Grecja zaprasza, Polska odmawia. "Próba manipulacji"

Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz poinformował, że został zaproszony przez Greków na rozmowy z niektórymi szefami parlamentów państw Unii Europejskiej ws. referendum. Zaznaczył, że nie skorzysta z zaproszenia, bo jest jego zdaniem spóźnione i może stanowić próbę manipulacji.

Borusewicza zaprosiła do Aten przewodnicząca Parlamentu Grecji Zoe Konstantopoulou. Piątkowe spotkanie miałoby się odbyć w celu - jak napisała w przesłanym do Kancelarii Senatu piśmie - poinformowania parlamentów państw Unii Europejskiej o istocie i zasadach greckiego referendum. Według niej parlamenty te "powinny być właściwie poinformowane o faktach" i "odpowiednio włączyć się w procedury unijne", tak by mieć pewność, że "demokracja w Europie nie oddaje pola działaniom pozbawionym legitymizacji, które podkopują rozwój gospodarczy i dobrobyt obywateli".

Reklama

Konstantopoulou oceniła, że jest bardzo ważne, aby greckie referendum przeprowadzone było "w wolności od ingerencji i utrudnień". Zaznaczyła, że nie chodzi w nim o pozostanie lub opuszczenie UE czy strefy Euro przez Grecję, ale "o zaakceptowanie lub odrzucenie środków zgłoszonych w ubiegły czwartek (podczas spotkania eurogrupy - PAP)". Tymczasem - jak napisała - "ciągłe deklaracje" europejskich przywódców i "oficjalny nacisk", iż w referendum chodzi o to, czy Grecy są przeciwko, czy za Europą i euro "narusza podstawowe zasady i wartości UE".

Marszałek polskiego Senatu jest zaskoczony pismem Konstantopoulou. "Wczoraj w nocy otrzymałem pismo pani przewodniczącej; zaskakuje mnie ta inicjatywa" - powiedział PAP Borusewicz. Dodał, że według jego wiedzy podobne zaproszenie otrzymała część szefów unijnych parlamentów, ale zaproszenie prawdopodobnie przyjmie tylko szef cypryjskiego parlamentu.

Borusewicz zapowiedział, że on na spotkanie nie pojedzie, bo uważa, że zorganizowano je "zbyt późno, by mogło ono przynieść dobry rezultat".

"Poza tym Senat polski nie jest stroną w rozmowach na linii Unia Europejska-Grecja, tu stroną jest Komisja Europejska. Mam wrażenie, że pani Konstantopoulou, która jest politykiem rządzącej Syrizy, próbuje przerzucić odpowiedzialność za greckie kłopoty na inne kraje. To może być rodzaj manipulacji politycznej" - ocenił Borusewicz.

Tymczasem - mówił - greckim trudnościom mogą zaradzić tylko sami Grecy w referendum. Zaznaczył, że widzi próby manipulowania narodem greckim przez władze tego kraju, m.in. poprzez "niecodzienną" kolejność odpowiedzi na greckiej karcie referendalnej, gdzie głosowanie "na nie" jest pierwszą opcją do wyboru.

Cipras apeluje, by głosować na "nie"

W Grecji w niedzielę ma odbyć się referendum ws. przyjęcia pomocy finansowej na surowych warunkach podyktowanych przez międzynarodowych wierzycieli. Po fiasku negocjacji nad warunkami odblokowania ostatniej transzy z drugiego programu wsparcia dla Grecji, we wtorek program ten wygasł, a Ateny nie były w stanie spłacić raty zadłużenia wobec MFW w wysokości 1,55 mld euro.

Premier Grecji Aleksis Cipras wzywa rodaków, aby w referendum głosowali na "nie", czyli przeciw przyjęciu pomocy na warunkach wierzycieli. Twierdzi, że zwycięstwo obozu głosującego przeciw będzie krokiem ku zawarciu lepszego porozumienia.

Wielu przywódców państw eurolandu twierdzi jednak, że jeśli Grecy rzeczywiście zdecydują się odrzucić propozycje instytucji (Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego) krajowi grozić będzie totalne bankructwo i wypadnięcie ze strefy euro.

Dowiedz się więcej na temat: Bogdan Borusewicz | Grecja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje