​"Ministrowie nie poparli propozycji Komisji Europejskiej"

Ministrowie finansów państw strefy euro odrzucili w poniedziałek propozycje KE, by państwa unijne, które mają takie możliwości, czyli w praktyce Niemcy i Holandia, zwiększyły swe wydatki budżetowe w celu wsparcia ożywienia gospodarczego w całym eurolandzie.

"Ministrowie finansów strefy euro nie poparli w czasie spotkania propozycji Komisji Europejskiej" - oświadczył szef eurogrupy, jednocześnie szef resortu finansów Holandii Jeroen Dijsselbloem.

Reklama

Jak zaznaczył, możliwości budżetowe są w tych krajach strefy euro, które w tej chwili niekoniecznie potrzebują stymulacji za pomocą wydatków z kasy państwa.

Tłumaczył, że przed dojściem do wspólnego zarządzania gospodarczego eurolandem potrzebna jest dalsza polityczna i ekonomiczna integracja strefy. "Uważamy, że sytuacja fiskalna wielu krajów zmienia się na korzyść, a to otwiera możliwości przyznawania pierwszeństwa inwestycjom" - podkreślił Dijsselbloem.

W połowie listopada Komisja przy okazji oceny projektów budżetów poszczególnych państw zaleciła ekspansję budżetową - czyli zwiększanie wydatków - w wysokości do 0,5 proc. PKB w 2017 r. dla całej strefy euro, wskazując jednocześnie, że te państwa, którym zalecane jest zaciskanie pasa, nie powinny z tego rezygnować.

W praktyce oznacza to, że na zwiększenie wydatków budżetowych mogłyby sobie pozwolić jedynie Niemcy i Holandia, a także kilka małych gospodarek eurolandu, jak Luksemburg czy Słowacja. KE chodziło o to, by niemieckie czy holenderskie wydatki przyczyniły się do zwiększenia inwestycji i wzrostu gospodarczego w innych krajach strefy euro, które choć chętnie same zaczęłyby wydawać więcej, to nie mogą, bo ograniczają je unijne zasady oszczędnościowe.

Francja, druga gospodarka eurolandu, objęta jest procedurą nadmiernego deficytu. Włochy, choć poza tą procedurą, i tak muszą redukować swój drugi co do wielkości w UE (po Grecji) dług publiczny.

Dijsselbloem podkreślił, że zaproponowana przez KE ekspansja fiskalna o 0,5 proc. nie została poparta przez ministrów finansów państw strefy euro.

Z takiego obrotu sprawy nie jest zadowolona Komisja Europejska. "Człowiek zawsze jest rozczarowany, jeśli jego rady nie są wysłuchiwane" - powiedział unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Pierre Moscovici.

Propozycja zwiększenia wydatków przez państwa, które na to stać, wywołała napięcia na linii Bruksela-Berlin. Minister finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble, który jest orędownikiem oszczędnościowej polityki, mówił, że Niemcy zwiększyły inwestycje w ostatniej dekadzie bardziej niż średnio cała strefa euro. "Sądzę, że rekomendacje Komisji są adresowane do nieodpowiedniego kraju" - wskazywał w listopadzie w Bundestagu Schaeuble.

Z kolei na zorganizowanym przez dziennik "Sueddeutsche Zeitung" forum gospodarczym w Berlinie Schaeuble zarzucił KE, że jej zalecenia w sprawie polityki finansowej są sprzeczne z obowiązującym prawem unijnym i zmniejszają nacisk na państwa, które jeszcze nie zrealizowały celów budżetowych i nie wprowadziły reform.

W wydanym w poniedziałek oświadczeniu ministrowie finansów państw strefy euro zgodzili się, że Niemcy, Holandia, Słowacja, Estonia i Luksemburg mogłyby skorzystać ze swojej pozytywnej sytuacji budżetowej w celu wzmocnienia popytu krajowego i potencjału wzrostu gospodarczego, ale ich decyzje zależeć będą od konkretnych okoliczności, w jakich znajduje się każde z tych państw.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje