem lakmusowym" dla Macrona i Merkel?

- Polska jest idealna, bo PiS w przestrzeni międzynarodowej ma słabszą pozycję nawet od Viktora Orbana. To wynika z tego, że jest poza strukturami Europejskiej Partii Ludowej. To z kolei ogranicza możliwości nieformalnego działania. PiS na własne życzenie niegdyś tego waloru się pozbawiło. Nawiązania Macrona do Polski nie były przypadkowe. Pamiętajmy, że to polityk, który działa w nowej, zupełnie niespotykanej przestrzeni w historii Francji. Dopiero tworzy partię, za chwilę wybory, a być może będzie skazany na kohabitację. Jest więc szczególnie zdeterminowany. Polska, w tym sensie, rzeczywiście jest "papierkiem lakmusowym", a raczej powiedziałbym, że staje się dyżurnym chłopcem... Staje się instrumentem polityki wewnętrznej. A do samych sankcji droga jest bardzo daleka.

PE wezwał w środę do uruchomienia wobec Węgier art. 7 unijnego traktatu, wskazując, że sytuacja w tym kraju usprawiedliwia rozpoczęcie procedury, która może zakończyć się sankcjami. Wydaje się więc, że UE nie żartuje.

- Unia nie żartuje, ale przy wszystkich jej wadach, jest to system naczyń połączonych. Choćby rząd polski się o tym boleśnie przekonał. To działa też w drugą stronę, bo Polska może też blokować wiele kwestii. Jak sądzę, jest to jeden z testów przed ewentualną koncepcją zmiany architektury Unii Europejskiej. Bo Unia musi się zmienić. W dotychczasowym kształcie jest skazana na bezwiedne dryfowanie i oczekiwanie na odpowiednik Brexitu w którymś z krajów. Czekają nas ciekawe czasy i ciekawe debaty.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje