Premierzy z partii liberalnych chcą Verhofstadta na czele PE

Sześciu premierów państw UE, którzy wywodzą się z ugrupowań liberalnych, poparło w czwartek kandydaturę belgijskiego europosła Guy Verhofstadta na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

W oświadczeniu, opublikowanym po spotkaniu liberalnych premierów przed szczytem UE w Brukseli, podkreślili oni także, że obsada najwyższych stanowisk w UE - szefa Rady Europejskiej, przewodniczącego Komisji Europejskiej i szefa europarlamentu - powinna odzwierciedlać równowagę między głównymi siłami politycznymi.

Reklama

Obecnie na żadnym z tych stanowisk nie ma liberała; stanowiska podzielili między sobą chadecy i socjaliści.

"Unia Europejska stoi w obliczu kilku kryzysów naraz. Stale mamy kryzys gospodarczy, kryzys uchodźczy, zagrożenie terrorystyczne i geopolityczną niestabilność w naszym sąsiedztwie. Chcemy, by te kryzysy zostały rozwiązane w skuteczny sposób. Parlament Europejski jest wiarygodnym partnerem w realizacji tego zadania" - oświadczyli premier Luksemburga Xavier Bettel i przewodniczący Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE) Hans van Baalen.

Dodali, że współpraca Rady UE (rządów państw członkowskich) oraz Parlamentu Europejskiego układała się najlepiej, gdy istniał szeroki konsensus wśród proeuropejskich grup politycznych. "Dlatego uważamy, że byłoby rozsądnie, gdyby te trzy instytucje - Rada, Komisja i Parlament - odzwierciedlały równowagę sił w europejskiej polityce" - uznali.

Ich zdaniem Parlamentem Europejskim powinien kierować ktoś, kto łączy wizję z dużym doświadczeniem oraz potrafi budować mosty ponad politycznego podziałami. "Guy Verhofstadt jest doskonałym kandydatem, który ma te zalety" - oświadczyli liberalni przywódcy.

Oprócz Bettela w spotkaniu ALDE w Brukseli uczestniczyli także premierzy: Słowenii Miro Cerar, Danii Lars Lokke Rasmussen, Estonii Juri Ratas, Holandii Mark Rutte i Finlandii Juha Sipilae.

Głosowanie 17 stycznia

Parlament Europejski wybierze nowego przewodniczącego 17 stycznia, w połowie swojej pięcioletniej kadencji. Zgodnie z porozumieniem zawartym w 2014 r. przez dwie największe frakcje w PE, chadeków i socjalistów, przez pierwszą połowę kadencji na czele PE stał niemiecki socjaldemokrata Martin Schulz, a przez drugą połowę funkcję tę ma pełnić przedstawiciel chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej. Kandydatem EPL na to stanowisko jest Włoch Antonio Tajani.

Wbrew uzgodnieniom z 2014 r. także socjaliści wystawili swojego kandydata, Włocha Gianniego Pittellę, ponieważ uznali, że przejęcie funkcji szefa PE przez chadeka zakłóci równowagę między głównymi siłami politycznymi na najwyższych stanowiskach w UE. Chadecy kierują już Komisją Europejską (Jean-Claude Juncker) oraz Radą Europejską (Donald Tusk). Socjalistką jest szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.

Liberałowie są czwartą co do wielkości frakcją w PE, ale uważają, że należą do proeuropejskiej koalicji z socjalistami i chadekami. Mają też silną reprezentację w Radzie Europejskiej, czyli gronie przywódców państw członkowskich, dlatego ich postulat, by byli uwzględnieni w podziale najwyższych stanowisk w UE, musi zostać potraktowany poważnie.

Zdaniem niektórych obserwatorów, jeśli liberałowie nie dostaną funkcji szefa PE, to mogliby domagać się stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej, które obecnie zajmuje Donald Tusk. Jego kadencja wygasa z końcem maja i może zostać przedłużona o kolejne 2,5 roku, czego chcą chadecy.

W czwartek kandydatkę w wyborach szefa PE nominowali też europejscy Zieloni. Jest nią brytyjska europosłanka Jean Lambert. To jednak kandydatura symboliczna, bo Zieloni są szóstą co do wielkości frakcją w PE.

Z Brukseli Anna Widzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje